Seks i sznurówki (Pod mocnym Amorem)

Seks i sznurówki (Pod mocnym Amorem)

Jakie jest najlepsze miejsce do refleksji na temat obyczajów? Bezsprzecznie – pokój w motelu. Tytułowy Amor siecze ze sceny intensywna barwą – widzimy róż. Dużo różu, jeszcze więcej niż fioletu. Hegemonię nad przestrzenią (jak zawsze w takich miejscach) sprawuje łoże – szerokie na miarę wybujałych potrzeb klientów. Jednak ani ta estetyka, ani pokojówka, panna Jodie, śpiewająca pełna parą I love you baby, nie ogniskuje uwagi tak, jak… włączony odkurzacz.

Z każdą sceną akcja nabiera dynamiki, jednocześnie coraz mocniej taplając się w seksualnym podtekście. Zwyrodnialec napastuje Jodie, dysząc wyuzdanie do telefonu. Pan Witold (Robert Kuźniar) to gość, jakiego motel jeszcze nie uświadczył – przyjeżdża po to, by być sam, jednak od progu zostaje wciągnięty przez pokojówkę w dialog o tematyce seksualnej. Nie tyle przewrotność losu, co nieuwaga recepcjonistki sprawia, iż żona (Magda) otrzymuje ten sam pokój, co mąż. Jaki jest naturalny bieg zdarzeń w takiej sytuacji? Zazwyczaj możliwości są dwie: albo wybiją się natychmiast, albo będą się wykańczać powoli. Zapewne pierwsza możliwość zaprzepaściłaby szanse zrealizowania sztuki, dlatego Gaudyn postawił na drugą i wyposażył małżonków w zajadłą broń gry na emocjach: drwin, sarkazmu, podejrzeń i wzbudzania zazdrości u strony przeciwnej (czytaj – wrogiej). Każde z nich niezłomnie trzyma gardę i twierdzi, iż przyjechało się spotkać z kochanką/kochankiem. W dodatku idealnym – egzemplifikacją zwierzęcych żądz i niebiańskiego piękna (choć intelekt nie został tu uwzględniony jako karta przetargowa – poziom humoru kochanki Witolda – sześć jak sex dowodzi, iż jest między nimi tylko to ostatnie. Ripostuje to Magda – biedna Basia, myśli, że dojdzie do sześciu). Wzajemna nienawiść jest tak duża, że zabija również sceniczną chemię pomiędzy aktorami – nie ma jej, nie ma, nawet młodzieńcza buta wszechobecnej Panny Jodie nie jest w stanie jej wskrzesić – przez większość przedstawienia dominuje nieprzyjemne wrażenie zdublowanego monologu. A może jest to zamysł celowy? Może brak komunikacji w życiu codziennym (Magda szydzi ze słownika Witolda, zredukowanego do słów: konie mechaniczne, podwyżki, leasingi, słupki na giełdzie) celowo zostaje podkreślony przez dobór aktorów nie pasujących do siebie? Jedno jest pewne – potrzeby seksualne aż trzeszczą – Witoldowi manifestują się pod postacią sznurówek, zaś Magdzie – butów. Jedno i drugie, niczym wrząca od żądzy krew – czerwone. Ostatecznie dochodzi do końcowej kapitulacji: kapituluje zboczeniec (z nazwiska Czartoryski), oświadczając się Jodie drogą pisemną, za medium wybierając papier toaletowy, kapituluje mąż, biorąc żonę na litość: Przesrane miałem to życie, na mnie nawet żona nie krzyczy, i skapitulować może widownia od cukierkowego happy endu.

Rzecz o motelowych perypetiach to lekka forma komediowego potencjału, przełamana refleksjami na temat obyczajowości. Znaczeniowo absorbujące stają się kwestie współczesnych relacji damsko – męskich: dawniej byli panowie i panie, kawalerowie i panny, dziś są partnerzy i single. Przy czym niepisany porządek zostaje odwrócony – w rolę apologety dawnych obyczajów wciela się nastoletnia Jodie, za moralny wzór mając własną babcię. Reżyser, czerpiąc z tematów aktualnych, powołuje się na ponadczasowe prawo, odporne na wszelkie przemiany społeczno–historyczne, wyrażone w zasadzie dynamiki Newtona: Ciało raz rozpuszczone, będzie się puszczało zawsze. Gaudyn przełamuje potoczne przekonania na temat współczesnej młodzieży, wciskając w Jodie istny koktajl przeciwieństw: młodzieńcza energia i potoczny język mieszają się z historyczno–obyczajową wrażliwością, wyrażaną w pytaniach aktualizujących myślenie starszego pokolenia: To Pani nie wie, że młodzież polska też ma problemy? I pokoleniowe i indywidualne. Znamiennym jest, iż w postać Jodie wcieliła się młoda aktorka – Jagoda Rall, której talent został już doceniony w 2013 r. nagrodą Grand Prix na VI edycji festiwalu „MONODRAM 42 200”. Ona też, zaraz po tym, gdy odkurzacz zostaje wyłączony, zagarnia przestrzeń sceniczną doskonałą ekspresją i wyrazistą formą gry aktorskiej.

Tytułowy Amor okazuje się być satyrą nakierowaną na współczesność – dostaje się po kolei każdemu z wiodących paradygmatów kulturowych – nadmiernej seksualności i związanej z nią rozwiązłości obyczajów, materializmowi, stereotypowemu postrzeganiu młodzieży i braku komunikacji pomiędzy znudzonymi prozą życia małżonkami. Szczęśliwie dla widzów, pstryczek w nos wymierza Gaudyn z wyczuciem, właściwym dla sztuki o komediowym potencjale.

Agnieszka Pisz, Teatralia Rzeszów
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 107/2014

Teatr Nowy w Rzeszowie
Pod mocnym Amorem
reżyseria: Sławomir Gaudyn
aranżacja i efekty dźwiękowe: Jacek Chrobak
występują: Jagoda Rall, Robert Kuźniar, Olga Tralle, Oskar Kozień
premiera: 7 czerwca 2014
fot. materiały teatru

Agnieszka Pisz – Ojczysta ziemia w krwi płynąca – Kraków. Rocznikowo bliska Masłowskiej (Dorocie). Kiedyś wymyśliła formułę, że miarą Twojego człowieczeństwa jest Twój auto-cynizm. Teatr uważa za największe medium zbiornika myśli ludzkiej.