„Piękne, ludne, postacią nęci okazałą/Sądzę, że i rozrywek w nim będzie niemało” (Szkoła żon)

„Piękne, ludne, postacią nęci okazałą/Sądzę, że i rozrywek w nim będzie niemało” (Szkoła żon)

Koniec pierwszego aktu komedii Moliera równie dobrze mógł być dla Teatru Współczesnego epilogiem. Szkoła żon w reżyserii Justyny Celedy to spektakl totalny, jeżeli patrzeć na niego pod kątem konstrukcji i wykorzystania sceny, każdy widz znajdzie w nim coś dla siebie.

We wstępie pięknie ilustrowanego programu reżyserka wyjaśnia, że „przedstawienie to w dużej mierze technologia jego powstania”, że „za tymi czarami zawsze kryje się nic innego jak tylko rzemiosło”. Scenografia Szkoły żon od pierwszej sceny uświadamia wkład pracy włożony w spektakl przez osoby znajdujące się za kulisami. Oddając rzecz ustami Moliera, „cały ten kram, co tylko knuje po cichutku, aby intryżka jakaś mogła dojść do skutku” to, poza graną przez Iwonę Kocjan handlarką Lulu oraz kataryniarzem Gogo (Marian Dworakowski), również pozostali twórcy spektaklu: stolarz Jerzy Wolny, krawcowe Arleta Małecka i Zofia Kazimierczak, ślusarz Andrzej Krzyżanowski, fryzjerzy, akustycy, elektrycy i inni. Chociaż do oryginału Celeda wprowadziła tylko cztery nowe postacie, świadomość bytności niewidocznych na scenie wytwórców jest wciąż obecna.

Jak twierdził Molier we wstępie do Miłości lekarzem: „Komedie pisze się wyłącznie po to, by je grano, i radzę je czytać jedynie tym, którzy w czasie lektury mogą wystawić sobie przed oczami całą grę teatralną.” Kolejne jego dzieło Celeda przygotowała z dbałością o wszelkie szczegóły. Chociaż Szkoła… rozpisana jest na pięć aktów, poszczególne dialogi urywają się w kulminacyjnych momentach, a brak didaskaliów każe czytelnikowi dopowiedzieć sobie, jak potoczyły się końcowe sceny. Reżyserka zobrazowała codzienne życie mieszkańców, których obyczaje tłumaczą obawy Arnolfa. Mimi uwodzi to kataryniarza, to Alojzego, a Małgosia flirtuje z Notariuszem. Ruch sceniczny jest przy tym tak zabawny i rubaszny, że lubieżność kobiet staje się komiczna, jak na commedia dell’arte przystało.

Jest to opowieść o zaborczych mężczyznach i szybkich, chociaż ograniczonych możliwościami sceny maszynach. Przedstawienie czerpie z komedii ludowej charakterystyczne maski, jednak sposób w jaki postaci operują ciałem przypomina, dlaczego commedia dell’arte nazywana jest komedią sprawności. Ciekawe dla widza będzie także pozornie wyrwane z kontekstu intermedium, podczas którego na scenie pojawia się techniczny pracownik teatru. W ten sposób Teatr Współczesny znowu przypomina, jak ważne jest stymulowanie wyobraźni odbiorcy. Dynamiczna akcja powoduje, że nawet jeżeli zna się tekst z wcześniejszej lektury, intryga pociąga, powtarzalność bawi. Nowe postaci wprowadzone do przedstawienia snują swoją kontr-intrygę, która z dystansu pozwala spojrzeć na perypetie Arnolfa.

Mając na uwadze emploi Arkadiusza Buszki, można odnieść wrażenie, że z taką aparycją na scenie wystarczy mu tylko być. Ale jak on odgryza i wypluwa chałkę! Jak wysłuchuje zwierzeń Horacego! Jak skamle, rozśmieszając publiczność niemal do łez. Przekorne zastąpienie Chryzalda Chryzaldą (Beata Zygarlicka) uwidocznia, jak dwoista jest natura kobiety, jednocześnie rozsądnej i rozpustnej. Jednakże pierwsze skrzypce gra tutaj Anusia, która w pełnej erotyzmu scenie palenia papierosa z Horacym pokazuje się z zupełnie innej strony niż w duecie z Arnolfem. Jej bezpośredniość, pozorna bezradność i młodzieńczy wigor razem wzięte tworzą postać bardzo interesującą Miejmy nadzieję, że Adrianna Janowska-Moniuszko nie utraci tej porywającej świeżości.

Na uwagę zasługuje także Jacek Piątkowski w roli Alojzego, a duet Arnolf-Horacy ogląda się momentami z zapartym tchem, niczym pojedynek na Dzikim Zachodzie. Wykorzystanie pantomimicznych scenek w tle głównego wątku jest nie tylko atrakcją samą w sobie, ale ułatwia także zrozumienie postępków Arnolfa. Wszakże bohater ten pochodzi z wykreowanego przez Celedę świata, którego Molier nie opisał dosyć szczegółowo, a który intuicja reżyserki pozwoliła odnaleźć. Skutkiem tego Szkoła żon łączy dwie pozornie różne epoki, te z kolei spina klamra kobiecej namiętności, niezmiennej od wieków.

Nie jest to już Seks dla opornych, również Celedy, gdzie dla rozbawienia publiczności konieczne było wykorzystanie lateksów i cytatów z poradnika. Szkoła… jest dla mnie bardziej, nomen omen, pouczająca, a także erotyczna, będąc jednocześnie kawałem dobrej komedii. W kogo gusta nie trafia Molier, powinien wybrać się chociażby dla sceno- i choreografii. Wieczór w uroczym gronie gwarantowany.

Kinga Cieśluk, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 122/2015

Teatr Współczesny w Szczecinie

Molier

Szkoła żon

przekład: Artur Międzyrzecki

reżyseria: Justyna Celeda

scenografia, kostiumy: Grzegorz Małecki

muzyka: Wojciech Król

ruch sceniczny: Wojciech Szymczyk

projekcja wideo: Izabela Plucińska

asystent reżysera: Beata Zygarlicka

obsada:

Arnolf: Arkadiusz Buszko

Anusia: Adrianna Janowska-Moniuszko

Horacy: Adam Kuzycz-Berezowski

Alojz: Jacek Piątkowski

Małgosia: Joanna Matuszak

Chryzalda: Beata Zygarlicka

Enryk: Paweł Adamski

Orion: Robert Gondek

Notariusz: Wojciech Sandach

Lulu: Iwona Kowalska

Mimi: Grażyna Madej

Gogo: Marian Dworakowski

premiera: 8 listopada 2014

fot. Bartłomiej Sowa