Prezentacje studenckie – część druga (VII Międzynarodowy Festiwal Szkół Lalkarskich „Lalka-Nie-Lalka”)

Różnorodność VII Międzynarodowego Festiwalu Szkół Lalkarskich w Białymstoku pozwoliła również spojrzeć na teatr formy jako narzędzie do tworzenia bardzo zróżnicowanych wypowiedzi artystycznych, korzystających z zupełnie odmiennych estetyk i tematów. Zróżnicowanie to dotyczyło zarówno prezentacji studenckich, jak i pokazów mistrzowskich. Smutna, wesoła historia studentów z Kijowskiego Narodowego Uniwersytetu Teatru, Filmu i Telewizji okazała się bardzo tradycyjnym, utrzymanym w klimacie jarmarczno-ulicznym spektaklem o Pietruszce. Ponieważ sam temat czerpie z podań ludowych, to wykonanie również nawiązuje do farsowej tradycji. Nie zabrakło scen bicia, gry na flecie czy bębenku. Jednak odnosiło się wrażenie, że gra aktorska jest zbyt przerysowana czy wręcz anachroniczna, podobnie jak scenografia i wykorzystane pacynki.

Na przeciwnym biegunie plasowały się pokazy studentów z Niemiec i Anglii czy Słowacji. Post Mortem Laury Elands to monodram będący próbą wniknięcia w tajemnicę życia i śmierci, a także mrocznych zakamarków umysłu. Brzmi bardzo poważnie i tak też częściowo jest w realizacji. Całość jest mroczna i zmysłowa – pojawiają się niezbędne, nieco przewidywalne elementy: czarny kruk, ziemia, rozkładające się ciało, kości. Dzięki wykorzystanym cieniom odnosi się wrażenie, że wnikamy w głąb gleby, obserwując ruch cząsteczek. Jedną z najciekawszych scen półgodzinnej etiudy jest moment, gdy na podświetlonej błonie oprócz drobnych kanalików materii widzimy obrys poruszającego się płodu. Zupełnie nieoczekiwanie znaleźliśmy się w samym środku życia. Choć inspiracją do powstania pracy był cytat Cousina: „Największą stratą jest to, co umiera w nas, kiedy żyjemy”, to trudno nie pomyśleć o wpływie twórczości Poego. Same formy lalkowe są frenetyczne, łączą w sobie elementy fantastyczne i przerażające, z pogranicza rzeczywistości. Mimo że projekt jest ambitny i wart studenckich eksploracji, to jednak na jego niekorzyść działa zbytni ton serio, nazbyt ciężka atmosfera potęgowana przez arcymroczną muzykę. Szkoda, bo gdyby dodano elementy dla przeciwwagi, całość miałaby szansę wybrzmieć bez przytłaczania widza.

Studenci z Akademii Sztuk Scenicznych z Bratysławy pokazali dwa monodramy: Holstomer i Dlaczego dzieci gotuje się w mamałydze oparte kolejno na prozie Lwa Tołstoja i Aglaji Veteranyi. W obu pokazach aktorzy wykorzystali zarówno pacynki i proste formy (np. konik z drucika, parasol jako ekran projekcji czy peruka oznaczająca kobiecą bohaterkę), jak i własne ciało. Peter Tilajčik naśladuje głosy i ruchy konia, ale najbardziej dojmujący jest moment, gdy zdejmuje koszulę odsłaniającą bardzo szczupły tors w skórzanej uprzęży. Chłopak jest bardzo zmęczony fizycznie, zdyszany i spocony – nie trzeba rozumieć słów, które mówi, aby zrozumieć, że jego bohater w imię miłości z pełnym poświęceniem realizuje kolejne polecenia bezdusznych właścicieli, co doprowadza go do kresu wytrzymałości. Klára Jediná zaś wciela się w młodą dziewczynę – narratorkę, a cyrkowy świat i postaci z opowieści Veteranyi tworzy ze światła i cienia, kapelusza czy miednicy. Ruch aktorki przypomina niezdarne, ale ekspresyjne, dziecięce i nastoletnie jednocześnie sposoby posługiwania się ciałem. Jej dziecięcość miesza się z samotnością i obowiązkowym dojrzewaniem, przez które przechodzi w wyniku rodzinnej traumy. Choć obie etiudy miały ciekawe momenty, to jednak nie wszystko było do końca czytelne, przez co wkradały się chwile znużenia – wina częściowo spoczywa na braku tłumaczeń.

Mimo bariery językowej wykonana częściowo po niemiecku etiuda trzech studentek ze Stuttgartu wydała się bardziej zrozumiała. Prawdopodobnie dzięki bardzo prostej formie – trzy postaci przedstawione są za pomocą niewielkich głów trzymanych na palcach przez aktorki. Wyrazista, ale prosta mimika i ruch animatorek obrazował emocje postaci oraz relacje między nimi – wyjściowy spokój między parą, narastające napięcie związane z pojawieniem się osoby trzeciej, poczucie zagrożenia, a w końcu odrzucenie nowoprzybyłej i powrót to stanu pierwotnego. W ramach Stuttcase studenci pokazali jeszcze trzy etiudy. Ostatnia była wariantem legendy o rybaku i złotej rybce, podczas której studenci sprawnie animowali duże formy lalkowe. Najciekawsze okazały się jednak dwie środkowe etiudy, które powstały w ramach tzw. lonely works – indywidualnej pracy studenta z wykładowcą przy tematach, które ich poruszają i dotyczą, co widać w efekcie końcowym.

Pierwsza była wzruszającą opowieścią o woli życia, której bohaterami były minilampki biurowe. Jedna z nich, świecąca, spotyka na swej drodze inne i próbuje je ożywić, przekazać impuls – dziwi się przy tym apatii współtowarzyszy. Czasem się udaje – coś dzięki czemuś w rodzaju pocałunku, czyli zbliżeniu dwóch klosików. Niestety, nie zawsze. Zrozpaczona lampka patrzy bezradnie na animatora, który niczym demiurg decyduje się na ruch ostateczny – wyjmuje bateryjkę i wkłada w martwą lampkę, co pozwala jej zaświecić. Sposób animowania maleńkiego przedmiotu jest precyzyjny i bardzo czytelny. Widzowie od razu dostrzegli w postaciach cechy ludzkie i reagowali emocjonalnie. W momencie wymiany baterii większości zaparło dech w piersiach, rozległy się również okrzyki przerażenia. Ta etiuda pokazała, jak wiele można opowiedzieć w bardzo prosty i symboliczny sposób w zaledwie kilka minut. Znaczące jest użycie światła oraz relacje między bohaterami i animatorem.

Kolejna etiuda niemieckiej studentki była performensem o ciele i akceptacji swojej cielesności. Dziewczyna miała na sobie rodzaj uprzęży, do której kolejno przyczepiała gumowe worki z wodą. Po umocowaniu wszystkich nałożyła sukienkę i zaczęła tańczyć. Sylwetka ze szczupłej przeistoczyła się w otyłą, a worki ciążyły aktorce na całym ciele. Dodatkowo z ustawionego obok akwarium wlewała się woda do półprzezroczystej postaci kobiecej. W momencie jej wypełnienia wężyk wyskoczył, a figurka zastygła w dość makabrycznej pozie. Performerka wzięła ją i wylała wodę na siebie. Działanie co jakiś czas przeplatała krótka wypowiedź z offu dotycząca samopoczucia rozrastającej się postaci. Nie wiem do końca, jaka była intencja autorki – czy był to proces akceptacji ciała czy też rodzaj eksperymentu na własnym ciele, a może ironiczne nawiązanie do Venus z Willendorfu i krytyka kobiecych kanonów urody? Może wszystko po trochu. Doceniam tę niejednoznaczność, a przede wszystkim stworzenie współczesnej, dojrzałej artystycznie i warsztatowo wypowiedzi. Był to jedyny tego rodzaju pokaz i zdecydowanie wyróżniał się wśród pozostałych festiwalowych propozycji.

Na tle studentów z całego świata gospodarze wypadli bardzo dobrze. W programie znalazły się pokazy różnych roczników białostockiej szkoły, ale najpełniej mogli pokazać swe umiejętności studenci IV roku tworzący dwa spektakle: Dÿlematt i Molière. Z urojenia. W obu bowiem Paulina Moś, Paweł Rutkowski, a przed wszystkim Helena Radzikowska i Mateusz Trzmiel, kreują postaci wielowymiarowe, wyraziste i wiarygodne. Korzystają z różnorodnej palety środków i emocji, niewątpliwie potwierdzają talent dramatyczny, zwłaszcza w rolach skrzywdzonej kobiety, biskupa, infantylnego władcy czy wreszcie zazdrosnego, schorowanego artysty uwikłanego zarówno we własny talent, jak i kompleksy. Tworzą silny, dobrze zgrany zespół. Formy lalkowe w obu tytułach pełniły funkcję drugorzędną. O ile w Dÿlemacie lalka wykorzystana została jako maska dla skrywanej w szpitalu psychiatrycznym tożsamości, co jest istotnym zabiegiem formalnym, to w historii o Molièrze pojawia się raczej symbolicznie, a szkoda. Warto jednak śledzić dalszą twórczość tej czwórki, która pracuje razem pod szyldem grupy Papahema.

W programie pojawiły się również pokazy o nienajlepszych poziomie warsztatu, operujące infantylnym rodzajem gry aktorskiej i prostym, slapstickowym humorem, ale były w zdecydowanej mniejszości. Zastanawiające jest również, że przeważały formy komediowe, często płytkie, co oznacza, że w szkołach lalkarskich w różnych krajach wciąż reprodukowany jest model, który później pokutuje jako stereotyp teatru lalkowego – dla dzieci i nie do końca na serio. Na szczęście wymienione wyżej studenckie prezentacje oraz pokazy mistrzów wyłamywały się z tego schematu.

Weronika Łucyk, Teatralia
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 108/2014

VII Międzynarodowy Festiwal Szkół Lalkarskich „Lalka-Nie-Lalka”, 19-23 czerwca 2014, Białystok
Królewska Centralna Szkoła Mowy i Dramatu w Londynie, Wydział Teatru, Specjalizacja Lalkarska
Post Mortem
reżyseria i scenografia: Laura Elands
muzyka: Lex Kosanke
choreografia: Laura Elands, Rachel Warr, Cariad Astles
obsada: Laura Elands
***  
Akademia Sztuk Scenicznych w Bratysławie, Wydział Aktorski, Katedra Lalkarstwa
Holstomer
Na motywach opowiadania Lwa Tołstoja
reżyseria: Katarina Aulitisová, Peter Tilajčik
scenografia: Ivana Macková
kierownik artystyczny: Markéta Plachá
obsada: Peter Tilajčik
***
Aglaja Veteranyi
Dlaczego dzieci gotuje się w mamałydze
reżyseria: Katarina Aulitisová
adaptacja: Katarina Aulitisová, Klára Jediná
scenografia: Dorota Sykorjaková, Markéta Plachá
obsada: Klára Jediná
***
Państwowa Wyższa Szkoła Muzyki i Sztuk Scenicznych. Wydział lalkarski w Stuttgarcie
Stuttcase
opieka pedagogiczna: Stephanie Rinke, Florian Feisel
obsada: Angela Blanc, Winnie Luzie Burz, Iris Keller, Hanna Malhas, Coline Petit, Sascha Bufe, Jan Jedenak, Eike Schmidt
***
Akademia Teatralna im. A. Zelwerowicza w Warszawie, Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku, grupa PAPAHEMA
Molière. Z urojenia.
Na podstawie Molière, czyli zmowa świętoszków Michaiła Bułhakowa reżyseria: zespół
adaptacja: Helena Radzikowska
scenografia i projekty kostiumów: Agata Krutul
obsada: Paulina Moś, Paweł Rutkowski, Helena Radzikowska, Mateusz Trzmiel

fot. Dotyk, T. Czołpiński