Perry bez Przyjaciół (The End of Longing)

Perry bez Przyjaciół (The End of Longing)

Założę się, że większość z nas skojarzy Matthew Perry’ego tylko z serialem telewizyjnym Przyjaciele. Przez dziesięć lat aktor grał rolę kompulsywnego i ocierającego się o granice socjopatii Chandlera Binga. Ostatnio ukazał nową odsłonę swojego talentu ─ tym razem na deskach Playhouse Theatre w Londynie. Czy kreacja w The End of Longing przeniesie jego wizerunek na inne tory kariery i sprawi, że już nie będzie kojarzony primo ─ z komediami, secundo ─ z wyłącznie jedną rolą?

Tym razem nowym wcieleniem Perry’ego jest jego własna osoba. Sam napisał scenariusz, sam był dla siebie inspiracją. To, co widzimy na scenie, to, jak można się łatwo domyślić, czas po ukończeniu zdjęć do Przyjaciół. Alter ego aktora o imieniu Jack ma problemy z alkoholem, który czasem zastępuje papierosami albo przygodami z prostytutkami. Gdy poznaje kolejną, Stephanie, od razu się w niej zakochuje ─ w dodatku ze wzajemnością. Relacja ta od samego początku jest skomplikowana. Związek prostytutki i alkoholika nie jest książkowym przykładem obiecującego związku. To raczej pasmo rozczarowań. Bohaterowie zbudowali w specyficznych, osobistych biografiach własne hermetyczne światy, do których dostępu skrzętnie bronią ich nałóg/zawód. Sztuka Spektakl mówi głosem generacji 30/40-latków, którzy z jednej strony mogą o sobie powiedzieć broken – zepsuci i pokaleczeni jednocześnie, z drugiej – szukający miłości. Czy w ich pogmatwanych życiach i w całkowicie zwichrowanych życiorysach znajdzie się miejsce na miłość? Czy w ogóle na nią zasługują? Jeżeli tak, to czy potrafią dla niej zrezygnować ze swoich skłonności, profesji czy uzależnień?

Problem w analizie tego spektaklu wynika z samej jego idei. Jako widzowie uczestniczymy w zbiorowej psychoanalizie autora. Jakbyśmy wszyscy byli terapeutami i wysłuchiwali wylewającego się potoku opowieści o jego smutnych przeżyciach, upadkach i trudnych powstaniach na kozetce wielkości sceny. Jest jednak coś w tej sztuce, co pozwala totalnie pochłonąć przedstawieniu. Szczerość. Autentyzm Perry’ego nie polega na jego, skądinąd kanciastym i grubo ciosanym, wyrazie artystycznym, ale na naszej, widzów, pewności, że uczestniczymy w jego prawdziwym wyznaniu. A jest to akt, który może wzbudzać zarówno sympatię, jak i współczucie. Jack, protagonista, zaprzyjaźnia ze swoją wolą przezwyciężenia słabości. Śmiejmy się z może lekkiej i nieambitnej sztuki amerykańskiego aktora z sitcomów, ale trzeba przyznać, że ostatnia scena wbija w teatralny fotel. Kulminacyjnym momentem widowiska jest nawrócenie bohaterów. Po nim następuje monolog Jacka, który jest ukoronowaniem całości. W tej części przedstawienia odbija się cała wola i siła odnowy bohatera.

Patrząc na scenografię spektaklu, widzimy smutną i pustą przestrzeń anonimowych miejsc, beznamiętnych barów i punktów przypadkowych spotkań, jak apteka. „Pierwsza rzecz, która uderzyła mnie czytając The End of Longing była obecność wielkomiejskości – przestrzenie publiczne, bary, korki” – wspomniała w wywiadzie Anna Fleischle, odpowiedzialna za design, dodając „ludzie i ich życia są jakby w większej części po drugiej stronie lustra – w odbiciu albo mignięciu światła z oddali”. Koloryt wizualny spektaklu w większości zamknięty jest w cieniu, albo w półcieniu, z którego bohaterzy nieśmiało się wyłaniają, jakby ze strachem przed obnażeniem w świetle dziennym swoich prawdziwych twarzy. Choć w widowisku widzimy wiele spójnych ze sobą płaszczyzn, to nie można zignorować jego nierównego tempa. Czuć wyraźną dysproporcję pomiędzy pierwszą a drugą połową. Pierwsze akty wzbudzały wrażenie niestabilności spektaklu – czas niekiedy wydłużał się, potem dramatycznie zwalniał, co, niestety, psuło odbiór. Druga połowa natomiast była zgrabniejsza, na co złożyły się lepiej zagrane sekwencje i rytmiczne wymiany zdań między bohaterami. Trudno uznać The End of Longing za dobrą sztukę jako całość. Są elementy, które zrobione zostały z dużym wysmakowaniem, tak jak scenografia. Są też takie aspekty spektaklu, które pozostawiają sporo do życzenia. Samo aktorstwo Matthew Perry’ego, centralnej skądinąd postaci, było słabym punktem widowiska. Aktor, jakkolwiek dużo sympatii by wzbudzał, gra jednowymiarowo i czasem wręcz hałaśliwie. To, co wywołuje szczery podziw, to raczej jego odwaga w publicznym wyznaniu swojej słabości.

 

Aleksandra (Pyrkosz) Laskowska

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 171/2016

 

 

Playhouse Theatre w Londynie

Matthew Perry

The End of Longing

reżyseria: Lindsay Posner

obsada: Matthew Perry, Christina Cole, Jennifer Mudge, Lloyd Owen

design: Anna Fleischle

światło: Lucy Carter

muzyka: Isobel Waller-Bridge

premiera: 2 lutego 2016

fot. mat. teatru

Aleksandra (Pyrkosz) Laskowska jest z Teatraliami od początku. Od niedawna pisze z zagranicy. Interesują ją wydarzenia teatralne na terenie Niemiec, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii.