Pokojówki, czyli kilka sposobów na pozbycie się pracodawczyni

Pokojówki, czyli kilka sposobów na pozbycie się pracodawczyni

Pokojówki to nowy spektakl Sceny dla Dorosłych rzeszowskiego Teatru „Maska”. Sztuka pióra Jeana Geneta jest opowieścią o dwóch siostrach, pokojówkach, które pod nieobecność swojej Pani odgrywają sceny z życia codziennego. Niewinna zabawa z czasem przeradza się w niebezpieczną próbę zmiany swojej sytuacji życiowej, nawet za wszelką cenę. Celem sióstr staje się uśmiercenie swojej pracodawczyni. Premiera przedstawienia w reżyserii Olega Żiugżdy miała miejsce podczas bloku Drama Way w ramach Europejskiego Festiwalu Kultury.

Buduar w zamożnym domu. Widzimy toaletkę, ogromne lustra i wielkie różowe łoże w kształcie kwiatka. Kilka bukietów zdaje się być zapowiedzią wielkiego wydarzenia. Trudno jednak wywnioskować, czego oczekują tytułowe pokojówki: radosnej uroczystości czy może raczej pogrzebu. Wśród tego przepychu Claire i Solange, pod nieobecność Pani, na zmianę przebierają się w jej stroje i naśladują zarówno ją samą, jak i ich zwykłe obowiązki. Niezdolne do samodzielnego funkcjonowania i wyswobodzenia się z rutyny, powtarzają układy, w których tkwią na co dzień. Nie potrafią przestać służyć. Niepozorna zabawa daje im możliwość wyładowania swoich frustracji, wypowiedzenia tego, czego nigdy nie usłyszy Pani. Siostry zrzucają maskę obojętności i uniżenia. Równoważą wylewającą się miłość do Pani nienawiścią. Co więcej, pokazują swoje prawdziwe oblicza – nie są bezosobowymi cieniami.

Są niczym spójna całość. Razem śpią, razem pracują. Nic dziwnego, że Pani nie odróżnia jednej od drugiej i myli ich imiona. Obie też czują to samo, trawi je wewnętrzna gorączka zmiany. Nie znoszą swoich posad, chcą wyrwać się z otaczającej je rzeczywistości. Między bohaterkami jest jednocześnie rywalizacja – nie tylko o względy Pani, także o to, której uda się ją zabić. Kamila Korolko i Ewa Mrówczyńska dobrze odegrały role  sióstr. Były jak dwie połówki tego samego jabłka. Dodatkowo ze zręcznością żonglera wymieniały się zarówno swoimi lalkami z ich podobiznami, jak i samymi rolami: Caire grała Solange, a Solange – Claire. Smukła pani Mrówczyńska bardzo prawdziwie odgrywała „udawanie” Pani, a pani Korolko tak była wypełniona nienawiścią i zawzięta w swoim planie zemsty, że aż chciało się nią potrząsnąć i powiedzieć: „uspokój się, dziewczyno, bo zrobisz komuś krzywdę”.

Pani, która budzi skrajne emocje w pokojówkach, jest na pozór bardzo dobrym człowiekiem. Stara się traktować obie siostry jak własne córki, a przynajmniej tak twierdzi. Obiecuje im nawet udział w spadku po jej śmierci. Podkreśla swoje miłosierdzie, uwypukla wręcz każdy najmniejszy fakt świadczący o poświęcanej im uwadze. Pochyla swą wdzięczną głowę nad ich losem, obdarowując starymi sukniami. Jednocześnie nie jest w stanie odróżnić Claire od Solange, a w dodatku twierdzi, że jest im z pewnością lepiej na świecie w rolach służących niż ludzi zamożnych. Cieszy się, że nie są jej równe statusem, twierdzi, że nie muszą tyle cierpieć, co ona. Jadwiga Domka jako Pani aktorsko broni się nieźle. Jej dobroć i kruchość na scenie sprawia wrażenie, że mimo wszystko jest skłonna przychylić nieba pokojówkom. Niestety, pani Domka skupiła się bardziej na grze aktorskiej niż na grze lalkarskiej. Piękna lalka Pani stanowi tylko dodatek wciśnięty na siłę, a szkoda. Odpowiednio wykreowana mogłaby stanowić piękne dopełnienie żywej postaci.

Warto również wspomnieć o dwóch rolach męskich, które pojawiają się podczas spektaklu. Pierwszą z nich jest Tomasz Kuliberda, który wciela się w rolę mleczarza-kochanka. Jego wejście na scenę jest jednym z najsympatyczniejszych momentów przedstawienia. Wprowadza ruch i energię, która neutralizuje długie dialogi sióstr. I chociaż pan Kuliberda występuje tu wręcz okazyjnie, to jego „wstawka” aktorska prezentuje się lepiej niż drugiego pojawiającego się aktora. Kamil Dobrowolski, grający Pana, wypada przy pani Domce po prostu blado. Poza symbolicznym „robieniem tła” ta rola nic w zasadzie do spektaklu nie wnosi.

Widząc na afiszu tak wspaniałe nazwisko jak Oleg Żiugżda, spodziewałam się większego zaskoczenia. Ze względu na oglądaną w maju „Damę Pikową”, którą można było zobaczyć podczas „Maskarady”, oraz na zasłyszane opinie spodziewałam się bardzo mocnej dawki teatralnej energii. Mam jednak wrażenie, że potencjał na wspaniały spektakl nie do końca został wykorzystany. Reżyser sięgnął po sztukę pióra niezwykłego i trudnego w odbiorze dramaturga – Jeana Geneta. W jego sztuce nic nie wydaje się takie, jak powinno być. Służące okazują się mieć swoje życie prywatne poza domowymi obowiązkami w mieszkaniu pracodawcy, a pracodawcy wcale nie są tacy święci, za jakich chcą uchodzić. Sztuka Geneta, mimo iż napisana wiele lat temu, jest uniwersalna. Dziś, gdy poziom frustracji społecznej ze względu na kryzys ekonomiczny, brak pracy dla ludzi młodych, a także pogoń za pieniędzmi niweluje wszelkie uczucia do drugiego człowieka (również tego najbliższego), warto zobaczyć ten spektakl.

Kamila Potapiuk, Teatralia Rzeszów
Internetowy Magazyn "Teatralia" numer 68/2013

Teatr „Maska” w Rzeszowie

Pokojówki

Jean Genet

Reżyseria: Oleg Żiugżda

Scenografia: Waleryj Raczkowski

Kostiumy: Nadezda Jakowlewa

Muzyka: Bartosz Szetela

Choreografia: Marta Bury

Obsada: Jadwiga Domka, Kamila Korolko, Ewa Mrówczyńska, Kamil Dobrowolski, Tomasz Kuliberda

Premiera: 30 czerwca 2013

fot. Kamil Dobrowolski