Śmierć w puzzlach (Śmierć i dziewczyna)

Śmierć w puzzlach (Śmierć i dziewczyna)

Śmierć i dziewczyna w reżyserii Eweliny Marciniak to spektakl bardzo złożony, a zbudowana wokół premiery otoczka medialna zdaje się nie przystawać do scenicznej delikatności inscenizacji. Mnogość kontekstów i subtelność przekazu nie mają w sobie nic skandalicznego. Najnowsze dzieło Marciniak udowadnia, że w teatrze należy poruszać tematy emocjonalnie trudne.

Spektakl zaczyna się dość zaczepną i ironiczną sceną, w której pojawia się osławiona na długo przed premierą para aktorów porno. Następnie kurtyna opada, aby podnieść się w momencie, kiedy Matka (Ewa Skibińska) krząta się po kuchni. Czeka na Córkę (Małgorzata Gorol), która już dawno temu obiecała być w domu. Jednak córka nie jest dzieckiem, to dorosła kobieta, a jednak wciąż odmawia się jej prawa decydowania o własnym ubiorze. Z krótkiego monologu Matki można wywnioskować, że zależność między kobietami ma w sobie coś niezdrowego. Z początku nic nie zapowiada, że dawka toksycznej relacji stanie się zabójcza.

Matka jest bohaterką wyraźnie neurotyczną, porusza się gwałtownie, a jej ciało jest w ciągłym napięciu. Nieustannie sztuczny uśmiech i dobrotliwy wzrok to jedynie przykrywka dla apodyktycznych gestów i roszczeniowych słów kierowanych do Córki, tytułowej Dziewczyny. Kiedy ta w końcu się pojawia, starsza kobieta robi jej awanturę. Jednak pretensje nie są podszyte troską o bezpieczeństwo Córki, lecz okazują się aktem agresji wobec młodszej kobiety. Bowiem Matka to tak naprawdę Macocha, która pragnie śmierci tytułowej bohaterki spektaklu.

Postać Dziewczyny została stworzona w opozycji do impulsywnej Macochy. Małgorzata Gorol zaprezentowała bohaterkę, która sprawia wrażenie zdystansowanej, ciągle kontrolującej swoje emocje. To pierwsze odczucie trwa aż do finału. W miarę rozwoju akcji dowiadujemy się, jakie małe traumy życiowe kształtowały postawę młodej kobiety. Marciniak opowiada skomplikowaną relację rodzinną, a przede wszystkim pokazuje, w jaki sposób przymuszanie do rozwoju talentu muzycznego może zaburzyć samoocenę. Napięcia zbudowane na tych płaszczyznach zostawiają małe znamiona w osobowości Dziewczyny. Brak swobody i wsparcia ze strony rodziny były jedynie preludium do powstania traum. Reżyserka przedstawia wiele innych drobnych kryzysów życiowych tytułowej bohaterki.

Wyraźna niechęć w nawiązywaniu kontaktów z otoczeniem jest aktem ucieczki przed normalnym odczuwaniem i doświadczaniem świata. Dziewczyna nie tworzy z żadną postacią przyjacielskiej relacji. Jest osamotniona z wyboru. Jej kontakt z Macochą przypomina syndrom sztokholmski, w którym ofiara zaczyna czuć przywiązanie do swojego kata. Nie można również mówić o zdrowej samoocenie bohaterki. Jej niskie mniemanie o sobie wynika z niespełnionej kariery zawodowej, znajdowania się pod ciągłą presją, toksycznej relacji z rodzicami. Wszystko to ukrywa pod kamiennym wyrazem twarzy. Uczucia są w niej schowane tak głęboko, że aby coś poczuć, musi się okaleczać.

„Jestem masochistką”mówi Dziewczyna tuż przed sceną fantazji erotycznych.

Ból sprawia, że chociaż na chwilę może poczuć, że żyje.

Skrawki życia bohaterki układają się w piękną kompozycję.. Okazuje się, że zarówno Macocha, która chciała otruć córkę, jak i chory psychicznie ojciec sprawili, że swoboda emocjonalna pozostaje poza zasięgiem Dziewczyny. Jej obcisłe ołówkowe spódnice i koszule z wysoko wiązanymi chustami potęgują wrażenie surowości. Po zapoznaniu się ze światem rzeczywistym i wyobrażonym Dziewczyny, można odnieść wrażenie, że jej wnętrze jest puste i ciemne.

Wydaje się, że cała akcja spektaklu rozgrywa się w głowie umierającej bohaterki, zupełnie jakby Marciniak umożliwiła nam oglądanie intymnej relacji z ostatnich chwil życia Dziewczyny. Estetyka opowieści zbliżona jest do filmu Requiem dla snu. Skojarzenia te budzi nie tylko narracja. Sama postać Macochy przez cały spektakl przedstawia się jako przerysowane odbicie matki z obrazu Darrena Aronofsky’ego. W szczególności ostatnia scena – rozczochrana kobieta skupiona na swoim telewizorze – zdaje się być scenicznym przełożeniem filmowych kadrów. Sam fakt, że bohaterowie filmu używają narkotyków, aby uciec od rzeczywistości, nasuwa skojarzenie z postawą Dziewczyny, która również buduje mur odgradzający ją od świata.

Pantomimiczna retrospektywa, w której Dziewczyna wraca wspomnieniami do odwiedzin ojca w szpitalu, ma wyjaśnić jej emocjonalny dystans wobec Ucznia (Andrzej Kłak), chcącego nawiązać z nią romans. Emocje nadbudowane nad plastyką ciała dawały jasny sygnał, dlaczego nasza bohaterka ma problem z dotarciem do prawdziwej siebie. Można przypuszczać, że Dziewczynę łączyły niezdrowe relacje z ojcem, które odbiły się zarówno na jej kontaktach z mężczyznami, jak i na erotycznych preferencjach. Scena ta sugeruje, że Ojciec mógł odbywać stosunki seksualne z Dziewczyną (w pewnym momencie bierze córkę na ręce jak bezwładną lalkę i po chwili zaczyna sugestywnie poruszać biodrami, uderzając o jej tułów). Kompozycja dramaturgiczna przypomina swoją formą puzzle. Ewelina Marciniak przez cały spektakl wręcza widzowi pojedyncze kawałki, z których musi on złożyć całość. To czyni tę inscenizację wyjątkową, ponieważ nie można mówić tu o jednej narracji. W zależności od którego kawałka układanki zacznie się budowanie historii, emocje towarzyszące kreowaniu konstrukcji będą odmienne. Chociaż wszyscy skończymy na finalnym obrazie śmierci, to przeżycie tej tragedii będzie inaczej intensyfikowane.

Natomiast prezentacja czasu w spektaklu sprawia wrażenie, jakby Dziewczyna była zawieszona w próżni. W końcu inscenizacja nie jest chronologicznym przedstawieniem następujących po sobie faktów. Życie bohaterki trwa, ale równie dobrze mogłoby się nigdy nie wydarzyć. Zupełnie jakby historia toczyła się w miejscu pozbawionym upływu lat. Kiedy pierwszy raz pada kwestia odnosząca się do zatrzymanego czasu, reżyserka daje do zrozumienia, że czas Dziewczyny już dawno się skończył, a ona od początku spektaklu jest przypisana Śmierci.

Surowość zachowania głównej bohaterki, jej sztywne, pełne napięcia ruchy przywodzą na myśl marmurowe rzeźby. Powtórzona trzykrotnie poza, w której odziana jedynie w bieliznę Dziewczyna lewą ręką zasłania sobie łono, a prawą podnosi wysoko nad głowę jeszcze bardziej potęguje skojarzenie z greckimi posągami. Sama postać tytułowej bohaterki, w swojej postawie, ruchach, sposobie mówienia przypomina marmurową figurę, ożywianą przez koszmary z przeszłości. Wszystko wydaje się złym snem, który nieustannie trwa w głowie Dziewczyny i ze względu na brak czasu, nigdy się nie skończy. Można odnieść wrażenie, że od początku spektaklu kobieta była martwa, a wszystko to jedynie retrospektywa, która doprowadza widzów do tragicznego finału.

W ostatnich scenachUczeń podchodzi do zawieszonego na ścianie obrazu i przykłada do niego swoją twarz w sposób, który zaciemnia mu cały widok. Dlaczego patrzy w głąb mroku? Być może Czarny kwadrat na białym tle to alegoria wewnętrznego odczuwania Dziewczyny. Jej wyraźny chłód i surowość gestów mogą kojarzyć się z przejmującym mrokiem, utożsamianym z czymś niebezpiecznym. Oprócz odwołania do malarstwa, warto wspomnieć o muzyce. Z racji tego, że główna bohaterka jest pianistką i uczy w szkole muzycznej, przez cały spektakl można czerpać przyjemność z muzyki na żywo. Trzy fortepiany ustawione na scenie grają osobną rolę. Talent dwóch pianistów (Krzysztof Dudek, Mikołaj Ferenc) jest nie do zakwestionowania. Swoją grą dodatkowo tworzą aurę nostalgii i dodają historii Diewczyny wyraźnej emocjonalności.

Spektakl kończy się śmiercią bohaterki. Możemy jedynie przypuszczać, że akt seksualny, którego dopuściła się z Uczniem okazał się bardziej masochistyczny, niżby tego oczekiwała. Bardzo plastyczna scena zbliżenia tej dwójki tworzy wyraźną klamrę kompozycyjną z pierwszą sceną „z aktorami porno”. Przy pierwszym podniesieniu kurtyny można było oglądać symulację bardzo dynamicznego stosunku w wykonaniu czeskich aktorów,  a opozycję do niej stanowi statyczna i akrobatyczna scena Dziewczyny i Ucznia, . Tym samym akt aktorów porno staje się uzasadniony, pokazuje, że nauczycielka muzyki nigdy nie doświadczy takiego zbliżenia. Po stosunku następuje wyciemnienie, a kiedy zapala się światło widzimy Dziewczynę, całą zakrwawioną, leżącą pośrodku sceny, na plecach, z rozłożonymi nogami i rękami. Leży na czerwonym dywanie, po którym przez całą sztukę Macocha chodziła na palcach bojąc się, że stąpając za twardo zostawi w nim odgniecenia. Teraz leży tam jej skarb, który chciała zabić. Leży i brudzi krwią jej czerwony dywan. A wokół Dziewczyny – w kuchni i w salonie – siedzą bohaterowie w żabich maskach.. W słowniku symboli można przeczytać, że duża żaba zwiastuje przykre sytuacje, które powodują rozdrażnienie. Spadający z sufitu złoty piasek jednak odwraca uwagę od irytującego chichotu płazów. Dziewczyna rozpada się w pył, swoją kruchością przypomina Calineczkę. Mała dziewczynka jednak odnalazła swoje szczęśliwe zakończenie, a Dziewczyna umiera, nie odkrywszy swoich najgłębszych uczuć. Czy potrzebne większe rozdrażnienie?

 

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław
Magazyn Internetowy „Teatralia”, numer 153/2015

 

Teatr Polski we Wrocławiu

Śmierć i dziewczyna

na podstawie trzech pierwszych utworów ze zbioru Śmierć i dziewczyna I-V. Dramaty księżniczek: Królewna Śnieżka, Śpiąca Królewna i Rosamunde

Elfriede Jelinek

reżyseria: Ewelina Marciniak

przekład: Mateusz Borowski i Małgorzata Sugiera

opracowanie tekstu i dramaturgia: Łukasz Wojtysko

scenografia, kostiumy i reżyseria świateł: Katarzyna Borkowska

muzyka: Piotr Kubiak

choreografia: Dominika Knapik

obsada: Ewa Skibińska, Paweł Smagała, Małgorzata Gorol, Michał Opaliński, Andrzej Kłak, Katarzyna Strączek, Piotr Nerlewski, Krzysztof Dudek, Mikołaj Ferenc, Grzegorz Rdzak, Rossy, Tim

premiera: 21 listopada 2015

fot. Natalia Kabanow

 

Agata Iżykowska (rocznik 1992) – studiuje MISH na UWr. Z wykształcenia krytyk artystyczny, chociaż najbliżej jej do teatru. Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Na polskiej scenie docenia dobrą awangardę, chociaż nie jest miłośniczką teatrów współczesnych.