Schulz na Klamrze

Schulz na Klamrze

Rozpoczęły się 22. Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra w Toruniu (8-15 marca). Dwa pierwsze spektakle w reżyserii Leszka Mądzika i Józefa Markockiego mierzą się z prozą, czy raczej doświadczeniem prozy Brunona Schulza, próbując przełożyć ją na obraz (Mądzik) i język sztuki teatralnej (Markocki).

Lustro Mądzika jest tworem zamkniętym i klamrowym, nieco hermetycznym. Opiera się na kontemplacji obrazu. Charakterystyczne jest operowanie światłem i ciemnością. W ciemności pojawia się światło karniszy, które oświetlają pomiętą fakturę tła/ bramy, pod którą leży w kokonie-ubraniu człowiek. Na niej również pojawia się lustro, w którym przegląda się mężczyzna, uwolniony ze swojej skorupy przez postaci o głowach ptaków. Lustro staje się osią, czy też granicą dzielącą dwa odbicia, chociaż należące do tej samej osoby, to nietożsame ze sobą, co wydaje się sugerować przeczytany w tej scenie przez Jerzego Radziwiłłowicza fragment Samotności Schulza. Obecność lustra wprowadza z jednej strony motyw pęknięcia, niespójności obrazu człowieka, z drugiej konsekwentnie realizuje się w postaci osi, która dzieli kontrastujące ze sobą jego oblicza.

Mądzik nie buduje jednak dyptyku, a tryptyk. W kolejnej scenie pojawiają się trzy postaci w maskach. Widać tylko ich tułowia, oś przebiega poziomo, oddzielając drastycznie resztę ich ciał od światła. Postaci ściągają i zsuwają na tył głowy kolejne maski, ale tylko jedna z nich odsłania twarz – jest to kobieta w futrze, która unosi i bawi się sznurami pereł leżącymi przed nią. Mężczyźni po jej obu stronach pozostają w maskach starców i wdzięczą się do niej, dotykają jej ramion, przytulają się do jej zakrytego futrem ciała. Ona pozostaje niedostępna, jest zbyt zajęta perłami. Oś tego obrazu przebiega poziomo – jej odbiciem jest to, co dzieje się na dole, pod stołem. Wpełza mężczyzna z obnażonym torsem i łasi się do nagich nóg kobiety. Starcy skuleni w ciasnych pudłach po obu stronach mogą tylko nasłuchiwać. Obraz ten nawiązuje jasno do rysunków Schulza, które obsesyjnie ukazują sadomasochistyczny charakter relacji kobiety z mężczyzną, gdzie ten jest jednoznacznie stawiany w pozycji pasywnej, jest tylko obserwatorem kobiecej urody, poddaje się jej pieszczocie lub odrzuceniu. Tak też kończy bohater – odsunięty kopnięciem, ląduje ponownie na proscenium i powraca do swojej skorupy. Na jego leżące ciało zstępuje marioneta Chrystusa Zmartwychwstałego. Czy wijące się ciało mężczyzny nie kojarzy się z wężem, którego depcze Matka Boga? Czy i ów tryptyk, jak odbicie tego obrazu, którego centralne miejsce zajmuje kobieta, nie kojarzy się z grzechem chciwości, obłudy, rozwiązłości? Kontemplacyjna długość każdej sceny sprzyja refleksji, jakkolwiek nie zajmuje ani wymyślną dramaturgią, ani perfekcją kreacji obrazu.

Spektakl Markockiego prezentuje zupełnie inną stylistykę, chociaż równie mocno zakorzeniony jest w plastyce i formie wyrazu. Każda postać jest charakteryzowana przez ruch, w spektaklu nie pada ani jedno słowo. Zdziecinniały ojciec w przydługiej szlafmycy na dźwięk łyżki stukającej w dzbanuszek przybiega po lekarstwo. Rytmicznie stukająca laseczką matka, której to laska służy nie tylko podporze, ale i wydawaniu poleceń. Służąca poruszająca się po scenie niemal w podskokach  płynnie podaje do stołu i doprowadza do porządku chowającego się w piernatach chlebodawcę. Obrazek rodziny – starego ciamajdowatego ojca- uczonego i zdecydowanej matki – staruszki podpierającej się laseczką, służącej kokietującej przestraszonego i nieśmiałego syna, zamienia się w finezyjną scenę inicjacji reżyserowanej przez dwójkę hohsztaplerów. Schultzowski bohater (zresztą stylizowany na bohatera grafik czy nawet samego autora Ulicy Krokodyli) rzucony na nakryte czerwonym materiałem łóżko, pozostaje w pułapce bez wyjścia – z jednej strony czyha na niego tańcząca femme fatale w czarnej bieliźnie, z drugiej czuła kobieta. Opresja dotyka także i je, kiedy hochsztaplerzy zmuszają je do wykonywania określonej choreografii – zautomatyzowany półerotyczny senny taniec zamienia się w koszmar.

I tu Józef Markocki podejmuje motywy erotycznych fantazji grafik Schulza, jednak w zupełnie inny sposób niż Mądzik. Scena odrzucenia w relacji kobieta-mężczyzna rozgrywa się na planie fantazji, w scenie pieszczoty manekina. To nie manekin (zresztą wyposażony w bujne kształty kobiece), ale sam bohater jest sprawcą swego odrzucenia – martwy przedmiot pozostaje martwy i nieruchomy. Motyw fetyszu stóp i sadomasochizmu realizuje się w scenie z biczem, kiedy służąca musztruje bohatera, a ten w wiernopoddańczym geście, zwija się do pozycji embrionalnej wokół jej stóp.

Markocki wydaje się również wprost nawiązywać do teatru Tadeusza Kantora, który także inspirował się Schulzem. Widoczne jest to zwłaszcza w sposobie charakteryzacji postaci –starsza kobieta przywołuje na myśl matkę z Dziś są moje urodziny, postać femme fatale – dziwkę z kabaretu Niech szczezną artyści.

O ile źródło inspiracji jest jedno, to droga obu zupełnie inna. Mądzik stawia na medytacyjną formę obrazowych i metaforycznych scen, Markocki zaś precyzyjnie, dynamicznie, a niekiedy z humorem, buduje teatralną narrację.

Cecylia Pierzchała, Teatralia Trójmiasto
Magazyn Internetowy „Teatralia”, numer 93/2014

22. Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra, Toruń, 8-15 marca 2014

Scena Plastyczna KUL w Lublinie

Lustro

reżyseria: Leszek Mądzik
scenariusz: Leszek Mądzik
scenografia: Leszek Mądzik
muzyka: Piotr Klimek
fragment Samotności Brunona Schulza – czyta Jerzy Radziwiłowicz
obsada: Katarzyna Lisek, Sylwia Wikiera, Kamil Dec, Robert Frączek, Karol Furmanek, Maciej Mazur, Tomasz Nowak, Szymon Zygma

premiera: 25 maja 2013

Teatr Formy we Wrocławiu

Bruno Schulz

Ulica krokodyli

reżyseria: Józef Markocki
scenariusz: Józef Markocki
opracowanie muzyczne: Józef Markocki
scenografia: Ewelina Ciszewska, Józef Markocki
choreografia: Józef Markocki
światło i dźwięk: Zbigniew Bodzek, Krzysztof Głazowski
obsada: Ewelina Ciszewska, Barbara Chodorowicz, Zbigniew Bodzek, Józef Markocki, Tomasz Żytka

premiera: 19 października 2013

fot. Ulica krokodyli, mat. teatru