Problemy z komunikacją (Or/Courtesy Of)

Problemy z komunikacją (Or/Courtesy Of)

Zaprezentowany w Teatrze Ósmego Dnia spektakl Or/Courtesy Of grupy Habillé d’Eau w reżyserii Silvii Rampelli w ramach tegorocznego idiomu Malty „człowiek – maszyna” prowokuje do zadania kilku pytań – niestety, raczej nie samych widzów po obejrzeniu przedstawienia. Wątpliwości dotyczą kształtu komunikatów i nazewnictwa.

Dwuczłonowy tytuł przedstawienia wynika z połączenia w jednym ciągu dwóch odrębnych w zasadzie prac: około godzinnego scenicznego przedstawienia-performansu oraz kilkunastominutowej projekcji filmowej. Obie kompozycje są dziełami tego samego zespołu, choć obsady znacząco się od siebie różnią – w filmie występują dwie kobiety, w tym jedna biorąca wcześniej udział w scenicznym wydarzeniu, które współtworzyła czwórka wykonawców.

Or opiera się na choreografii: obecność aktora, jego ruch lub bezruch stanowią tu właściwie jedyne pole znaczeń. W spektaklu można usłyszeć zaledwie jedno słowo, kilkakrotnie powtarzane – „Cristiani” (to nazwisko jednej z dwóch głównych aktorek). Także scenografię ograniczono do minimum. Zaciemniona, niemal pusta scena i nagie ściany teatru wywołują wrażenie duszności, niepokojącego zamknięcia i odcięcia od rzeczywistości. Jedynie  w głębi sceny po prawej stronie tkwi cały czas łóżko, na którym ktoś leży – i tak będzie to trwało do końca spektaklu. Choreografia zaś jest zbudowana dość konsekwentnie na opozycji wspomnianego bezruchu i nagłych, gwałtownych szarpnięć ciałem. Tak skonstruowane dla każdej z aktorek dwa czy trzy układy są uporczywie powtarzane, a dramaturgię buduje ich wzajemne przeplatanie się. Zasada kontrastu rządzi też podziałem scenicznych wizerunków i obowiązków. Dwie kobiety działają zgodnie ze swoimi partyturami, częściowo obnażając się, dwaj mężczyźni pozostają zaś ubrani i statyczni.

Gatunkowa kwalifikacja Or jest sprawą nie tyle trudną, co nierozstrzygalną. Elementy teatru, tańca i performansu mieszają się w tym przedstawieniu, tworząc stop, do którego już jednak – mam wrażenie – przywykliśmy. Z tego powodu oraz dlatego, że sceniczna praca Habillé d’Eau nie wywołuje konkretnych skojarzeń, nie wysyła intrygującego komunikatu, wydarzenie przemyka obok widzów, nie wzbudzając ich zainteresowania. Słabością tak ascetycznego, jednostajnego przekazu wydaje się pozbawienie go szerszego kontekstu. Oglądając Or, poszczególne elementy przedstawienia można odnosić z pełnym powodzeniem jedynie do ciał i zachowań performerów. Hermetyczność i tak już niezbyt atrakcyjnego widowiska można by nazwać gwoździem do jego trumny, gdyby nie fakt, że ważny i wiele wnoszący kontekst pojawia się – tyle że zbyt późno. Tym kontekstem staje się film Courtesy Of, problem jednak w tym, że po przerwie aby go obejrzeć pozostała tylko garstka osób.

Wyprodukowane przez Habillé d’Eau nagranie rozgrywa się  w niespiesznym tempie, oko kamery śledzi pojedyncze ruchy, gesty i spojrzenia dwóch kobiet, w tym jednej znacznie starszej. Dopiero  po chwili orientujemy się, że siedzą one przy jednym stoliku. Uderzające jest ich milczenie oraz przyglądanie się sobie nawzajem. W skupieniu uściskają swe ręce, a na twarzy starszej pani odmalowuje się smutek i niekłamane cierpienie. Nie chodzi jednak o samą niemożność mówienia, choć nieme usta mogą to sugerować. Kobieta zmaga się z chorobą Parkinsona.Do końca krótkiego filmowego materiału nie usłyszymy nic, oprócz skrzypienia krzesła.

W sumie więc Or/Courtesy Of to przejmujący performans-film, jednak odnalezienie w nim choćby cienia tegorocznego idiomu Malty wymaga dużo dobrej woli, by nie powiedzieć – dowolności.  Mówiąc dobitniej, zarówno ten spektakl, jak i kilka innych prezentowanych w tym roku  w programie głównym, traktował nie o maszynie, a o duszy, tutaj konkretnie  o cierpieniu, które niesie schorowane ciało. Chęć prostego zrównania ciała jako biologicznego systemu z maszyną w momencie, gdy spektakl nie daje ku temu podstaw, wydaje się postępowaniem dość obskuranckim. Pozostaje więc pogodzić się z dużą umownością wszelkich haseł, również haseł przewodnich, również (przede wszystkim?) w życiu artystycznym, jakkolwiek bywa to  w naszej rzeczywistości nagminne i drażniące. Pogodzić się nie znaczy w tym kontekście zaakceptować, a raczej – z konieczności – ignorować.

Or/Courtesy Of, choć średnio udany, dobrze ilustruje jeszcze jeden nomenklaturowy problem, który podjął w słowie wstępnym do ostatniego numeru „Teatru” – właśnie w kontekście Malty – Jacek Kopciński.  W felietonie zatytułowanym „Mowa-trawa” Kopciński zwrócił uwagę  na nieprzystawalność opisu przedstawienia Romeo Castellucciego The Four Seasons Restaurant zamieszczanego w materiałach festiwalowych do samego przedstawienia. Badacz celnie punktuje, że zamiast rozsądnego wskazania głównych kontekstów czy tematyki przedstawienia, w opisie znajduje nieprzydatne interpretacyjnie metafory, zaklęcia i pojęcia naukowe. „Mowa-trawa” gnębi wszakże nie tylko wydarzenia pierwszoplanowe, to – zdaje się – festiwalowa norma. Zacytuję teraz w całości opis Or zaczerpnięty ze strony internetowej Malty:

Or bada analogię między gramatycznym konceptem równoważnika zdania, zdania bez orzeczenia, i «zdania performatywnego», w którym wydarzenie zostaje ukazane poza działaniem, samą sceniczną obecnością aktorów. Taniec jest tu rozumiany jako mechanizm oparty na dialektyce czasowości  i tożsamości form, wydarzenia i powtórzenia. Jak pisze Paolo Ruffini, Or to «spektakl oddziałujący na ciało i umysł widza. Wykonawcy pozostają w ryzykownym zawieszeniu między seryjnością tańczonych fraz a niemożnością utworzenia z nich narracji». Praca reżyserki jawi się jako próba krytycznej redefinicji samej idei percepcji, stworzenia scenicznej instalacji, której strukturę wyznaczają skoki jakościowe. Mechanizm jest w spektaklu ujawniany, podważany, na nowo ustanawiany i zaraz potem niszczony”.

Powyższy tekst spełnia wszystkie wyznaczniki nieprzydatnego, „trawiastego” opisu wskazane przez Kopcińskiego. Szkoda czasu na jego analizę; nie pozostawia on chyba żadnych wątpliwości. Gwoli sprawiedliwości wypada dodać, że na stronie festiwalu w drugim akapicie, traktującym o filmie, szczęśliwie pada informacja o jego tematycznym związku z chorobą Parkinsona. Nie zmienia to jednak faktu, że problem nazewnictwa, klarowności pozaartystycznego komunikatu faktycznie istnieje. Niepokojące pytanie, które wypada na koniec zadać i zostawić do przemyślenia, brzmi: o czym to świadczy i czemu ma służyć?

Adam Domalewski, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia”, Dodatek do numeru 66/2013

Idiom: Człowiek – maszyna (Oh Man, Oh Machine), Malta Festival Poznań 2013

Habillé d’Eau (Włochy)

Or/Courtesy Of

reżyseria: Silvia Ranpelli

występują: Alessandra Cristiani, Eleonora Chiocchini, Andreana Notaro
światła: Gianni Staropoli
nagrania: Paolo Sinigaglia
dźwięk: Mario Salvucci

fot. Roberto Carotenuto