Quo vadis, Rotkäppchen? (OFFenes Berlin)

Quo vadis, Rotkäppchen? (OFFenes Berlin)

Mariona Naudin i MDVZ rozgrzali widownię teatru Kana w dniach 15 i 16 listopada 2013 roku. Spektakl Naudin to połączenie jednoosobowego teatru z kinem i kabaretem, przedstawienie MDVZ określone zostało natomiast taneczną sztuką dla nie-tancerzy. Nie jestem tancerką, tańczyć mi się jednak chciało i żałuję, że nie mogłam. A może mogłam?

Kiedy podczas ostatniego Kontrapunktu zwiedzałam Hamburger Bahnhof, wiedziona muzyką Baccary zeszłam do podziemnej części muzeum. W oświetlonym jedynie przez telebim pomieszczeniu nieznajomy mężczyzna przyglądał się nagraniu-happeningu. Na ekranie peron i stojące na nim, przekazujące sobie z rąk do rąk niewidoczny przedmiot, postaci. Ja, w białej bluzce, czarnej spódnicy i zakolanówkach czułam się jak uczennica, która zabłądziła. On, mężczyzna w muzeum, zdawał się znajdować w połowie w moim świecie, w połowie w świecie z ekranu. Bezgłośnie nuciłam „Yes Sir, I can boogie”, a moje usta drżały w obawie przed byciem zauważoną. Po czasie, kiedy oczy przyzwyczaiły się do ciemności, dostrzegłam, że w kącie sali siedzą jeszcze jakieś osoby. Zostałam tym samym wyrwana z teatralnej iluzji i przestałam się bać, wrażenie jednak pozostało. Wspominam o tym, ponieważ to samo odczucie wróciło w Kanie 15 listopada, kiedy na scenie pojawił się… Czerwony Kapturek.

Spektakl pierwszego z laureatów festiwalu 100° Berlin, grupy MDVZ, rozpoczął się kameralnym koncertem na lirze korbowej, której dźwięki niespodziewanie zastąpione zostały muzyką z Love Parade. Na scenie pojawił się aktor z białą kartką, niczym tabula rasa zmuszającą widza do zastanowienia, w którą stronę zmierza nasze życie. Ten sam aktor, kilkakrotnie witający się pozostającym bez odpowiedzi „hi, hallo” zawstydził mnie, bo dałam się nabrać, że aktor to tworzywo sceniczne, że wita się z nami jak z niemymi obserwatorami, niepewny, czy rzeczywiście jesteśmy tam świadomi jego obecności.

Tanz Europe Express (TEE) wytańczył filozofię życia, ekologię, powtarzalność, erotyzm, seks. Niemal całe swoje sceniczne życie podporządkował tańcowi. Naudin tańczy, kiedy sprzyja temu sytuacja z nagrania. Tańczy w czarnej peruce, gdy na ekranie pojawia się Bela Lugosi w roli tytułowego Draculi. Tańczy przy dźwiękach Raus mit den Männern ausm Reichstag, a jej subtelna kobiecość wchodzi w dysonans z agresywnym, ostrym głosem Claire Waldoff. Naudin przywodzi na myśl Isabelle z Marzycieli Bernarda Bertolucciego, dopełnia wyświetlane obrazy, wciąga nas w swoją rzeczywistość, odgadywanie przeszłości. V.I.P stanowi próbę zmierzenia się z jej życiem, historią dziadka, Severiana Naudina i całej jej hiszpańskiej familii. Momentami jest onirycznie, odurzająco, to znów trzeźwo, ale groteskowo. Poznajemy wuja Mariony w regionalnym, katalońskim stroju pubilla, który noszą kobiety. W tym samym czasie w tle przeczytać możemy o dyktaturze we Francji. Stopniowo aktorka przenosi się do Berlina, miasta, które porwało ją swoją żywiołowością, wielokulturowością, rozmaitością sztuk. Wciąż jednak powraca do hiszpańskich korzeni, do matki, którą zastępuje na uciętej fotografii. Naudin siada pod ekranem, na którym widnieje zdjęcie dwóch opalających się, spokrewnionych z nią kobiet, siada w miejscu, w którym jej babka, Eugenia Adalid obcięła sylwetkę swojej córki. W podobnym co matka kostiumie, na plażowym ręczniku, aktorka łączy przeszłość z teraźniejszością. Dzięki temu przenosi nas w świat swoich lat dziecięcych, kiedy nie była jeszcze trzydziestodwuletnią Marioną Naudin, bezdzietną singielką. Kiedy jej babcia fotografowała się w stroju londyńskiego Beefeatera, a rodzina emigrowała za chlebem do Barcelony, co Naudin przybliża wystukując młotkiem rytm na metalowym zaworze, abyśmy usłyszeli opisywaną na ekranie pracę kamieniarza.

V.I.P działa na wszystkie nasze zmysły, chociaż sama historia rodziny Adalid-Naudin, odarta z absurdów nie byłaby interesująca. Poza igrającymi z gender przebierankami wmawia nam się podobieństwo dziadka Severiana do Goethego, na dowód czego naszym oczom ukazują się dwie fotografie zupełnie niepodobnych mężczyzn. Mariona zachowuje również dystans w stosunku do samej siebie, mówi, że jako dziecko przypominała conguitos, hiszpański słodycz z lat 90. Kiedy pokazuje nam zdjęcie kilkuletniej siebie w stroju Czerwonego Kapturka, znów przywdziewa taki kostium. Dzisiaj jej Kapturek jest ponętny, flirtujący, zabawny. Swawolny jak cała familia. W końcowej scenie oglądamy nagranie, na którym rodzina Naudin śpiewa: „cicho maleństwo, nie płacz już, mama musiała umrzeć (… ), gdy utnie się zieloną gałąź, zielona rodzi się na nowo, lecz gdy utnie się matkę, ona już się nie odrodzi zielona”. Zielone kwiaty doniczkowe, ustawione na scenie, znów splatają rzeczywistość aktorki z naszą. Możemy wziąć ją dosłownie, ze współczuciem i zrozumieniem albo pamiętać, że wciąż dzieli nas niewidoczna czwarta ściana.

Występ Hiszpanki puentuje wykorzystany przez nią utwór Dance Me To The End Of Love Leonarda Cohena. Jest w nim tęsknota, pragnienie:

Dance me to your beauty
with a burning violin
Dance me through the panic
’til I’m gathered safely in
Lift me like an olive branch
and be my homeward dove
And dance me to the end of love
yeah dance me to the end of love…

Erotyzm grupy MDVZ jest zgoła inny. Taniec w Tanz Europe Express to zdecydowane ruchy, łaknienie drugiego ciała. Czerwony Kapturek wchodzi na scenę, kiedy pozostali aktorzy, pozostający już w samej bieliźnie, odgrywają orgiastyczną scenę miłosnego uniesienia. Przygląda im się nieśmiało, z dziecięcą ciekawością i niepewnością, wyrażając zainteresowanie, o którym widzowie boją się głośno powiedzieć, podejść, dotknąć. Jeżeli miałabym porównać oba spektakle, TEE tętni, parzy, szczypie, jest jak pocałunek, po którym pulsują nabrzmiałe wargi. Naudin to delikatna, leniwa pieszczota po cielesnym akcie.

Kinga Cieśluk, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 82/2014 

Ośrodek Teatralny KANA

OFFenes Berlin

***

MDVZ

Tanz Europe Express

koncepcja i choreografia: Marc Carrera

muzyka na żywo: David Burda (Drehleier)

muzyka wyko­rzy­stana: Kra­ftwerk, MRZ, Post Indu­strial Boys, Flu­xion, The Field, Europe

pro­jekt świa­teł: Susana Alonso

sce­no­gra­fia: Marina Epp

kon­sul­ta­cja dra­ma­tur­giczna: Kon­rad Kaniuk

pro­duk­cja: Tatwerk Ber­lin

wyko­na­nie: Ellen Gron­wald, Kath­rin Keusch, Radja Juschka, Michael Neu­ber, Helene Heuser, Marc Carrera

***

Mariona Naudin

V.I.P