Przebłyski z urwanego filmu (VIP)

Przebłyski z urwanego filmu (VIP)

Kto przeżył kiedyś poranek po całonocnej libacji, ten wie, że jest to jeden z najgorszych momentów w życiu człowieka. Kiedy patrząc tępo w sufit zaczynamy powoli uświadamiać sobie co robiliśmy kilkanaście godzin wcześniej, doznajemy fizyczno-moralnego wstrząsu. Ciało odmawia posłuszeństwa, a umysł stapia się ze snem. Na tego rodzaju imprezę zapraszają nas twórcy spektaklu VIP, nie przestrzegając przy tym zawczasu przed trwającym kilka dni teatralnym kacem.

Przedstawienie składa się z kilkunastu sekwencji, wyraźnie oddzielonych od siebie gasnącym światłem i powtarzającą się muzyką. Zaczyna się dość spokojnie, by nie powiedzieć – trywialnie. Oto wieczór, Max (Michał Kościuk) i Anna (Anna Rokita) spędzają razem miło czas. Nagle ni stąd, ni zowąd w ich mieszkaniu, niczym deus ex machina, pojawia się główny dyrektor zarządzający firmą, w której pracuje Max. Pod pretekstem bliższego poznania pracowników Adam (Marcin Kobierski) zaczyna prowadzić z domownikami dziwną grę przy użyciu kamery i dwuznacznych sugestii.

Impreza się rozkręca, języki rozluźniają. Zaskoczenie i zdumienie niespodziewaną wizytą maleje wprost proporcjonalnie do ilości wypitego alkoholu. Dyrektor zadaje gospodarzom coraz bardziej kłopotliwe pytania: o ich związek, wzajemne relacje. W pewien sposób „sonduje ich”. Pojawia się nagle, prawie jak szydercze lustro mówiące „sprawdzam”. W tę dziwną noc dochodzi do granicznej sytuacji: Adam składa partnerce Maxa niemoralną propozycję, oczywiście za okrągłą sumkę. Z pozoru niegroźne, błahe „pokazanie tyłka” stawia na szali kwestie granic zabawy, własnej godności, a także rzeczy, które zrobimy z obawy przed nieprzychylnym wzrokiem kogoś wyżej postawionego.

Do tego momentu akcja spektaklu jest spójna, przemyślana, wciągająca. Niestety z momentem odsłonięcia rzeczonego zadka film zaczyna się urywać. Kolejne etapy akcji nie potęgują napięcia, nie stopniują emocji związanych z wtargnięciem Adama w życie Maxa i Anny. Zamiast eskalacji konfliktu sceny niepotrzebnie się rozciągają. Sami aktorzy, jak gdyby czując rozluźnienie konstrukcyjne przedstawienia, spuszczają nieco z tonu, podając tekst w zasadzie bez emocji. Lekkie drżenie pojawia się jeszcze raz, kiedy Adam realizuje najdotkliwszy z możliwych sposobów wchodzenia z butami w czyjeś życie.

Wątek rodzinno-patologiczno-psychologiczny pojawia się wraz przybyciem brata Maxa – Igiego (Adam Szarek) i jego dziewczyny Leny (Ewelina Starejki). W programie do przedstawienia reżyserka tłumaczy fakt użycia polskich imion potrzebą ukazania aktualności i bliskości poruszanych przez nią problemów. O ile para gospodarzy i ich szef rzeczywiście stworzyli między sobą i widzami pewne inspirujące napięcie, o tyle dwójka punkrockowców w stylu NRD lat 80. nijak ma się do dzisiejszej Polski. Zupełnie oderwane od rzeczywistości dywagacje narkotyczne Igiego jedynie rozpraszają z trudem budowane przez Adama poczucie osaczenia, zagrożenia, zapętlenia sznura wokół karków dwójki kochanków. Z kolei postać Leny warto zapamiętać  ze względu na fenomenalną wręcz zdolność jednoczesnego mrugania, mówienia i wykonywania ruchów kury szukającej ziarna.

Podsumowując, VIP to ciekawy pomysł, któremu zabrakło niestety konsekwentnej realizacji. Potencjał dramaturgiczny został rozproszony, jakby nie patrzeć, sympatyczną parą ćpunów sprzed dwóch epok. Miejmy nadzieję, że tak jak na porannym kacu bywa, twórcy obiecają sobie dozować emocje i przy następnym spektaklu nie pozwolą widzom odpaść z imprezy po pierwszych trzydziestu minutach przedstawienia.

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia” numer 91/2014 

Teatr Bagatela im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Krakowie

VIP

Stig Larsson

tłumaczenie: Mariusz Kalinowski

reżyseria: Małgorzata Bogajewska

scenografia: Dominika Skaza

muzyka: Tomasz Krezymon

światła: Marek Oleniacz

asystent reżysera, inspicjent, sufler: Joanna Jaworska

obsada: Michał Kościuk (Max), Anna Rokita (Anna), Marcin Kobierski (Adam), Adam Szarek (Igi), Ewelina Starejki (Lena)

premiera: 28 grudnia 2013

fot. Piotra Kubic

Piotr Gaszczyński (1987) – absolwent filologii polskiej oraz teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku. Miłośnik groteski pod każdą postacią, fan Manchesteru United i czarnej kawy.