Reminiscencje w kolorowych wstążkach (Wesele)

Reminiscencje w kolorowych wstążkach (Wesele)

Wesele – najnowszy dyplom IV roku Wydziału Aktorskiego PWST we Wrocławiu wyreżyserowany przez Monikę Strzępkę to – wbrew temu, czego można by się spodziewać – klasyczna teatralna wizja i język Stanisława Wyspiańskiego. Dramat sprzed 115 lat brzmi aktualnie i jest swego rodzaju przypomnieniem, że mimo upływu czasu niewiele się zmienia, a problemy, z którymi zmagano się w przeszłości, wymagają ciągłego przepracowywania: marazm, apatia, słaba kondycja społeczeństwa i narodu czy niezrozumiałe uprzedzenia klasowe, wynikające z wcześniejszych podziałów.

Niewielką, kameralną widownię umieszczono bezpośrednio na scenie. Publiczność siedzi blisko, dystans jest zmniejszony. Konfrontujemy się, niczym weselni goście, z rozgrywanymi wydarzeniami. Spory stół i proste krzesła, po lewej stronie brzozy, słoma, drewniane miejsce do siedzenia. Początek jest fenomenalny: dymy, półmrok, dźwięk silnego wiatru, niepokojąca atmosfera. W uchylonych, prowadzących na zewnątrz drzwiach powiewają kolorowe wstążki. Butelki wódki są pełne, na stole porządek jak przed przyjęciem, ale wszystko wygląda tak, jakby nieszczęście już się wydarzyło, a to, co zaraz zobaczymy, było jedynie retrospekcją i reminiscencją. Wszyscy wiemy przecież, co się stanie – szanse zostaną niewykorzystane, zamiast radosnego tańca miłości, młodości i buntu, zostanie stagnacja i taniec chocholi. Zupełnie nagle w tę – budzącą przestrach zniecierpliwionej widowni – szarość, pełną wiatru i dymu, wdziera się radosna muzyka, a na scenę wpadają kolorowym tłumem roztańczeni goście weselni. Wszyscy ubrani w barwne kostiumy, imitujące stroje ludowe. Zaraz wszystko się rozpocznie. Nieszczęście, dramat, który dobrze znamy, rozegra się na nowo. Na razie bohaterowie tańczą zapamiętale. Choreografia w tym spektaklu jest niezwykle dynamiczna – ruch sceniczny wymaga sporych umiejętności i sprawności fizycznej od młodych aktorów. Do tego towarzyszy im pędzący Krakowiaczek Goorala i Zespołu Mazowsze i chyba jest to nawet nagranie z koncertu na Woodstocku 2013. To istotny kontekst dla Wesela Moniki Strzępki, bo archaiczne zwroty i język Wyspiańskiego w ustach aktorów brzmią niezwykle młodo i żywo.

Przestrzeń jest tu wspaniale zaplanowana i wykorzystana. Aktorzy, zamiast za kulisy, schodzą ze sceny przez drzwi, prowadzące już na zewnątrz budynku. Raz jest to faktycznie wyjście na dwór z chaty, gdzie odbywa się wesele, innym razem, to sala taneczna, bo podczas otwierania drzwi płynie stamtąd głośna, skoczna muzyka.

W końcu na przyjęciu zjawia się Rachela. Zupełnie nie podoba mi się interpretacja tej bohaterki zaproponowana przez Monikę Strzępkę. Wcielająca się w tę rolę Natalia Łągiewczyk już nie raz udowodniła, że jest utalentowaną aktorką, tu jednak – jeśli twórcy założyli klasyczną inscenizację – tak przedstawiona postać jest niespójna z wizją Wyspiańskiego. Rachela jest przecież przyczyną tych wydarzeń, to ona podsuwa pomysł zaproszenia Chochoła. To w jej głowie kiełkuje ta myśl, to ona jest przesiąknięta poezją. Silna i wykształcona, łączy ze sobą oba światy – inteligencji i chłopstwa. Choć w spektaklu bardzo ciekawie pokazany jest jej wpływ na przebieg wydarzeń, bo jak niespokojny duch, jest stale obecna na scenie i obserwuje wszystko z boku, to jej zbrukanie – w scenie, która sprawia wrażenie sztucznie doklejonej, kiedy mężczyźni ją rozbierają i brudzą ziemią – nie przystaje do charakteru bohaterki. W spektaklu Strzępki Rachela jest momentami naga, czasem otula się szarym kocem, czasem widzimy ją w cieniutkiej sukience czy koszuli nocnej. Jej słabość zaburza moc, jaką ze sobą niesie ta postać, która jednocześnie jest przecież siłą sprawczą dramatycznych wydarzeń.

Wszystkie zjawy pojawiające się na weselu są grane przez kobiety. Nic nie zostało zmienione Jakub Szela nadal jest Jakubem Szelą, a Wernyhora Wernyhorą – kwestie po prostu, bez zmian i przepisania, włożono w usta aktorek. I choć te widma są bardzo dobrze zagrane, nieco demonicznie i przerażająco, to jest to wątpliwy zabieg reżyserski, niczym nieuargumentowany i nie wnoszący niczego nowego do całościowej interpretacji. Można to oczywiście obronić jedynie wymogami obsadowymi, bo to przecież w spektaklach dyplomowych jest najważniejsze.

To już trzeci dyplom tego rocznika studentów PWST (wcześniej premierę miały przedstawienia Przypadek Klary oraz Lew na ulicy). Za każdym razem cały zespół udowadnia i potwierdza swoje umiejętności – nie tylko stricte aktorskie – ale również muzyczne i taneczne. Młodzi aktorzy znakomicie poradzili sobie tutaj z naturalnym mówieniem wierszem i gwarą, a warto zauważyć, że w tekście Wyspiańskiego nie brak łamańców językowych. I choć poziom jest wyrównany, to warto wyróżnić Pannę Młodą i Pana Młodego, czyli kreacje stworzone przez Monikę Janik i Wojtka Marcinkowskiego. Młodopolska chłopomania była dość sztuczna, a próba zbratania się zupełnie odmiennych warstw społecznych niekoniecznie udana, co w Weselu pokazywał Wyspiański. Zakochani w wiejskim w folklorze poeci, inteligenci żenili się z chłopkami, ale potem nie mieli raczej żadnych wspólnych tematów, nie mieli o czym rozmawiać, bo różnice w wykształceniu i ogólnym obyciu okazywały się nie do przeskoczenia. Tę nienaturalność podkreśla również Strzępka, bo choć aktorzy w pełni weszli w ten świat, świetnie tańczą i śpiewają, to przecież są pokoleniem, które z zachwytem nad wsią z końca XIX wieku nie ma nic wspólnego. Panna Młoda ubrana w krakowski strój wyglądająca niezwykle urodziwie i słowiańsko w blond warkoczu i wielkim kwiecistym wianku z długimi wstążkami, na nogach ma jednak glany. Zupełnie inaczej, bardzo zabawnie brzmi wtedy kwestia, którą wypowiada do Pana Młodego: Buciki mom troche ciasne. (…) Trza być w butach na weselu. Z kolei Wojtek Marcinkowski jest zabawny, ale równie wzruszający w roli inteligenta, pełen żarliwych uczuć, zakochany w chłopce, którą ciągle prosi o potwierdzenie miłości i którą całuje tak, jakby byli sami. Jedną z najlepszych, niezwykle poruszającą sceną w całym spektaklu jest ta, w której oboje, patrząc przez okno, zapraszają na wesele Chochoła. Świetny, bardzo prawdziwy i wiarygodny jest również Czepiec, czyli Kacper Sasin, porywczy, zawsze gotowy do bójki, i pełen niepochamowanej złości, a także Ksiądz (Krystian Durman), prowokacyjnie wypowiadający również kwestie Nosa.

Warto więc założyć glany i wybrać się na wesele. Oczywiście to we wrocławskiej PWST.

Karolina Przystupa, Teatralia Wrocław
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 137/2015

Spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Aktorskiego PWST w roku akademickim 2014/2015

Wesele
Stanisław Wyspiański
Reżyseria: Monika Strzępka
Scenografia i kostiumy: zespół
Asystent reżysera: Natalia Łągiewczyk

Występują: Katarzyna Bernaś, Katarzyna Dmoch, Monika Janik, Anna Kończal, Natalia Łągiewczyk, Ewelina Pankowska, Małgorzata Saniak, Filip Bochenek, Krystian Durman, Maciej Gisman, Wojciech Marcinkowski, Kacper Pilch, Kacper Sasin, Kamil Szeptycki, Piotr Wątroba

Premiera: 17 kwietnia 2015 | godz. 18:00 | Duża Scena Teatru PWST

fot. Patryk Gryniewicz AFA

Karolina Przystupa – rocznik 1993. Studiuje Filologię Polską na Uniwersytecie Wrocławskim, trenuje taniec współczesny i biega na koncerty jazzowe. Interesuje się korespondencją sztuk. Kocha teatr. Każdy gatunek, w każdej formie i pod każdą postacią, a najbardziej teatr lalek i teatr animacji.