Prawdę znają tylko smoki... (Smoki)

Prawdę znają tylko smoki… (Smoki)

Historia opowiadana w spektaklu Smoki obnaża bezlitośnie, choć z humorem, niemoc dorosłych oraz przedstawia absurdalność ich uprzedzeń i stereotypów.

Jeśli nie umiesz przyznać się do swojej niewiedzy, do błędu albo zwyczajnie nie chce ci się sprawdzać plotki, legendy lub nawet wytłumaczyć faktów, które wykładają podręczniki szkolne, to nie zabieraj swojego dziecka na ten spektakl. Dlaczego? Ponieważ, Drogi Rodzicu, możesz niepotrzebnie wzbudzić w nim pytania, na które nie będziesz umiał albo nie będziesz gotów udzielić odpowiedzi.

Pozostawienie dziecka bez odpowiedzi na nurtujące go pytania jest najgorszą rzeczą, jaką można uczynić młodemu, głodnemu wiedzy umysłowi. W najlepszym wypadku może to doprowadzić go do szukania odpowiedzi na własną rękę. I w efekcie stania się takim człowiekiem jak Karol, który jeszcze w wieku 30 lat wciąż poszukiwał smoka, którego chciał zgładzić. Był tak zdeterminowany, że racjonalna argumentacja jego towarzysza Prosiaka, jakoby smoczy ryk był dźwiękiem syren z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego, nie przynosiła efektu. Karol wiedział lepiej, jednak nie umiał nikogo przekonać do swoich racji i to czyniło go w oczach innych człowiekiem niespełna rozumu.

Historia Smoków na podstawie tekstu Maliny Prześlugi zbudowana jest na klasycznym odwróceniu perspektywy. Wystarczy podjąć próbę spojrzenia na sytuację z drugiej strony, a wtedy może okazać się, że nie takie smoki straszne, jak je malują – nie zieją ogniem, nie zjadają ludzi. W ich świecie panuje porządek podobny do świata ludzkiego. Dobrym smokom, które zapisały się w historii, wystawia się pomniki. Na przykład Smokowi Wawelskiemu wzniesiono monument za propagowanie turystyki. Smoki mają nawet smoczy Biały Dom, prezydenta i obowiązek chodzenia do szkoły. A na dobranoc małym smoczkom, takim jak Roar, opowiada się bajki o dzielnej Drak Ewce, która wpadła na genialny pomysł pozbycia się potwornego człowieka ziejącego ogniem poprzez podrzucenie mu do jaskini baraniej skóry wypchanej siarką.

Problem pojawia się, gdy mały smoczek Roar, bardzo zainteresowany opowiadaną przez ojca legendą, zaczyna samodzielnie myśleć i dekonstruować słyszaną historię. Zadaje pytania (na przykład: Jak człowiek, przy swoich małych rozmiarach, może połknąć w całości owcę?), na które ojciec nie potrafi odpowiedzieć. To zaś świadczy o tym, że fabuła nie trzyma się logicznego porządku, ale także o myśleniu magicznym, którego trudno się wyzbyć, a które każe utrzymywać obrzęd składania złym ludziom w ofierze smoczych matek. Racjonalny umysł dziecka pozwala Roarowi nie bać się, gdy pod łóżkiem odkrywa człowieka Karola i jego towarzysza Prosiaka.

Największe plusy za stronę formalną zbiera muzyka, stanowi bowiem nie tylko tło dla opowiadanej historii, ale również wysokiej klasy narratora, który dźwiękami, jak słowami dopowiada to, czego nie dograł aktor, lub wyjaśnia to, co wydaje się podlegać zbyt obszernym interpretacjom. Dzięki niej zwyczajnie odczuwa się całą akcję spektaklu, nawet bez potrzeby rozumowania. A w momentach przedstawienia, w których następuje zmiana światów z ludzkiego na smoczy, muzyka wywołuje ciarki na rękach, które zwykły towarzyszyć odkrywaniu tajemniczych, nowych światów.

Na uwagę zasługują również latające smoki podobne do pterodaktyli, niekiedy unoszące się nad pierwszymi rzędami widowni Zaskakujący w tym kontekście wydawał się samolot. Ale dlaczego nie? Przecież bohaterowie przenieśli się do świata Karola i Prosiaka.

Tło sceniczne jest raczej ascetyczne. Buduje je łóżko, na którym rozgrywa się scena układania do snu Roara, metalowa prycza Prosiaka, szafa będąca jednocześnie windą do innego wymiaru czy ławka szkolna podobna do tych w dawnej salce katechetycznej. Intrygującym pomysłem wydała mi się piaskownica zamontowana na scenie. Trudno określić, jaką miała pełnić funkcję oprócz efektywnego przekopywania się i rozsypywania piasku przez bohaterów

Jednak najwięcej uwagi przyciąga Roar, który przypomina zielony worek z małymi skrzydełkami, natomiast aktorka poruszająca lalką wygląda jak harcerka w zielonym berecie, co początkowo wywołuje konsternację: o czym będzie ta bajka? Mimo tego głos Julianny Dorosz tak bardzo pasuje do Roara, że ona sama wydaje się niewidoczna na scenie. Zaczyna być zauważalna dopiero w sekwencjach bez lalki.

Spektakl Smoki to połączenie dwóch światów, ludzkiego i smoczego, wzajemne poznawanie się i wspólne przygody pokazujące, że oba światy wcale nie są czarno-białe. A jednoznaczne opowieści są zwyczajnie krzywdzące, bo aby poznać prawdę, warto pokusić się o szerszą perspektywę widzenia niż nasza własna. Ale tego przecież trzeba chcieć.

Sabina Lewicka, Teatralia Rzeszów
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 146 /2015

Festiwal Teatrów Ożywionej Formy MASKARADA, Rzeszów 9-15 maja 2015
Teatr Animacji w Poznaniu
Smoki
autor: Malina Prześluga
reżyseria: Marian Pecko
scenografia: Eva Farkasova

muzyka: Robert Mankovecky
obsada: Julianna Dorosz, Sylwia Koronczewska-Cyris, Danuta Rej, Marta Wesołowska, Marcin Chomicki, Piotr Grabowski, Artur Romański, Marcin Ryl-Krystianowski

fot. Bartłomiej Jan Sowa