Rutynowy przebieg (Nic się nie stało)

Rutynowy przebieg (Nic się nie stało)

Tłem dla, wydawać by się mogło, abstrakcyjnej sytuacji, w której znalazło się rozwiedzione małżeństwo i ich córka, jest równie abstrakcyjna scenografia, zapełniająca całą przestrzeń pofalowanymi żebrami ze sklejki. Efektownie, ciepło podświetlane z różnych stron, pomimo finezyjnej formy, kojarzą się z więzienną celą albo – lepiej – stertami akt zalegających w sądowych archiwach z podobnymi, ciągnącymi się w nieskończoność, sprawami w środku. Jedną z nich nakreślają trzy postaci (każda z własnej perspektywy), tworząc swoiste sprawozdanie z kilku miesięcy życia postawionej przed sądem rodziny.

Magda S. (Emilia Komarnicka), jej były mąż Maks S. (Mateusz Banasiuk) i prokurator Kalina Jędrzejczyk (Olga Sarzyńska) kierują swój trójgłos naprzemiennie, bezpośrednio do publiczności, jakby ta zapytała się, co stało się we wtorek siedemnastego września. Tego dnia ma miejsce zdarzenie, którego następstwa przesądzą o przebiegu kolejnych sześciu miesięcy i zastąpią codzienną rutynę, sprowadzając całe życie do jednego, nadrzędnego tematu. Córka na spacerze z ojcem spada z murka, raniąc się o ogrodzenie. Trafia do szpitala, gdzie stwierdza się obecność spermy w jej pochwie. Ojciec – podejrzany (przez całe środowisko w zasadzie już oskarżony) o molestowanie, trafia do aresztu, nie może kontaktować się z byłą żoną ani z dzieckiem. Wszczęte zostaje postępowanie, w które zaangażowani zostają też dziadkowie (w szczególności dziadek, na którego też pada podejrzenie). Wywiady środowiskowe, społeczne napiętnowanie, pobicie, zwolnienie z pracy, utrata wiary, nieudolność systemu. Każde zdarzenie napędza kolejne, powodując nieodwracalne straty psychiczne i fizyczne – dowodów nie ma – poza tym jednym. Prokurator w zasadzie przejęła się sytuacją, ale nie zna realiów, stwierdza, że rodzina „po prostu musiała trochę zmienić życie”. Poza tym ma swoje zmartwienia: niską pensję, musi pracować po godzinach. Chwilę po powtarzanych w kółko zażaleniach Kaliny, Magda opowiada o zapaleniu oskrzeli, a brutalnie pobity Maks doznaje wstrząsu mózgu – prokurator narzeka, że wolałaby mieszkać w Warszawie, ma problemy w związku i nie ma z kim spędzić sylwestra.

Monologi korespondują  ze sobą, uzupełniają się i tworzą spójną historię (pomimo nawarstwiającego się absurdu, niekoniecznie zabawnego, bo prowadzącego do rozsypki podstawowych struktur, na których podstawie do tej pory funkcjonowali członkowie rodziny) uzupełnioną o bardziej intymne przeżycia i personalne wstawki. Czasami okazuje się, że również siebie słuchają – Magda reaguje bezpośrednio na słowa Maksa („przecież ty nie palisz”), ale takich momentów zdystansowanego oderwania od własnej narracji jest niewiele. Aktorzy zanurzają się w swoje opowieści, dość monotonnie je kontynuując. Wszelkie zderzenia i kontrasty między wypowiedziami wynikają z zestawienia tekstów postaci, a nie z interakcji. Wręcz manifestuje się jej brak w przyjmowaniu zamkniętych postaw, takich jak krzyżowanie rąk na piersi, podciąganie kolan do klatki piersiowej, nie spoglądanie na partnerów. Barbara Wiśniewska korzysta cały czas z formuły retrospekcji, nie pozwalając postaciom kierować tekstów do siebie nawzajem. Żadna sytuacja nie dzieje się „tu i teraz”, całość to przeżywany powtórnie czas przeszły z towarzyszącą  mu emocją, ale nie rodzącą się na oczach widzów podczas działań, a wynikającą z odtwarzanych chwil. Aktorzy często nawet się do siebie nie zbliżają, w trakcie blackoutów zmieniają po prostu pozycje na scenie. Postawa, towarzysząca wypowiadanemu tekstowi, czasami nawiązuje do wspomnienia: Maks siedzi w centralnej części dekoracji,ograniczony pionowymi żebrami konstrukcji i opowiada o pobycie w celi, Magda staje na wysuniętej części scenografii i pochyla się do przodu, relacjonując, jak przyszła samobójczyni, najcięższe chwile. Są momenty, w których reagują z większą ekspresją, jakby dane wydarzenie miało miejsce przed chwilą i wynikało bezpośrednio z sytuacji, ale te są przywoływane tylko słowami (poza lekkimi nawiązaniami, wymienionymi powyżej). Z wypowiedzi prokurator wynika, że rozmowy z rodzicami dziecka mają charakter czysto proceduralny, a rozwiedziona para ma co prawda zakaz kontaktu, ale i tak z ich narracji nie wynika żadna potrzeba rozmowy. Nikt nie dopytywał też o szczegóły u pracowników szpitala, nie próbował rozmawiać z lekarzem, który – jak dość przewidywalnie okazuje się na koniec – popełnił błąd.

Być może niezmienna formuła przebiegu przedstawienia zwraca uwagę na odizolowanie, bezradność, a także wzmaga absurd, bo fatalna sytuacja nie doczekuje się niczyjej życzliwej reakcji czy ludzkiego odruchu z zewnątrz. I może powinna spowodować chociażby wewnętrzny sprzeciw i żywo oddziaływać na widza, dla którego cały przebieg jest rekonstruowany. Jednak prawie bliźniaczą relację mógłby wysłuchać również w reportażu. Magda w pewnym momencie stwierdza, że może wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby mieszkała w Warszawie albo Krakowie, co jest oczywiście złudne – w myśl zasady „wszędzie jest lepiej, tam gdzie nas nie ma”. Problem polega na tym, że o podobnych sytuacjach co jakiś czas robi się głośno w mediach, próbki mylą się w szpitalach, niezależnie od miasta. Nie wiem czy tekst Holewińskiego ma siłę oddziaływania w tej, prawie nie poddanej scenicznej obróbce, formie, wśród odrealnionej dekoracji, której ewentualną wymowę może przysłonić walor estetyczny. Z jednej strony reżyserka unika dosłowności, również w wypadku kostiumów i wytworzeniu ogólnego nastroju (pastelowe, zwyczajnie ładne,, letnie stroje, ciepłe światło wprowadzające tylko „upalną” atmosferę, bo w relacjonowanych zdarzeniach nadchodzi zima i święta), z drugiej – pozostaje w zasadzie tylko historia, którą można by wysłuchać też w słuchowisku, bo inscenizacja nie tworzy dla niej niezbędnego naddatku.

 

Anna Bajek, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 153/2015

 

Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie

Wacław Holewiński

Nic się nie stało

reżyseria: Barbara Wiśniewska

scenografia: Karolina Fandrejewska

reżyseria światła: Paulina Góral

obsada: Emilia Komarnicka (Magda S.), Mateusz Banasiuk (Maks S.), Olga Sarzyńska (Prokurator Kalina Jędrzejczyk)

prapremiera polska: 13 czerwca 2015

fot. B. Warzecha

 

Anna Bajek, rocznik 1994, pochodzi ze Szczecina, studentka wiedzy o teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie, z „Teatraliami” związana od 2013 roku. Uczestniczka III edycji Warsztatów Krytyki Teatralnej „Didaskaliów”. Woli eksperyment od poprawności. Entuzjastka festiwali i teatralnych podróży.