Sens jest mocno przereklamowany (Niewinni postczarodzieje)

Wojciech Pitala w Niewinnych postczarodziejach pokusił się o próbę stworzenia scenicznej diagnozy pokoleniowej, pretensjonalnej jak sam tytuł wskazuje. Trudno jednak, żeby było inaczej, kiedy na bohaterów wybiera się subkulturę hipsterów – jeśli można tu użyć takiego terminu – chyba największych pozerów współczesnej popkultury.

Przedstawienie byłoby właściwie dosyć realistycznym obrazkiem obyczajowym, gdyby nie zostało wpisane w metateatralną ramę kompozycyjną. Jeden z aktorów podchodzi do mikrofonu i oznajmia, że wymieni dziesięć powodów, dla których zaraz rozbierze się do naga. Po widowni rozchodzi się jęk zniechęcenia podszyty uczuciem, że już to wszystko widzieliśmy. Jak uczą różne postmodernistyczne teorie, nic nowego nie da się przecież wymyślić. Szybko okazuje się jednak, że za słowami nie podążają czyny. Wśród mniej lub bardziej zabawnych przyczyn do zrzucenia ubrań przewija się myśl, którą można w kontekście całego przedstawienia uznać za kluczową (zostaje ona zresztą powtórzona podczas zamykającej go wyliczanki dziesięciu powodów, dla których aktor się nie rozbierze). Wprost mówi się widzom, że znaczenia, które nałożą lub nałożyli na spektakl, nie przedstawiają sobą żadnej wartości, są wykrzywionymi, subiektywnymi opiniami. Zresztą artyści tak naprawdę nie zakładają żadnych sensów do odczytania. Jak sami twierdzą, proponują nam „linki w próżnię”. Współcześnie nie da się nic powiedzieć bez ironicznego uśmiechu – zdaje się mówić reżyser. Ironia pełni jednak ewidentnie funkcje asekuracyjne. Tym gestem obnaża on fakt, że sam należy do grupy, którą wyśmiewa na scenie, czyli do ludzi, dla których największym wyzwaniem jest powiedzenie czegokolwiek na serio. Obnaża, ale oczywiście nie przyznaje się do tego wprost.

Później mamy już tylko sceny z życia inteligenckiego i wielkomiejskiego. Członkowie niszowej kapeli Noże i widelce, o której na pewno nie słyszeliście, wpadają w czarną rozpacz, gdy osiągają niedopuszczalnie komercyjną liczbę stu lajków na Facebooku. Dziennikarka przychodzi zrobić wywiad z liderem kapeli, a zarazem głównym bohaterem spektaklu. (Co ciekawe, ten fakt już nie jest powodem do obaw o zyskanie zbytniej popularności…) Ich relacja szybko przeradza się we wzajemną grę, w której stawką jest utrzymanie statusu bycia najbardziej erudycyjnym, ironicznym, inteligentnym, ekologicznym, atrakcyjnym… Kulminacją tej zabawy w kotka i myszkę są dwa zadania, które para stawia przed sobą nawzajem. Pierwsze to konkurencja na rozpoznawanie piosenek, która kończy się smutnym remisem zero do zera, podobnie jak cała relacja między bohaterami. Obudowują się oni na tyle szczelnie kostiumem zapożyczenia, że właściwie nic się między nimi wydarzyć nie może. Przynajmniej teoretycznie nikt nie przegrywa. Bardziej obiecująca i ciekawsza wydaje się próba stworzenia scenariusza filmowego (naturalnie o tytule Niewinni czarodzieje), ale i ta kończy się fiaskiem, w myśl zasady, że możliwe jest już tylko przetworzenie tego, co zastane. Ponownie wybrzmiewa wariacja na temat zaserwowanej na wstępie myśli: „już od czasów Schopenhauera wiadomo, że sens jest mocno przereklamowany”. Smutna to puenta, nie próbująca nawet poszukiwać żadnego wyjścia z mentalnego impasu. Zgniła kultura jako źródło cierpień. Nie jest może zbyt oryginalnie lub odważnie, ale Niewinnym postczarodziejom momentami udaje się uderzyć tam, gdzie boli. Tacy jesteśmy, a kto nie lubi czasem cytować filozofów, których niekoniecznie czytał, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia” nr 117/2014

Forum Młodej Reżyserii, 21-23 listopada 2014

Teatr Collegium Nobilium

Niewinni postczarodzieje

reżyseria: Wojciech Pitala

obsada: Philippe Tłokiński, Sławomir Doliniec, Mateusz Baran, Katarzyna Kołeczek

premiera: 29 maja 2014

Aleksandra Spilkowska – ur. 1992, studentka wiedzy o teatrze i krytyki literackiej, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.