Prosta kryminalna historia miłosna

Prosta kryminalna historia miłosna

Przed obejrzeniem każdej sztuki zastanawiam się nad dwiema kwestiami. Po pierwsze, czy odpowie ona na pytania, które sobie w danym momencie mojego życia zadaję. Po drugie, czy otworzy mnie na coś nowego. To są główne kryteria, dzięki którym mogę określić czy spektakl był dla mnie wart obejrzenia. Małe zbrodnie małżeńskie spełniły pierwsze z nich.

Nie zaskoczyła mnie prosta, oszczędna scenografia ani zastosowanie elementów audiowizualnych i rekwizytów – znaczących, ale nielicznych (jak czerwone podróżne walizki, książka, butelka alkoholu). Nie zdziwiło mnie, że w kryminalnej historii miłosnej akty – dla podtrzymania napięcia – rozdzielone są tangiem (mrocznym tańcem pełnym rywalizacji i erotyzmu). Ani to, że gra aktorska zredukowana została do minimum – do oszczędnej gestykulacji i mimiki oraz stonowanego sposobu wypowiadania kwestii. Nie zaskoczyło mnie to, że tekst jest pełen humoru i nie brak mu nutki sarkazmu (przetłumaczyła go Barbara Grzegorzewska, tłumaczka literatury francuskiej i znawczyni twórczości Erica-Emmanuela Schmitta) ani zgrabna reżyseria Marka Pasiecznego (reżysera m.in. sztuki Lovv wystawianej w Och-Teatrze). Wreszcie nie zdumiało mnie to, że historia opowiedziana w sztuce była poprawnie skonstruowana. Miała początek, moment dramatyczny, punkt kulminacyjny i pointę – do czego Eric-Emmanuel Schmitt zdążył nas już przyzwyczaić.

Dlaczego więc Małe zbrodnie małżeńskie uważam za sztukę wartą obejrzenia?

Dlatego właśnie, że autor sztuki (filozof z wykształcenia) w tej prostej kryminalnej historii miłosnej postawił niebanalne, filozoficzne pytania dotyczące potrzeb i celów tworzenia związków przez ludzi, zawierania małżeństw, szczerości i bliskości/obcości w relacjach. Z tego właśnie powodu czasu spędzonego na oglądaniu spektaklu nie uważam za stracony. Małe zbrodnie małżeńskie odpowiadają na pytania: czy każdy kryzys w relacjach międzyludzkich to katastrofa? czy związek z kilkunastoletnim stażem to cmentarzysko emocji? do czego czasem trzeba się posunąć, żeby relacji nadać rumieńców? Dramat pokazuje także, że „małe zbrodnie” mogą wnieść do związku wiele… dobrego.

Anna Duda, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 52/2013

Teatr Współczesny w Szczecinie

Małe zbrodnie małżeńskie

Eric-Emmanuel Schmitt

przekład: Barbara Grzegorzewska

reżyseria: Marek Pasieczny

scenografia: Karolina Benoit

muzyka: Robert Łuczak

ruch sceniczny: Arkadiusz Buszko

wideo: Ireneusz Grzyb

reżyseria światła: Mirosław Poznański

obsada: Joanna Matuszak, Wiesław Orłowski

premiera: 20 października 2007

fot. Włodzimierz Piątek

Anna Duda – absolwentka filologii polskiej specjalności wiedza o kulturze na Uniwersytecie Szczecińskim. Do tej pory pamięta fragmenty pierwszego spektaklu, który widziała w życiu (Krasnoludki, krasnoludki w reż. K. Gaertner, Opera i Operetka w Szczecinie, 1992 rok). W latach 2008–2010 udzielała się w dziale kulturalnym portalu wSzczecinie.pl. Na łamach „Teatraliów” publikuje od 2010 roku. Lubi taki teatr, który wywołuje emocje. Mieszka w Szczecinie.