Rzym płonie, widz się śmieje (Quo vadis)

Rzym płonie, widz się śmieje (Quo vadis)

Czy można dzisiaj wystawiać Quo vadis? Takie pytanie nasuwa się jeszcze przed rozpoczęciem przedstawienia. Już pierwsze minuty dobitnie wskazują, że jest to możliwe, ale w sposób zupełnie niepoważny.

Lektura z czasów szkolnych dla wielu oznacza męczarnię. Odkrywanie jej na nowo przez Teatr Montownia pokazuje, że wystarczy odrobina dezynwoltury, odwołanie się od starszej i nowszej tradycji teatralnej, żeby powieść, w warstwie fabularnej niezmieniona, nabrała znamion absurdu. Już monolog otwierający spektakl, skierowany do „drogich przyjaciół teatru”, zwiastuje atmosferę przesyconą pastiszem i niemal kabaretową atmosferą. Metateatralne żarty przeplatają się ze slapstickowym humorem. Trudno spodziewać się innego efektu po Sienkiewiczu odgrywanym przez czteroosobową obsadę, składającą się z samych mężczyzn. Inscenizacja ta proklamowana jest jako przykład „teatru ubogiego”. Rezultat wskazuje na bardzo dosłowne rozumienie tego terminu.

Przyjęta konwencja, choć może nie najwyższych lotów, pozostaje jednak zabawna. Jednocześnie uwypukla rozliczne niedociągnięcia pierwowzoru: czarno-biały podział na dobrych chrześcijan i złego Nerona. Pozytywni bohaterowie, Winicjusz i Petroniusz (o dwuznacznym statusie, jest poganinem, ale kulturalnym!), są posiadaczami rzeszy niewolników. Melodramatyczny i raczej mało prawdopodobny wątek miłosny balansuje na granicy dobrego smaku. Przekraczają go piosenki oddzielające krótkie sekwencje sceniczne. Wstawki mają jednak swoje plusy – nadają przedstawieniu rytm i zapobiegają monotonii. Ich wprowadzenie skutkuje również większą fragmentaryzacją przedstawienia, któremu w formie bliżej do zbioru skeczy niż adaptacji książki.

Stale aktualny we współczesnym teatrze bon mot, „tekst to tylko pretekst”, sprawdza się i tym razem. Dostaje się w końcu nie tylko polskiemu nobliście, ale i na przykład katolikom. Ich obecny status społeczny (samochody z rybą, kościół w każdej wsi) był marzeniem ukrywających się w rzymskich kazamatach chrześcijan. Wyśmianiu nie umknęli też twórcy, krytycy i teoretycy teatru, których lingwistyczne oraz logiczne wpadki mieszają się z nie mniej kuriozalnym językiem hierarchów kościelnych. O ich potknięciach wie każdy, kto kiedykolwiek zastanawiał się nad możliwymi formami i sposobami użycia słowa „bogacić się”.

Artyści sięgają, co prawda, po raczej oczywiste i niespecjalnie kontrowersyjne tematy, bez wgłębiania się we współczesną problematykę społeczną związaną z odbiorem dzieła. Trudno jednak robić z tego zarzut, ponieważ ewidentnie nie taki był ich cel – dostarczenie rozrywki. Udało się. Quo vadis to sprawnie zrealizowane, zabawne przedstawienie.

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” 114/2014

Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

Quo vadis

według Henryka Sienkiewicza

reżyseria: Rafał Rutkowski

teksty piosenek: Adam Krawczuk, Marcin Perchuć, Rafał Rutkowski

muzyka/wykonanie: Wiktor Stokowski

scenografia i kostiumy: Małgorzata Szydłowska

reżyseria świateł: Małgorzata Szydłowska

obsada: Adam Krawczyk, Marcin Perchuć, Rafał Rutkowski, Maciej Wierzbicki

premiera: 24 października 2014

fot. Bartosz Siedlik

Aleksandra Spilkowska – ur. 17.08.1992, studentka wiedzy o teatrze i krytyki literackiej, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.