All the single ladies (Eksperyment miłość. Getto singli)

All the single ladies (Eksperyment miłość. Getto singli)

Eksperyment rozpoczyna się bardzo nieprzyjemnie. Po zejściu do, zazwyczaj dla publiczności niedostępnej, piwnicy Łaźni Nowej, widzowie poddawani są selekcji, zostajemy podzieleni na singli i osoby w związkach. Już ta błyskawiczna łapanka, pytanie „Singiel czy nie?” i przeprowadzenie do części sali przeznaczonej dla członków odpowiedniej grupy jest niepokojąca. Widzom nie pozwala się na zachowanie, zwyczajnej dla teatru, pełnej anonimowości. Musimy zadać sobie pytanie, o to jakie mogą być konsekwencje tego po, której stronie się znajdziemy. Cały ten ładunek interesującego dla samego widza napięcia zostaje jednak szybko zneutralizowany przez asekuracyjną ramę „pół żartem – pół serio”. Jeżeli wszystko jest „na niby” to zarówno powodzenie jak i porażka eksperymentu ważą jednakowo mało.

Najnowszy projekt krakowskiej Łaźni Nowej, realizowany przez dwa miesiące przez Justynę Kowalską z grupą amatorów-ochotników, zaowocował spektaklem Eksperyment miłości. Getto singli, który wydaje się nieustannie sprowadzać widza na manowce. Droga do finału wiedzie przez szereg, nie zawsze zrozumiałych, reżyserskich decyzji.

Osoby, które zadeklarowały przy wejściu, że są w związkach zostają oddzielone od singli (tych na widowni i tych na scenie) półprzezroczystą folią, pozwalającą im jednak obserwować wszystkie działania i pozostałych widzów. Single zostają włączeni do dziwacznej, wytworzonej w warunkach laboratoryjnych wspólnoty, obierającej sobie za cel dowiedzieć się w drodze eksperymentu jak zapobiec rozprzestrzeniającej się fali rozstań. Do grupy ubranych na biało pacjentów, czy też eksperymentujących na sobie naukowców należą między innymi były ksiądz, seksuolożka, psycholożka, lekarz i studenci. Możemy domyślać się, że przybrane tożsamości są fałszywe, aktorzy posługują się nimi jak maskami, zestawem charakterystycznych cech, a nie własnych osobowości znajdujących się pod bezlitosnym spojrzeniem widza. Już tutaj całe przedsięwzięcie przesuwa się w kierunku aranżowanej refleksji, dla której narzędziami są raczej myślowe schematy i stereotypy niż indywidualne przeżycia uczestników projektu. Eksperyment miłość wydaje się tutaj bardzo odstawać od, realizowanego mimo wielu różnic w podobnej poetyce pracy z amatorami, spektaklu Igi Gańczarczyk Najwidoczniej nigdy nie był pan trzynastoletnią dziewczynką, nie przepracowującym fikcyjnych sytuacji, a prawdę przeżycia, którego z całą pewnością dojrzały reżyser nie wystawi na kpinę czy lekceważenie.

Amatorzy sprawnie odnajdują się w kolejnych sytuacjach, nie sposób jednak nie zauważyć w jak dużym stopniu sytuacje te powielają wzorce, które teatr jako machina dialektycznego przedstawiania rzeczywistości mógłby rozmontowywać. Terapia singla ma prowadzić do tego, że znajdzie on sobie parę i już singlem nie będzie, scenariusz szczęśliwego zakończenia jest jeden. Dziewczyna najbardziej marzy o ślubie. W procesie wypierania wykreowanej w swojej głowie rzeczywistości pozbawia się wizji ze swoich snów: mama płacze, tata prowadzi do ołtarza, chór śpiewa Ave Maria, dziewczynki sypią kwiatki. Początek życia ma miejsce, kiedy do samotnego, smutnego i bezradnego jajeczka, które jest żeńskie „po mamusi” docierają prężące muskuły plemniki, męskie „po tatusiu”. Prezentowany w spektaklu obraz związków jawnie ociera się o powielanie modelu rodem z romansu z niskiej półki. Nie ma niczego złego w koncepcji spektaklu, która nie zakłada rozbrajania społecznych i kulturowych stereotypów, projekt został jednak objęty wyraźną ramą terapeutyczną. Przed pokazem zaaranżowano spotkanie z psycholożkami dla widzów i uczestników projektu, a w programie określono cel eksperymentu: „ustalenie przyczyn epidemii [rozstań] oraz opracowanie skutecznej metody leczenia”. Wobec tego podstawowym wydaje się stwierdzenie, że nie sposób stosować dla wszystkich przypadków tę samą miarę i próby dostosowania się do stereotypów rodzi bardziej frustrację niż satysfakcję z odnalezienia się w pewnym modelu. Finalnie nigdy nie jesteśmy w stanie dopasować się do matrycy, a dziesiątki „małych spraw” decydują o tym, że nie ma dwóch takich samych historii zarówno miłości jak rozstań.

Twórcom nie udało się także uniknąć natrętnego rysu typowej amatorskiej inscenizacji. Wszyscy aktorzy ubrani są jednakowo, powtarzają się w spektaklu elementy prostych choreografii, mniej lub bardziej swobodnych improwizacji i partii wokalnych z przewidywanym uczestnictwem publiczności. Sceny angażujące obserwatorów eksperymentu wymagają w przypadku tego spektaklu osobnej uwagi, bo oprócz gestu przestrzennego podziału widowni, mającym duży potencjał emocjonalny, który nie został w żaden sposób spożytkowany, obecność widzów jest wykorzystywana właściwie bezlitośnie. Na nie jednego padł blady sytach, kiedy aktorka grająca seksuolożkę namawiała do wymawiania do mikrofonu słów „wagina” i „penis”, koniecznie z uczuciem. Ciężko nazwać tę sytuacją jakimś przekroczeniem, z całą pewnością kładzie się jednak na niej cień zażenowania publiczności.

Sympatia publiczności jest po stronie aktorów – amatorów, nie ”ratuje” jednak spektaklu, z którego, przynajmniej ja, wychodziłam z ambiwalentnym uczuciem ulgi i kompletnego niezrozumienia intencji reżyserki przedstawienia.

Jasno wyartykułowany na zakończenie spektaklu wniosek brzmi: żeby pokochać kogoś, trzeba najpierw pokochać i zaakceptować samego siebie. Zastanawiam się, czy słowo „eksperyment” nie jest zbyt wielkie w przypadku otrzymania wniosku rodem z najmniej wysublimowanych podręczników coachingu.

Zuzanna Berendt, Teatralia Kraków
Internetowy magazyn „Teatralia” nr 136/2015

Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

Eksperyment miłość. Getto singli

reżyseria: Justyna Kowalska

choreografia: Dominika Katarzyna Borkowska

scenografia, kostiumy: Grzegorz Borys Roman

muzyka: Piotr Żyła

asystent reżysera: Joanna Wadowska

obsada: Anna Chawrona, Mariusz Cichoński, Barbara Dziedzic, Stanisław Dziedzic, Sara Gawlik, Jakub Kowalik, Monika Kuleczka, Grażyna Ladra, Mirosław Mazur, Karolina Niemiec, Grzegorz Borys Roman, Joanna Sitko, Tadeusz Siudak, Michał Stanisławczyk, Ilona Szewczyk, Joanna Wadowska, Łucja Wosik, Maciej Zieliński

premiera: 11 kwietnia 2015

Zuzanna Berendt, rocznik 1994, studentka wiedzy o teatrze UJ, w wolnych chwilach podróżująca do Gdańska (koniecznie z książką!), skąd pochodzi i, w którym zaczął się dla niej teatr.