Shake Lear!, czyli słodko-gorzka historia

Shake Lear!, czyli słodko-gorzka historia

Znana festiwalowej publiczności z wystawianego dwa lata temu monodramu Henryk VIII Bea von Malchus zagościła u nas ponownie, aby przy pomocy szerokiego wachlarza swoich możliwości ożywić przed publicznością tragedię króla Leara. Shake Lear! zachwyca potężną dawką humoru, hipnotyzuje różnorodnością karykaturalnych postaci i pozwala wyruszyć z aktorką  na wycieczkę wybiegającą daleko poza ramy wyznaczone przez dramat Szekspira.

Postacią, z której perspektywy snuta jest historia ojcowskiej pychy, siostrzanej rywalizacji, walki o władzę i innych namiętności, jest błazen. Ironiczny, zdystansowany, a zarazem najmądrzejszy z bohaterów Króla Leara traci  na animuszu jedynie w towarzystwie umiłowanej Kordelii lub w przypadku, gdy musi odnaleźć drogę, a na przeszkodzie staje mu całkowity brak orientacji w terenie. W posiadaniu wstydliwej ułomności nie jest odosobniony – każda z prezentowanych przez Malchus postaci zostaje bezlitośnie obnażona  przez wyeksponowanie jej specyficznych, wyraźnie zarysowanych przywar. Aktorka posługuje się humorem jak narzędziem, którym manipuluje postaciami stworzonymi przez Szekspira, dopóki nie wydobędzie z nich całej palety ludzkiej głupoty i słabości i zaprezentuje je  publiczności skręcającej się  ze śmiechu. Udowadnia w ten sposób, że droga od tragedii do komedii nie jest wcale tak daleka, a wybór błazna na główną postać tej słodko-gorzkiej historii można uznać za nieprzypadkowy.

Poznajemy zatem zdziecinniałego i zachłyśniętego własnym cierpieniem Leara, nieskażoną samodzielną myślą, nieustannie eksponującą klatkę piersiową Reganę, Edgara-Jąkałę, trzpiotowatą i opiekującą się ukochanym mopsem Kordelię oraz niegodziwego, za to niezwykle ponętnego Edmunda, nazywanego w spektaklu „Sexy Edmundem”. Aby zasygnalizować przeistoczenie się w kolejną postać, aktorka używa swojego kostiumu. Zarzuca poły peleryny  na ramiona, podwija ją na kształt bufiastych rękawów, przykrywa nią głowę bądź wywraca podszewkę na drugą stronę. Każdy taki gest jest ściśle sprzężony z określoną mimiką twarzy, sposobem mówienia i poruszania się. Guziki mogą służyć zarówno do wyeksponowania biustu Regany, jak i zasygnalizowania ślepoty ojca Edgara – sugestywność gry aktorskiej Malchus sprawia, że większa ilość rekwizytów staje się zbędna.

Shake Lear! wychodzi poza ramy Króla Leara. Postaci, które chwilami całkowicie pochłonięte są biegiem wydarzeń, momentami wydają się wychodzić z ról i sygnalizują, że mają świadomość swojej ulotnej formy – wytworów wyobraźni genialnego dramaturga. Lear próbuje wmówić Edgarowi, że został królem po tym, jak zabił swojego ojca, wlewając mu do ucha truciznę – dopiero błazen przywołuje go do porządku i przypomina, że jest to wątek z Hamleta. Innym razem błazen, poinformowany przez Leara o swoim  i Kordelii tragicznym losie w ostatnim akcie dramatu, postanawia wyruszyć  do Stratford, aby odwieść Szekspira od tak nieudanego pomysłu zwieńczenia sztuki. Nie jest to jedyny sposób, w jaki Bea von Malchus puszcza do widowni oko. Śpiewając piosenkę o dylematach Gloucestera dotyczących drogi, jaką powinien obrać, popełniając samobójstwo, nawiązuje do sposobów, w jaki rozwiązali ten problem Kurt Cobain i Sylvia Plath. Pod płaszczykiem niegroźnego przekleństwa przemyca nazwisko prezydenta Gdyni. Takie zabiegi mogą wydawać się nieco jarmarczne, tutaj jednak nie rażą, tylko wpisują się w poczucie humoru prezentowane w spektaklu. Piosenki są elementem zasługującym na szczególną uwagę ze względu na sugestywność, z jaką wzmacniają obraz psychologiczny wykonywujących je bohaterów (na przykład Edmunda śpiewającego o trudach bycia nazywanym bękartem).

Bea von Malchus w swoim monodramie Shake Lear! zabiera nas na szaloną przejażdżkę, której trasa wyznaczona jest kolejnymi scenami dramatu Szekspirowskiego, lecz w której nie brakuje niespodzianek, pułapek i ślepych zaułków. Przerysowanym bohaterom jest jednak,  wbrew pozorom, dużo bliżej do swoich pierwowzorów, opisanych przez Szekspira, niż mogłoby się to z początku wydawać. Kiedy przyjrzymy się sztuce bliżej, zauważymy, że takie właśnie są postacie z Króla Leara – egoistyczne, zdziecinniałe, ułomne, okrutne i śmieszne jednocześnie. Cięta ironia Malchus wydobyła z ich słów i poczynań pierwiastek humoru, nie kryjąc jednak, że pod spodem wciąż tętni puls tragedii.

Joanna Flisek
Internetowy Magazyn „Teatralia”. Dodatek festiwalowy do numeru 66/2013
„Shakespeare Daily. Gazeta Szekspirowska” nr 5, dnia 5 sierpnia 2013

Shake Lear!

reż. i wykonanie Bea von Malchus

fot. Greg Goodale