Pieśni nad pieśniami (Pieśni Leara)

Wszyscy znamy to uczucie: wybudzeni z pięknego snu, próbujemy znowu zasnąć i przywrócić wyśnione obrazy. Takie są Pieśni Leara teatru Pieśń Kozła.

Grzegorz Bral kolejno wprowadza nas w sceny-lamentacje, które obok pieśni polifonicznych wykorzystują taniec, emocje i instrumenty. Muzyka płynie nie tylko z afrykańskiej kory (gra Rafał Habel), sierszenek (Maciej Rychły) czy fisharmonii (Kacper Kuszewski), lecz także ze strun głosowych chóru, który w ostatniej pieśni poszukiwał w sobie melodii zbliżonej do odgłosu tybetańskich obojów. Spektakl zdobył prestiżowe nagrody, między innymi Fringe First uznawaną za odpowiednik Oskara. Jednak nie o trofea chodzi, sam Bral wyznał, że nie interesuje go publicystyka teatralna ani psychologia. Co zatem niesie twórczość tego wrocławsko-światowego teatru? Po pierwsze, kontynuując wypowiedź reżysera, ważna jest energia zawarta w człowieku, jego damski i męski pierwiastek. Po drugie, liczy się szansa na  „usłyszenie dźwięków poza banalnością i obrzydliwością powszechności”.
Dlaczego nazywam teatr Brala światowym? Ponieważ obok aktorów wykształconych w Polsce w jego szeregach występują także absolwenci i wykładowcy amerykańskich, brytyjskich, fińskich i australijskich uczelni wyższych. Ludzie pochłonięci pasją tworzenia i dzielenia się teatrem, poszukujący inspiracji w innych krajach i kręgach kulturowych. Mogłoby się wydawać, że ta feeria przeniesiona na scenę da widowisko iluminacyjne, wielobarwne, paradne, tymczasem otrzymujemy coś zgoła odmiennego. Scenografia Pieśni Leara, wystawionych w TRAFO w ramach 15. Spotkań Teatralnych – OKNO, jest tyleż uboga, co symboliczna. Siła spektaklu tkwi natomiast w podwójnej grze: aktorów, którzy chóralnie wykonują fragmenty szekspirowskiej tragedii, oraz ustawionych na scenie instrumentów. Uwagę zwraca przykryty, niewykorzystany w Pieśniach… japoński bęben taiko oraz dwa stołki, które razem z nim przeniesiono w świat mitycznego króla Brytanii z wcześniejszych inscenizacji Pieśni Kozła. Jak wyjaśnia reżyser, zabieg ten służyć miał ciągłości i „nasycaniu spektaklu pamięcią minionych sztuk”. Pamięć emocji Kordelii, wyklętej córki Leara, jest we mnie wciąż żywa i wrząca, tak jak gorące były po wszystkim oklaski i łzy wzruszenia.

Nieznajomość łaciny czy angielskiego, języków, którymi opowiedziano tę dramatyczną historię, nie stanowi przeszkody w odbiorze dzieła. Emocje rysujące się na twarzach aktorów pozwalają zrozumieć każdy powód, lęk i „charyzmat słowa”, według którego śpiewający słyszy wewnętrzny, dyktowany mu poprzez ból, głos. Głos, pełen wrażliwości i empatii, ma nas przybliżyć do odkrycia własnej duszy. Poza tym spektakl urzeczywistnia tezę, że ego jest niepotrzebne, gdy usiłuje się wyrazić siebie w tańcu.

Plastyczna oprawa jest więc minimalistyczna, zgodna z drogą, którą podąża Pieśń Kozła, drogą prawdy, nie efektowności. Do stałej przestrzeni TRAFO dodano tylko czarne krzesła, stroje w żałobnej, eleganckiej czerni oraz wspomniane wcześniej instrumenty. Przy tej jednostajności jeszcze większa jest siła gry aktorskiej, choć słowo „gra” nie wydaje się oddawać w pełni tego, co na scenie się zadziało. Pieśni… rozpoczyna powitanie i wprowadzenie Grzegorza Brala, który o swoim teatrze mówi z wielkim zaangażowaniem. Równie namiętna jest gra Gabriela Gawina (Lear), zwłaszcza w scenie odrzucenia Kordelii (Anu Salonen). Ileż w tym pasji, udręki! Zaskoczyła mnie Anna Zubrzycki, współzałożycielka Teatru, która wcieliła się w rolę Błazna z taką wielką brytyjskością w akcencie i mowie ciała, że mało patriotycznie można było uznać ją za artystkę pochodzącą z kraju królowej Elżbiety. Obsada Pieśni… to także aktorzy znani przede wszystkim telewizyjnym widzom:  Kacper Kuszewski, Monika Dryl. Na scenie wszyscy stają się jednak idealnie zgranym zespołem, wywołując wrażenie jakby opowieść nie była odgrywana, a wiecznie żywa, trwająca.
Po przysłowiowym opadnięciu kurtyny odbyło się spotkanie – Jacek Dobrowolski, buddysta i krytyk teatralny, rozmawiał z twórcą Teatru Pieśń Kozła. Poza cytowanymi już rozważaniami Brala w pamięci utkwiła mi wypowiedź jednego z widzów, dotycząca uczucia doznawanego podczas stosowania technik jogicznych, określanego jako „pocałunek Boga”. Zawstydzony własnymi odczuciami widz nie rozwinął myśli, która była dla nas wszystkich, podejrzewam, jasna. Pieśni Leara stały się dla mnie przeżyciem porównywalnym z uniesieniem, jakiego doświadcza się w miłosnej ekstazie z ukochaną osobą. Dreszcze, rozrzewnienie, przyspieszone tętno. Nie nazwę tego „pocałunkiem Boga”, ponieważ moja wrażliwość nie zmierzała jak dotąd w stronę sacrum, jednak spektakl Brala odkrył przede mną właśnie to, że taki teatr w sferze profanum pragnę widzieć, słyszeć, przeżywać.

Kinga Cieśluk, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 81/2014

15. Spotkania Teatralne – OKNO 2013
Teatr Pieśń Kozła
Pieśni Leara
reżyseria: Grzegorz Bral
muzyka: Jean-Claude Acquaviva, Maciej Rychły
przygotowanie pieśni: Kacper Kuszewski
obsada: Anna Zubrzycki, Anu Salonen, Monika Dryl, Julianna Bloodgood, Emma Bonnici, Kacper Kuszewski, Rafał Habel, Gabriel Gawin, Paolo Garghentino, Ian Morgan, Maciej Rychły
premiera: 28 września 2012