Spójrzcie na siebie (Wiśniowy sad)

Spójrzcie na siebie (Wiśniowy sad)

Historia zatoczyła koło – Agnieszka Glińska powróciła do Wiśniowego sadu. Choć dziesięć lat temu zrealizowała inscenizację opartą na tej samej sztuce, dziś ukazuje ją światu w zupełnie nowej formie. I – w przeciwieństwie do jej bohaterów – nie boi się zmian.

Czechow pisał po prapremierze Wiśniowego sadu w 1904 roku w Moskwie, że nie tworzy sztuk po to, by nad nimi płakać. „Chciałem jedynie powiedzieć ludziom: spójrzcie na siebie, popatrzcie, jak marnie, jak nudno żyjecie”. Reżyserka wyraźnie się tym inspiruje. Parafraza tych słów pada wprost ze sceny.

Wiśniowy sad to opowieść o bierności. O ludziach nieodpowiedzialnych i niedojrzałych emocjonalnie. Tych, którzy wciąż stawiają kroki w chmurach. Którzy boją się zmian i nie zdają sobie sprawy z ich konieczności. „Zawsze gubi rzeczy. Zgubiła nawet swoje życie” – tak o głównej bohaterce sztuki, Lubow Raniewskiej, mówi Szarlotta (Joanna Szczepkowska). Raniewska – skłonna do romansów arystokratka – próbuje oddalić od siebie wizję bankructwa. Ukrywa pod płaszczykiem alkoholu i flirtów niemożność poradzenia sobie z życiem i samą sobą. Jednak nie płacze, nie roztkliwia się. Chce żyć mimo wszystko.

W tym przypadku utrata Wiśniowego Sadu nie jawi się jako upadek arystokracji – to nie koniec, ale początek nowego, lepszego życia. Pewnego rodzaju oczyszczenie, dzięki któremu można iść dalej. „Sad sprzedany, ale masz jeszcze życie. Posadzimy nowy sad, wspanialszy od tego”. To zakończenie dość optymistyczne i dowodzące, że czasami trzeba gdzieś powrócić, by można było odejść. Najlepszą puentą są jednak finalne słowa Firsa: „Narzekają i nie potrafią się dostosować do nowych czasów tylko nieudacznicy. Inni walczą o swoje”. To prawdy uniwersalne. Być może dlatego Glińska potraktowała Wiśniowy sad jako sztukę niezwykle plastyczną. Stworzyła spektakl żywy, dynamiczny i na wskroś współczesny.

Warto zwrócić uwagę na drugoplanową postać Firsa, kamerdynera w Wiśniowym Sadzie i symbol świetności dawnej Rosji. W rolę tę fenomenalnie wcielił się Stanisław Brudny, związany z Teatrem Studio od 1972 roku. To aktor o charakterystycznym głosie, znany w dużej mierze z występów dubbingowych i słuchowisk Teatru Polskiego Radia. Niekwestionowany talent i reprezentant starej dobrej szkoły aktorskiej. W roli Raniewskiej obsadzona została natomiast Monika Krzywkowska. To dobry wybór, bo trudno o lepszą aktorkę uosabiającą wdzięk, klasę i elegancję. Słabo wypadł natomiast Krzysztof Stelmaszczyk. Nie pokazał nic ponad to, co można było zobaczyć do tej pory w mainstreamowych serialach telewizyjnych z jego udziałem. Nieszczególnie popisała się też Natalia Rybicka (grająca Warię). Mogła bardziej skontrastować postać pełną sprzeczności – twardą i surową, choć łaknącą opieki klasztornej i podróży do świętych miejsc. Momentami brakowało w jej wypowiedziach ekspresji, a próby rysowania kontrastu nie spaliły na panewce tylko wtedy, kiedy wydała z siebie okrzyk podczas balu.

Warto docenić warstwę muzyczną tego przedsięwzięcia. Grający na mandolinie Jepichodow (w tej roli Modest Ruciński) stworzył jednoosobową ubogą wersję Il Divo. Tym samym nadał poszczególnym scenom komiczny wyraz, jak na „22 nieszczęścia” przystało. Oprócz tego w tle dało się słyszeć mistrzowskie dźwięki skrzypiec, fletu i kontrabasu. Na pochwałę zasługują też stroje – nowoczesne, lekko stylizowane na czasy Rosji Czechowa. Uwagę zwraca doskonała, przestrzenna scenografia, zaprojektowana przez Agnieszkę Zawadowską – sprawiająca wrażenie pustego, pałacowego wnętrza, obcego i przeszywającego chłodem. To zasługa umiejscowionej na drugim planie przeszklonej sali balowej, okraszanej od czasu do czasu barwnym dymem.

W takim teatrze ciężko się powstrzymać od owacji na stojąco. I chociaż niemała w tym zasługa tak wielkiego klasyka jakim jest Anton Czechow (i oczywiście jego współczesnego przekładu), to trudno nie zauważyć całej otoczki stworzonej przez Glińską. Spory sukces. Reżyserka ukazała oklepaną już z każdej strony sztukę w nowej, odświeżonej formie. Z ponurej historii wydobyła radość, nieposkromioną chęć życia i zabawę. Między charakterystyczną dla pozostałych inscenizacji melancholię wplotła skoczny taniec, rosyjską muzykę i strumienie alkoholu. Tak podawana klasyka nie może się znudzić!

Ewa Grabowska, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 85/2014

Teatr Studio w Warszawie
Wiśniowy Sad
Anton Czechow
przekład: Agnieszka Lubomira Piotrowska
reżyseria: Agnieszka Glińska
scenografia: Agnieszka Zawadowska
kostiumy: Justyna Łagowska
światło: Jacqueline Sobiszewski
muzyka: Janek Duszyński
choreografia: Weronika Pelczyńska
projekcje: Franek Przybylski
efekty iluzjonistyczne i pirotechniczne: Wojciech Rotowski
obsada: Agata Góral, Irena Jun (Przechodzień), Monika Krzywkowska, Agnieszka Pawełkiewicz, Natalia Rybicka, Joanna Szczepkowska, Stanisław Brudny, Marcin Januszkiewicz, Łukasz Lewandowski, Modest Ruciński, Krzysztof Stelmaszyk, Krzysztof Stroiński, Wojciech Żołądkowicz, Michał Żerucha, Przemysław Kaczyński
premiera: 16 grudnia 2013
fot. Krzysztof Bieliński

Ewa Grabowska – rocznik 1993. Studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, copywriter w Westwing Home & Living. Współpracuje z portalami Art&Business, S jak Sztuka i ARTiFAKT. Od dziecka zakochana w teatrze, podróżach i tańcu.