Śmiech przez deszcz (2. Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy)

Śmiech przez deszcz (2. Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy)

Pierwszy weekend Festiwalu Sztuki Ulicy był ściśle uzależniony od deszczowej pogody, która wpłynęła negatywnie na frekwencję i recepcję spektakli. Głośne i kolorowe dwa z przedstawień zaprezentowanych w sobotę – Cykliści Teatru Porywacze Ciał oraz Korowód tańca Kijowskiego Teatru Ulicznego Highlights – to trochę parady uliczne, trochę cyrk. Niestety zaproponowanej przez grupy stylistyce nie pomagała ani szara pogoda, kontrastująca z wymyślnymi i różnobarwnymi kostiumami aktorów, ani znikome zaangażowanie widzów.

Cykliści to ślubny korowód złożony z siedmiu rowerzystów, przemierzających uliczki Nowego Miasta. Każdy wehikuł jest bogato udekorowany pobrzękującymi naczyniami, zabawkami, instrumentami, plastikowymi dekoracjami. Równie komiczne i przerysowane są stroje artystów, przypominających klaunów, komików. Ich gesty, ruchy, nienaturalne i irytujące tony głosów, krzyki – są przerysowane, a postaci schematyczne, manieryczne.

Wszystkiemu towarzyszy nieustający hałas, nieregularne dźwięki wydawane przez pojazdy oraz „muzyka” wytwarzana przez jednego z cyklistów przy pomocy przedmiotów zawieszonych na pojeździe.

Jedną z głównych bohaterek jest uciekająca panna młoda, a towarzyszy jej rozbawiona parada weselników wraz z panem młodym, próbujących wciągać w interakcję podążających za nimi widzów. Na każdym „postoju” ma miejsce celebracja wyjątkowego dnia zaślubin, panuje atmosfera „niekończącej się imprezy”, swobodnej i paradoksalnie bez zobowiązań. Kiczowate elementy kostiumów, zachowania typowe dla uczestników współczesnych weselnych zabaw, pokazowo rozlewany w publiczność szampan, tandetne dekoracje, a także profanacja samego aktu zaślubin, który wydaje się samym pretekstem do zabawy – to pastisz rozpoznawalnych już znaków, kojarzących się z polskim weselem, dodatkowo podkoloryzowany i odrealniony od codziennego funkcjonowania ulic miasta.

Liczba podążających za paradą obserwatorów cały czas się zmienia, jedni rezygnują, a innym korowód zakłóca sobotni spacer – w trakcie przystanku przy Syrence Warszawskiej, gdy weselnicy wchodzili do fontanny, ochlapywali wodą siebie i widzów, w okolicy stała inna grupa „weselników”, gości oczekujących na parę młodą pozującą właśnie do zdjęć na jednym z balkonów pobliskich kamienic. Choć cykliści przemieszczają się stopniowo aż na plac Zamkowy, można odnieść wrażenie, że wraz z widzami kręcą się w kółko – nie ma tutaj nawet konkretnej fabuły, pan młody, goniąc swoją wybrankę, w zasadzie świetnie się bawi, zalecając do innych kobiet, nawet tych z tłumu. Panna młoda natomiast wydaje się całkiem zadowolona z obrotu spraw, udało jej się zabrać ze sobą wszystkie prezenty. Karykaturalny obraz stworzony w Cyklistach odnosi się nie tylko do weselnych zwyczajów, ale również do konsumpcjonizmu i nieustającej beztroski. Uliczni obserwatorzy dość biernie przypatrywali się całej akcji, nie dając się ponieść „szaleństwu”, ale na co dzień na pewno nieobce są im podobne zachowania. Tyle że pozbawione groteskowego przerysowania, autentyczne.

Korowód tańca to stylizowany pokaz różnych rodzajów tańca. Podobnie jak w przypadku Cyklistów w zasadzie jedynymi dekoracjami są kostiumy i drobne rekwizyty, a dodatkowym urozmaiceniem są szczudła, na których występują tancerze. Występ rozpoczyna się od afabularnej prezentacji scenek typu: występ kabaretowy, tradycyjny ukraiński taniec oparty na figurach, hołubcach, zabawa kapitana z majtkami na statku, parada inspirowana jedną z tych z Rio de Janeiro, burleską, indyjski taniec brzucha, a także pokaz różnobarwnych motyli rozwijających się z kokonów. Całość uzupełniona jest odpowiednimi, stereotypowymi kostiumami, które w połączeniu z muzyką puszczoną w tle od razu kojarzą się z konkretnymi tanecznymi korowodami.

Dołączają do tego figury wykonywane na szczudłach, takie jak szpagat i skoki. Centralnym elementem widowiska wydaje się zaś młodziutka dziewczynka, rozpoczynająca cały pokaz, a następnie animująca kolejne sceny poprzez dostarczanie rekwizytów, zachęcanie postaci do występów, udzielająca wskazówek – możliwe, że odgrywający się przed publicznością karnawał jest wytworem jej wyobraźni.

Z czasem w krótkie epizody wplata się fabuła – wprowadzana jest przaśna atmosfera barowych zalotów, komizm sytuacyjny wynikający ze stereotypowego potraktowania relacji damsko-męskich i narzuconych kulturowo ról, pojawiają się także zabawne rodzajowe historyjki. Dość nieoczekiwanie zestawione zostają z symboliczną sceną destrukcyjnej miłości – mężczyzna na szczudłach w tanecznym występie powołuje do życia lalkę (niska tancerka pozbawiona szczudeł). Kobieta porusza się wedle życzeń mężczyzny, będąc więźniem we własnym ciele, próbuje uwolnić się od jego władzy. Marionetce udaje się wyswobodzić, a role się odwracają.

Po tym poważniejszym epizodzie na scenie pojawia się kowboj. Kolejne występy łączy jedynie to, że w każdym dużą rolę odgrywają muzyka i taniec, nie ma natomiast fabularnej zależności (można jedynie zaznaczyć, że późniejsze scenki są dłuższe i pojawia się dość płytka, ale problematyka). Korowód tańca to dynamiczna i żywiołowa próba pobudzenia ulicy – rozrywkowa i efekciarska, ale nieprzesadnie wciągająca. Zwłaszcza że w trakcie przedstawienia nadciągnęła burza.

Anna Bajek, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 109/2014

2. Międzynarodowy Festiwal Sztuka Ulicy (28–29 czerwca i 4–6 lipca 2014)

Korowód tańca

Kijowski Teatr Uliczny Highlights

scenariusz i reżyseria: Oleksandr Svietlakov, Anatolij Pietrov

***

Teatr Porywacze Ciał

Cykliści

scenariusz, reżyseria, scenografia: Maciej Adamczyk i Kasia Pawłowska

Na zdjęciu: Cykliści, fot. mat. teatru