Sałatka miłosna z cykorii i samotności (Pas de deux sans toi)

Sałatka miłosna z cykorii i samotności (Pas de deux sans toi)

Pas de deux sans toi w wolnym tłumaczeniu znaczy „nie ma nas bez ciebie”. Opowieść o relacji mężczyzny i kobiety. Relacji od zarania skażonej jego egoizmem i jej lękami. Bez szans na zdrowy rozwój. Tym bardziej, że historia toczy się w świecie, w którym  nikt już nie wierzy  w Boga.

Mistrzostwa Charlotcie Öfverholm i partnerującemu jej Lindiemu Larssonowi nie można odmówić. I choć tematyka sztuki jest dość banalna, wykonanie – zarówno pod względem tańca, jak i ekspresji stanów wewnętrznych – uczyniło z niej ważne wydarzenie tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Tańca Zawirowania.

Koncepcja całości prosta i stara jak świat. Scena podzielona na dwie strefy. Prawa strona – kobieca, markowana kabaretowymi sukienkami zwieszającymi się zwiewnie ze stropu, jakaś lina. Lewa strona – męska, wyposażona w fotel nakryty czerwoną narzutą. Historia rozpoczyna się od przybliżenia codzienności kobiety: nieruchomy wzrok Charlotte wbity w publiczność i napięte dłonie mogą zapowiadać rychłą zbrodnię. Faktycznie, kobieta sięga po wyimaginowany nóż, lecz ruchy jej rąk imitują krojenie jarzyn do zupy, a nie morderstwo. Już wiemy, że poruszamy się w świecie groteski. Za chwilę nastąpi ultraciekawa i równie niesmaczna scena. W strefie kobiety pojawia się mężczyzna, który dokonuje konsumpcji w sposób dosłowny. Piękny taniec godowy zamienia się w wyjadanie cykorii z ust kochanki, a potem w wypluwanie jedzenia w kobiecych sferach erogennych. Jest to śmieszne, owszem, ale dramatyczne zarazem. Kobieta, w miarę nasycenia mężczyzny, obojętnieje, staje się coraz bardziej bezwolna i nieobecna. Gdy on wyciąga spod jej bielizny soczyste liście sałaty i chrupie je ze smakiem, ona znów patrzy nieruchomo, jakby dla niej już wszystko się skończyło. W szalonym tańcu oboje przesuwają się do strefy mężczyzny. Oostatecznie wypluwa on przeżutą zieleninę, wydaje z siebie głośne, zadowolone beknięcie i znika. Kobieta zostaje sama. Mówi: „boję się ciszy, boję się ciemności, boję się bólu, boję się upadku”.

Stop w sztuce. Charlotta Öfverholm wchodzi w dialog z widzami. Chce udowodnić, że prawdziwa miłość jest niemożliwa, że umiera szybciej, niż się narodziła. Operator światła wodzi po publiczności, wskazuje, kogo tancerka mogłaby zapytać o miłość. Wśród widzów lekka konsternacja, w końcu ktoś się przyznaje, że ślub brał pięć lat temu i wciąż jest zakochany. Ktoś szepcze: „ja się żeniłem dwadzieścia lat temu i bardzo kocham moją żonę, ale nie ma jej tu ze mną, więc nie będę wiarygodny”. Ale dla Charlotty i pięć lat jest mocno wątpliwe.

Historia toczy się dalej. Tancerka w czarnym trykocie ściśle związana wstęgą. Dym i kocie ruchy przywodzą na myśl klubową atmosferę. Potęguje ją Larsson, siedzący w czerwonym fotelu, który rewelacyjnie odśpiewuje hiszpański przebój o miłości, czy raczej o miłostkach. Śpiewa bardzo sugestywnie. Trzeba przyznać, że w wypadku tego duetu mamy do czynienia  z prawdziwym teatrem – oboje wyśmienicie odgrywają swoje role. Jego gesty są wystudiowane, spokojne, znamionują pewność siebie. Ona całą sobą zdradza niepewność, poczucie niespełnienia, zagubienie własnej tożsamości, uzależnienie od niego i próby uwolnienia się. W czasie piosenki Charlotta powoli rozplątuje się z więzów i znika ze sceny. Komiczne. Tylko to niepokojące napięcie na jej twarzy nie pozwala zapomnieć o smaku gorzkiej cykorii.

Kolejna odsłona codzienności bohaterki. Jakiś fitness, troska o ciało. Znów padają pytania, tym razem retoryczne: „a wy boicie się ciszy, ciemności?” itd. „Wierzycie w Boga, czy ktoś w ogóle jeszcze wierzy w Boga? Pieprzyć Boga!” – i ta napięta, sfrustrowana, pusta twarz.

W przestrzeń wsącza się muzyka, czysty, mocny kobiecy głos. Kojarzy się  z sakralną muzyką dawną. Charlotta, tańcząc, wspina się po linie, wyżej i wyżej, lecz szczyt jest nisko, tuż pod powałą. Grawitacja zwycięża wysiłek ludzkiej woli i ściąga tancerkę na dół (oczywiście powoli i subtelnie, nie jest to upadek, ale powolne zsuwanie się i powrót do punktu wyjścia).

„Lubicie upadać? Lubicie czuć ból? Lubicie samotność? Podoba wam się tutaj? Lubicie mnie?” – te pytania znów wyrywają nas z bezpiecznej roli widza i każą konfrontować się z życiem. Z filozoficznej atmosfery wytrąca przeraźliwy, przeciągły odgłos, podobny do tych zapowiadających okręt wpływający  na parę dni do portu. Bo też znowu zawitał tu mężczyzna. Wielki, z dumnie wypiętą piersią, z akordeonem, odśpiewuje wybrance, szwedzkiej blondynce, rosyjski romans – Oczi czornyje. Narusza jej strefę bez pytania,  bez uprzedzenia. Ona płonie. On, zasłuchany w swoją piosenkę, zauważa ją dopiero wtedy, kiedy ta decyduje się grać jego melodię, współdziałać z nim według jego planu, kiedy porzuca własne marzenia. Kobieta w tańcu pełnym pożądania wspina się na głowę Larssona, ale on nadal nie zwraca na nią uwagi, i wbrew wyśpiewywanym właśnie słowom – „Kak ljublju ja was” – zrzuca ją na podłogę i odchodzi, zostawia jedynie swój atrybut – akordeon.

Tymczasem ona przejęła jego marynarkę i jest w niej taniec pełen pasji  i desperacji. Depcze sałatę, wyplutą przez niego w miłosnym uniesieniu. Tak naprawdę tańczyli razem tylko w tej pierwszej scenie. Od tamtej pory spotykają się od czasu do czasu, ale te spotkania nie stanowią kontry  dla samotności. Ostatecznie kobieta decyduje się przełamać ustalony schemat. Ściąga z fotela narzutę, która okazuje się strojnym, królewskim płaszczem. Narzuca go na siebie, zasiada w fotelu niczym na tronie. Wygląda jak bardzo stara, zmęczona życiem królowa. Mimo że era dominacji mężczyzny dobiegła końca, pozostał lęk przed ciszą, ciemnością i samotnością.

Chociaż więc temat banalny i stary jak świat, to wpisanie go w egzystencjalną poezję Louisa Bourgeiosa, oryginalne pomysły choreograficzne, precyzyjny taniec i ekspresyjna gra aktorska sprawiają, że Pas de deux sans toi jest spektaklem wartym obejrzenia.

Krystyna Pawliszak, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia”, Dodatek festiwalowy do numeru 66/2013

IX Międzynarodowy Festiwal Teatrów Tańca Zawirowania 2013

Compagnie jus de la vie

Pas de deux sans toi

choreografia: Charlotta Öfverholm

taniec: Lindy Larsson, Charlotta Öfverholm

muzyka: Lauri Antila

kostiumy: Sari Nattunen

światło: Tobias Hallgren

choreografia na linie: Linnea Backgard

Krystyna Pawliszak – absolwentka filologii polskiej ze specjalizacją teatrologiczną na UKSW, zawodowo korektor/redaktor, obecnie – mama  na etacie rodzicielskim.