Śmierć przegra z teatrem (Ostatnia sztuczka Georges’a Mélièsa)

Śmierć przegra z teatrem (Ostatnia sztuczka Georges’a Mélièsa)

3 Przegląd Nowego Teatru dla Dzieci we Wrocławskim Teatrze Lalek to dowód na to, jak wspaniałym i uniwersalnym środkiem wyrazu jest lalkarstwo. Siedzące w teatralnych fotelach dzieci mogą podążać za fabułą spektakli, a dorośli przyglądać się różnym technikom. Goszczące we Wrocławiu zespoły korzystają bowiem z rozmaitych rodzajów teatru animacji Jednym z najbardziej interesujących przykładów był Teatr Drak z Hradec Králové, który na festiwal przyjechał z fascynującym spektaklem Ostatnia sztuczka Georges’a Mélièsa w reżyserii Jiří Havelki.

Na czarno-białej fotografii widać XIX-wiecznego dżentelmena w średnim wieku z podkręconym wąsikiem. Georges Méliès urodził się w 1861 roku w Paryżu. Był reżyserem i producentem filmowym, pionierem kina, karykaturzystą i … iluzjonistą. Nazywany „magiem kina” i „czarodziejem ekranu” wynalazł liczne triki filmowe, wykorzystywane przez wiele następnych lat. W 1928 dziennikarze odnaleźli Méliésa żyjącego w ubóstwie i umieścili go w przytułku dla starców. Spektakl Divadlo Drak rozpoczyna się właśnie w takim przytułku. Georges siedzi przy stole w swoim skromnie urządzonym pokoju. Na ścianach brązowe wzorzyste tapety, po lewej stronie szafa, wieszak i drzwi, po prawej umywalka i komoda. Méliès przed opiekunką udaje zniedołężniałego staruszka, ręce mu drżą, jest nieporadny, ale mimo to cały czas jej dokucza i się z nią droczy: to wypluwa lekarstwa, to z połów długiego płaszcza w biało-czarne prążki wyczarowuje co chwilę kolejną czerwoną róże. Od róż zaczyna się ta kaskada iluzji. A właściwie nie od róż – na samym początku, gdy bohater siedzi w ciemności przy stole, podnosi głowę i samym spojrzeniem zapala świecę stojącą spory kawałek dalej. Potem będą zakazane przez pielęgniarkę papierosy wyciągane po kryjomu z nogi stołu, z czerwonego beretu, już zapalone, wypuszczające kłęby szarego dymu. Za karę Méliès przybija sobie rękawy płaszcza do blatu. To na nic, bo kolejna para rąk odziana w identyczny kostium pojawia się za jego plecami. Jednak gdy tylko kobieta wychodzi, genialny reżyser wraca do doskonałej formy i zaczyna opowiadać historię swojego życia. Otwiera skrytkę w stole i szybko nakreśla w pamiętniku litery, potem całe słowa, zdania, obrazy, zdarzenia. Wtedy tylna ściana zamienia się w prawdziwy, zachwycający teatr cieni. To tam obserwujemy to, co opisuje Méliès. Sztuczki trwają nadal, maraton iluzji i wesołych przepychanek z męczącą pielęgniarką. Okazuje się jednak, że niestety już niedługo przyjdzie Georgesowi zmierzyć się z nieustępliwą śmiercią. W pokoju pojawia się dżentelmen w długiej czarnej pelerynie i cylindrze o tym samym kolorze i wygląda jakby wpadł tu wprost z którejś powieści Dickensa. Wyciąga klepsydrę, sugeruje reżyserowi, że jego czas nadszedł. Jednak Méliès ani myśli poddać się śmierci i podporządkować jej wymysłom. Rozpoczyna swoisty danse macabre, a raczej parodie na jego temat, z którego to jednak śmierć wyjdzie ośmieszona i pokiereszowana. To ona pomyli kroki, potknie się i upadnie. I choć śmierć się multiplikuje, bo w pokoju pojawia się więcej kościotrupów, to z każdą taką multiplikacją staje się coraz bardziej gamoniowata i nieudolna. Z każdym ruchem potwierdza swoją bolesną przegraną z teatrzykiem genialnego reżysera.

Cały spektakl jest niemy, jak nieme było kino Mélièsa. Ale brak słowa niczego nie ogranicza i nie utrudnia, wręcz przeciwnie – otwiera wiele teatralnych możliwości i alternatyw scenicznego wyrazu. Tu tych środków jest bardzo dużo, ale wszystko ze sobą idealnie współgra, nie tworząc wrażenie nadmiaru i niespójności. Od perfekcyjnie dopracowanych sztuczek iluzjonistycznych, błękitno-czarny teatr cieni, rytmiczną nadającą tempo akcji muzykę (DVA), którą pamięta się i nuci jeszcze długo po przedstawieniu, wartką grę aktorską, lewitujące przedmioty, fluorescencyjne kostiumy, po małą, zabawną laleczkę przedstawiającą śmierć. W tym spektaklu wszystko jest doskonałe. Na malutkiej przestrzeni w ciągu godziny obejrzeliśmy prawdziwy popis magii i teatralnych sztuczek. Widz patrzy tak naprawdę ma podwójną scenę, bo pokój Mélièsa ma tylko trzy ściany, ale aż dwie podłogi, dwa dna. To tak naprawdę scena w scenie. Dzięki temu kilka osób może wejść do walizki leżącej na podłodze i zupełnie zniknąć, wskakując tym samym do starego filmu, który widzimy wyświetlony na ścianie, dzięki temu też w pokoju nagle materializują się niebezpieczne postacie, a aktorzy wchodzą i wychodzą, przez szafę, szuflady i umywalkę. Wszystko dzieje się tak szybko i jest tak sprawnie przeprowadzone, że nie sposób wychwycić jak to się dzieje i próżno szukać jakiegokolwiek, choćby najmniejszego potknięcia czy błędu.

Niekoniecznie jest to przedstawienie dla dzieci, to znaczy niektóre momenty mogą wzbudzać w nich strach. Pewne jednak, że takie spektakle udowadniają: teatr lalek nie równa się teatr dla dzieci! Wręcz przeciwnie – korzystanie przez twórców z technik teatru animacji wydaje się koniecznością, by poruszać emocje i rozbudzać wyobraźnię odbiorców. Czeski Teatr Drak jest tego najdoskonalszym przykładem. Jeśli ktoś nie widział tego spektaklu na wrocławskim festiwalu, to podczas najbliższej podróży do naszych południowych sąsiadów, obok malowniczej Pragi czy narciarskich tras warto zaznaczyć sobie na mapie również ten niezwykły teatr.

Karolina Przystupa, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia” nr 141/2015

 

3 Przegląd Nowego Teatru dla Dzieci we Wrocławiu

Teatr Drak (Czechy, Hradec Králové)

Ostatnia sztuczka Georges’a Mélièsa

Tekst: Dominika Špalková

Reżyseria: Jiří Havelka

Muzyka: DVA

Występują: Johana Vaňousová, Dušan Hřebíček, Jan Popela, Luděk Smadiš, Radomil Vávra

Scenografia: Marek Zákostelecký

Karolina Przystupa – rocznik 1993. Studiuje Filologię Polską na Uniwersytecie Wrocławskim, trenuje taniec współczesny i biega na koncerty jazzowe. Interesuje się korespondencją sztuk. Kocha teatr. Każdy gatunek, w każdej formie i pod każdą postacią, a najbardziej teatr lalek i teatr animacji.