Podobno był taki geniusz w golfie (Geniusz w golfie)

Podobno był taki geniusz w golfie (Geniusz w golfie)

W Geniuszu w golfie Weronika Szczawińska po raz kolejny udowadnia, że ucieczką od ślepych uliczek teatru dramatycznego może być wypracowanie własnego, rygorystycznie przestrzeganego języka scenicznego. Na pierwszy plan wysuwają się rytm i muzyczność, aby tym razem opowiedzieć antyhistorię.

Zanim jeszcze rozpocznie się spektakl wyobraźnia widzów zostanie pobudzona dźwiękami dolatującymi z sal na pierwszym piętrze. Na skraju schodów siedzi Beata Paluch i energicznie pogwizduje. Z kolei na małym ekranie przy szatni wyświetlane są słabo rozpoznawalne slajdy-hasła. „Katarzyna Kobro” i „barwy podstawowe” – tyle mniej więcej zapamięta widz z tej prezentacji. O ile w ogóle ją dostrzeże. Przywołuję tę, zdawać by się mogło marginalną, kwestię, ponieważ stanowi wskazówkę dla odbiorcy, jaką postawę przyjąć wobec spektaklu. Kluczowa będzie tu gra ze wszystkim, co potencjalnie możliwe, prawdopodobne, niewidoczne lub niezauważalne. Z tego właśnie powodu nie każdy zwróci uwagę na relację miedzy wzmianką o Katarzynie Kobro a strojami aktorów w trzech nasyconych kolorach – żółtym, czerwonym i niebieskim. To przykład przewrotnej zabawy z wyobrażeniami o sztuce awangardowej. Inną strategią jest uniemożliwianie publiczności pełnego odbioru. Dzieje się tak w scenie, kiedy przy wygaszonym świetle widzom pozostaje tylko nasłuchiwać głosów wykonawców znajdujących się w przestrzeni foyer. Słychać ich, ale gdzie stoją, jakie działania wykonują lub nie – tego można się już tylko domyślać.

Gdyby się uprzeć, to oczywiście udałoby się streścić fabułę i zaaranżować przyczynowo-skutkową opowieść odegraną w przestrzeniach teatru przy Jagiellońskiej 1. Ale założenia twórców są odwrotne. W ogóle nie dojdzie do wejścia artystów na scenę. To inne, poboczne, czasem związane z jakąś anegdotą teatralną, czasem tylko użytkowe przestrzenie dostaną swoje pięć minut. Słowa także zostaną zdeprecjonowane przez pogwizdywania, piszczenie i wszelkie dźwięki o bliżej nieustalonych właściwościach. Przez tę niegotowość i niepełność można dojść do wniosku, że przypadkowo znaleźliśmy się na próbie i wiele się jeszcze zmieni do czasu premiery.

Enigmatyczny tytułowy bohater to nie kto inny, tylko Konrad Swinarski. Artysta po prostu tak się najchętniej ubierał, na co w połowie lat sześćdziesiątych zwróciła uwagę niemiecka gazeta „Bild”, publikując artykuł Geniusz w golfie. Bohaterem spektaklu nie jest jednak wielki i wyjątkowy reżyser, którego życia pozbawiła katastrofa lotnicza, ale Swinarski bardziej przeciętny. I nagle prawdziwą tragedią okazuje się konieczność zmierzenia się z codziennością. Z upływającym czasem, spadkiem sił, energii i kreatywności. Z młodszymi, bardziej lub mniej zdolniejszymi. Słowem – z tym wszystkim, co nie dotyczy geniuszy przedwcześnie opuszczających ziemski padół. Wykreowany na potrzeby realizacji w Starym Teatrze Swinarski, wysyła więc do swoich najbliższych współpracowników pocztówki z ówczesnych krain szczęśliwości, czyli zza zachodniej granicy. Zmieniają się miasta, państwa, ale w postscriptum niezmiennie dopisuje: „Nigdy tu już nie powrócę”. A to tylko jeden z tropów odsyłający już do innej ikony teatru.

Choć przedstawienie wpisuje się w sezon tematyczny 2013/2014 poświęcony Konradowi Swinarskiemu, to Szczawińska daleka jest od przyjęcia określonego stosunku wobec mistrza. Nie znajdziemy tu czołobitności, ale i skandalu szukać na próżno. Powraca natomiast fraza pojawiająca się już na początku: „Nastrój mnie, Konradzie, nastrój!”, przy pomocy której aktorzy ćwiczą głosy przed właściwym rozpoczęciem. Można nawet odnieść wrażenie, że zarówno reżyserka, jak i pozostali wykonawcy chętnie otwierają się na „strojenie” przez postać – i narosłą wokół niej aurę – Swinarskiego. Gorzej jednak, gdy trzeba zaprezentować efekty tej operacji. Tutaj twórcy zgodnie odpowiadają: „Wolelibyśmy nie”. Bo rzecz dotyczy bardziej podejścia ludzi urodzonych w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i później do abstrakcyjnego dla nich bytu zwanego Konradem Swinarskim, niż jego samego.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 99/2014

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
Geniusz w golfie
Agnieszka Jakimiak
reżyseria: Weronika Szczawińska
scenografia: Natalia Mleczak
choreografia: Agata Maszkiewicz
muzyka: Krzysztof Kaliski
obsada: Beata Paluch, Marta Nieradkiewicz, Małgorzata Zawadzka, Szymon Czacki, Włodzimierz Dyła (gościnnie), Piotr Wawer jr (gościnnie)
premiera: 11 kwietnia 2014
fot. mat. teatru

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii – UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.