Przyszła lala malowana... (Baba Chanel)

Przyszła lala malowana… (Baba Chanel)

Gdy wiele lat temu Kolada kręcił film o grupie muzycznej Inspiracja, składającej się wyłącznie ze starszych kobiet, nie przypuszczał, że przyjdzie mu później napisać sztukę pośrednio nawiązującą do losów tego zespołu. Nie domyślał się też, że spektakl doczeka się w Polsce aż trzech adaptacji. I to w tym samym czasie.

Trzeba niezwykłej odwagi, by dwa tygodnie po premierze spektaklu reżyserowanego przez samego autora pokazać sztukę we własnej aranżacji. Zadanie wydaje się trudne do wypełnienia, nawet dla tak doświadczonej reżyserki jaką jest Izabella Cywińska. To nie było jej pierwsze „żywe” spotkanie ze sztuką Kolady. Jedenaście lat temu zrealizowała dla Teatru Telewizji głośny spektakl Merylin Mongoł, który zebrał świetne recenzje. Dlaczego nie udało się tym razem? Chyba nie sposób uciec od porównania Baby Chanel w reżyserii Cywińskiej i spektaklu realizowanego pod czujnym okiem samego autora, Nikołaja Kolady. Niestety, ten pierwszy wypada dosyć blado. Zabrakło wyrazistości i ostrego przerysowania sytuacji, tak świetnie ukazanych przez mistrza. I chyba taka ocena nie powinna dziwić, bo któż lepiej niż sam autor zrozumie swoje dzieło?

Scena. Pięć kobiet ubranych w ludowe, nieco kiczowate jak na dzisiejsze czasy stroje. Koniec występu zespołu Olśnienie. Brawa, ukłony, uśmiechy. To nic, że spektakl przyciągnął tylko dwa rzędy publiczności i odbywał się w Domu Kultury Krajowego Stowarzyszenia Głuchoniemych. Ważny jest „sukces”. Już samo to czyni sztukę nieco groteskową i przenosi nas do Koladowskiej krainy absurdu. Obserwujemy później, jak kobiety świętują jubileusz swojego zespołu i z niecierpliwością oczekują na przybycie Siergieja Siergiejewicza, akompaniatora i kierownika grupy muzycznej. Każda z nich adoruje młodego grajka, kokietuje go i na swój sposób uwodzi; każda próbuje zdobyć jego uwagę, zainteresowanie, względy. Niestety, jego marzenia o sławie i pęd do kariery prowadzą akcję w innym kierunku, niż wydawało się śpiewaczkom. Na scenie pojawia się młoda i atrakcyjna emerytka Roza, którą bohater chce uczynić jedyną solistką zespołu. Wtedy rozpoczyna się istny kobiecy sąd nad tytułową Babą Chanel, ze wszystkimi tego konsekwencjami…

Zabawne dialogi, smutne treści i cięte komentarze. Do tego gra ludowych przysłów i oczywiście dźwięki dobrze znanych rosyjskich piosenek. To siła spektaklu. Jak każda sztuka Kolady, Baba Chanel ma wymiar społeczny. To słodko-gorzka opowieść o starości, pragnieniu aktywnego życia, odrzuceniu, sztuce wyboru, umiejętności minimalizowania strat i dochodzeniu do kompromisu. W końcu o obłudzie, kumoterstwie i układach na każdym szczeblu władzy.

W spektaklu najbardziej urzeka gra aktorska Doroty Pomykały, występującej w roli prawie dziewięćdziesięcioletniej Kapitoliny Pietrownej. Jej żywiołowość, barwność i umiejętność zabawy własną rolą stały się jednymi z najbardziej charakterystycznych elementów sztuki. Ukazanie starszych, schorowanych pań, będących niemal u schyłku egzystencji, ale prowadzących aktywny tryb życia i odnajdujących fragmenty szczęścia w małych, prowincjonalnych występach, niesie ze sobą pozytywną energię. Dla nich liczy się jedynie możliwość śpiewania, czerpanie z muzyki sił do dalszego życia. W ludowych strojach i kokosznikach kryją swoje słabości i lęki. Na scenie czują się znów młode, piękne i uwielbiane. Kolada nie kreśli jednak dobrego zakończenia, dla niego nic nie jest czarno-białe. Pokazuje zasadę „coś za coś” w praktyce. Zwraca uwagę na siłę, jaką niosą ze sobą ustępstwa, ukazuje bezlitosną, ponurą rzeczywistość.

Spektakl razi zwyczajnością i schematycznością. Jest nieco bezbarwny, szczególnie w sferze charakteryzacji i wyglądu aktorek. Ale warto się na niego wybrać, choćby po to, by zobaczyć Barbarę Horawiankę, dawno niewidzianą na scenie, zachwycić się postacią Kapitoliny Pietrownej i samą Dorotą Pomykałą, posłuchać żartobliwych dialogów, które wyszły spod pióra Kolady, i poddać się refleksji nad przemijalnością.

Ewa Grabowska, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 58/2013

Teatr Polonia w Warszawie

Baba Chanel

Nikołaj Kolada

przekład: Agnieszka Lubomira Piotrowska
reżyseria: Izabella Cywińska
scenografia i kostiumy: Katarzyna Adamczyk

kierownictwo muzyczne: Jacek Kita
światło: Adam Czaplicki, Adam Kłosiński
ruch sceniczny: Jan Pęczek
obsada: Barbara Horawianka (Iraida Siemionowna), Elżbieta Jarosik (Nina Andriejewna), Sławomira Łozińska (Tamara Iwanowna), Maria Maj (Sara Abramowna), Maria Mamona (Roza Nikołajewna), Dorota Pomykała (Kapitolina Pietrowna), Przemysław Bluszcz (Siergiej Siergiejewicz)

premiera: 5 kwietnia 2013

fot. Robert Jaworski

Ewa Grabowska – studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Współpracuje z portalami Art&Business, S jak Sztuka i ARTiFAKT. Od dziecka zakochana w teatrze, zabytkowych samochodach i tańcu. W wolnym czasie rysuje przy kubku gorącej kawy i nałogowo pochłania książki.