Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie

Stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie

Poniedziałek. W sterylnie czystym, poukładanym domu, gdzie wszystko ma swoje miejsce, a seks uprawia się regularnie, czas płynie jednostajnie, dzień za dniem, poganiając rzeczywistość złożoną z pozorów, złudzeń i iluzji. Wtorek. W sterylnie czystym, poukładanym domu, gdzie wszystko ma swoje miejsce, a seks czasami uprawia się regularnie, pojawia się coś, co wywraca całą rzeczywistość i pozbawia ją sztucznej, przypudrowanej maski. Środa. W sterylnie czystym, poukładanym domu, gdzie… pojawia się coś, co burzy porządek rzeczy. Czwartek. W tym domu pojawia się ona, demaskatorka ludzkich relacji, demistyfikatorka poukładanego życia, strażniczka prawdy, pogromczyni fałszu. Słodka Fibi.

Spektakl powstał na bazie tekstu pod tym samym tytułem: Febe, wróć Michaela Gowa, australijskiego dramaturga i scenarzysty. Nieskomplikowana fabuła przedstawia wycinek z życia młodej, przebojowej pary, która zostaje obarczona opieką nad psem sąsiadów. Pewnego dnia Fibi znika… Na tym konstrukcyjnym szkielecie reżyser Iwo Vedral zbudował opowieść o trudnych i niejednoznacznych relacjach dwojga ludzi, gubiących się w idealnym świecie, który sami stworzyli. Tylko czas, niczym niewzruszony służbista, systematycznie i skrupulatnie odmierza kolejne dni tygodnia (rzucone z projektora na ścianę).

W pierwszych scenach świat przedstawiony jest sztucznie harmonijny, wciśnięty w ramy wyobraźni młodej pary, która nie tylko kreuje rzeczywistość, lecz także samą siebie. Bohaterowie są pretensjonalni i egzaltowani, mówią o swoich planach, marzeniach i emocjach z przesadną emfazą. Wszystko razi sztucznością: ich sposób mówienia i bycia, perfekcyjnie uporządkowany pokój, stylizowane stroje. Wszystko nadmuchane do najdalszych granic pozerstwa. Pozerstwa przeznaczonego dla oczu innych ludzi, a co gorsza – dla ich własnych. Nienaganny porządek z upływem czasu przeistacza się w bezład, a następnie w nieopanowany chaos, uwalniający skrywane myśli, marzenia, postawy dwójki bohaterów. A ci tak naprawdę bezwiednie dryfują między tworami swoich wydumanych wyobrażeń o idealnym życiu.

Dramaturgię świetnie obrazuje wszędobylska dezintegracja, wdzierająca się w każdą przestrzeń życia bohaterów. Pięknie dopieszczony pokój przeistacza się w pobojowisko, gdzie Helen i Frazer coraz bardziej zakopują się w rozczarowaniu i frustracji. Im dalej w las, tym gorzej, sztuczne piękno ulatuje, ukazując prawdziwe oblicze związku, obraz zionący pustką i rozgoryczeniem. Gorzka prawda o związku zmienia bohaterów, jawią się jako jednostki zagubione, zrozpaczone, szamoczące się bezsensownie i bezradnie.

W spektaklu możemy podziwiać popis aktorstwa Małgorzaty Klary i Adama Kuzycza-Berezowskiego. Oboje przechodzą zręcznie od kreacji aktorskich świadomie naznaczonych sztuczną formą i pretensjonalnością do ról przedstawiających żywe, trudne do odegrania stany emocjonalne, które w obu przypadkach odczytuję jako autentyczne. Ich gra stanowi najważniejszy i zarazem najmocniejszy element spektaklu.

Skromna, umowna scenografia, wzbogacona projekcją multimedialną, jest raczej tłem, ramą dla dziejącej się akcji, niż istotnym elementem świata przedstawionego. Współgra z historią, ale sama nie tworzy dodatkowych kontekstów, odniesień. Zwraca jednak uwagę projekcja, będąca ciekawym zabiegiem, za pomocą którego z jednej strony aktorzy przedstawiają relację, swój świat wewnętrzny, a z drugiej – wyświetlane są obrazy świata zewnętrznego, w którym wydarza się tragedia. Można dostrzec analogię między „płonącym domem” bohaterów a obrazem pożaru wieżowca, który pojawia się w tle. Z całością współgrają również stroje. W początkowych scenach, w świecie pozorów, ubrania aktorów są stylizowane na lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte – para wygląda jak „perfekcyjna pani domu i jej perfekcyjny mąż”. W kolejnych scenach, rozkładających relację pary na czynniki pierwsze, najważniejsza jest bielizna. Można powiedzieć: naga prawda.

Od pozorów do prawdy. Od porządku do chaosu. Spektakl ukazuje proces pozbywania się wykreowanej rzeczywistości na rzecz dotarcia do prawdy o sobie. Proces ten, choć bolesny i trudny, pozwala spojrzeć sobie w oczy – głęboko i szczerze.

Kinga Binkowska, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 50/2013

Stowarzyszenie Teatr Niekonsekwentny w Szczecinie
M. Gow
Febe, wróć
w ramach projektu Słodka Fibi

przekład: Małgorzata Semil
reżyseria: Iwo Vedral
obsada: Małgorzata Klara, Adam Kuzycz-Berezowski
projekcje: REMOTE CONTROL
projekt plakatu: Królowa Szczecińska
muzyka: resmover
kostiumy: Agnieszka Miluniec
premiera: 2 września 201

fot. mat. organizatorów