Permanentne zamieszanie (Jak na wulkanie)

Permanentne zamieszanie (Jak na wulkanie)

W świecie plotek, skandali, paparazzi, czyli – krótko mówiąc – życia cudzym życiem, każdy szuka swojego azylu. Miejsca, gdzie można się zatrzymać, odetchnąć, zaczerpnąć normalności. Właśnie tak państwo Dudley’owie myśleli o uroczym hotelu, do którego przywiódł ich sentyment. Dlaczego jednak ich wizyta omal nie doprowadziła właściciela przybytku do zawału? I jakie znaczenie ma tutaj fakt, że państwo Dudley’owie to znane hollywoodzkie małżeństwo aktorów?

Kiedy odsłania się kurtyna, oczom ukazuje się miejsce, w którym chyba każdy chciałby spędzić urlop. Uroczy hotelik, urządzony w prowansalskim stylu: kominek, lawenda w doniczkach, białe latarenki, kozetka oraz stolik. Poza tym recepcja, dobrze wyposażony bar, drzwi do kuchni i do pokoi. Na drugim planie widać drzwi wejściowe, oczekujące na przybycie pierwszych gości. Na scenie pojawia się również Pierre Laroche – właściciel hotelu, dla którego najwyższą wartością jest zadowolenie klienta. Jest podekscytowany wizytą Johna Dudleya, który niegdyś przyjeżdżał do hotelu ze swą żoną Rachel. Tym razem jednak John przedstawia mu młodą Lisę Lamont, która nie grzeszy intelektem, ale stanowi odskocznię dla zmęczonego burzliwym małżeństwem mężczyzny.

Akcja rozgrywa się spokojnie aż do momentu, kiedy w drzwiach staje Boris Brakowski, młody Rosjanin z ogromnym temperamentem, będący towarzyszem podróży i samotnych nocy dla… Rachel Dudley.

W zaistniałej sytuacji Pierre, Louis (syn Pierre’a) oraz Old Gaston (asystent w podeszłym wieku) próbują zapobiec katastrofie, która zbliża się wielkimi krokami; robią wszystko, by nie dopuścić do spotkania skłóconych małżonków. Atmosferę dodatkowo podgrzewa obecność wścibskiej dziennikarki Alex Sawfoot, goniącej za tanią sensacją, której zadaniem jest napisanie recenzji o hotelu.

Jak widać akcja jest mocno zawiła, w punkcie kulminacyjnym można mieć poczucie zmęczenia oraz zniecierpliwienia do tego stopnia, iż dzwonek sygnalizujący przerwę niesie ulgę i nadzieję na rozładowanie napięcia. Niemniej historia jest ciekawa, a widz szybko daje się wciągnąć w sieć intryg i konspiracji. Całość skropiona jest humorem – wielbiciele żartów sytuacyjnych będą wysoce ukontentowani; wielbiciele żartów słownych również znajdą coś dla siebie.

Publiczność bardzo dobrze odebrała sztukę, wybuchy śmiechu zapowiadane w informacjach o sztuce rzeczywiście miały miejsce. Najbardziej urzekająca była atmosfera – dało się wyczuć sympatię aktorów do siebie oraz szacunek publiczności zarówno dla twórców sztuki, jak i znakomitych odtwórców ról. Z tych ostatnich na szczególną uwagę zasługują Jan Jankowski (Pierre Laroche) oraz Robert Rozmus (Old Gaston) za perfekcyjne przygotowanie do swych ról, a także Przemysław Sadowski (Boris Brakowski) za brawurowe odwzorowanie rosyjskiego temperamentu. Każdy z aktorów stanął na wysokości zadania, prezentując kunszt aktorski najwyższych lotów.

W sztuce znalazły się również kąski dla amatorów ludzkiego ciała. Piękna bielizna, piękne pośladki w wydaniu zarówno męskim, jak i kobiecym, stanowiły zaskakującą odmianę, jeśli oderwać wzrok od perfekcyjnie przygotowanych kostiumów.

Podsumowując, sztuka jest błyskotliwie wyreżyserowaną historią pełną skandali, namiętności i pokus. Odrobinę prześmiewcza, mimo to pozostawia widza z refleksją – tą pozytywną, okraszoną dużą ilością humoru i dystansu. Naprawdę warto zobaczyć.

Paulina Pomaska, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 102/2014

Teatr Komedia w Warszawie
Jak na wulkanie
Robin Hawdon
reżyseria: Tomasz Dutkiewicz
tłumaczenie: Elżbieta Woźniak
scenografia: Wojciech Stefaniak
kostiumy: Anna Męczyńska
reżyseria światła: Olaf Tryzna
asystent reżysera: Robert Ostolski
asystent kostiumografa: Monika Rybakiewicz
obsada: Jan Jankowski, Sebastian Cybulski, Robert Rozmus, Mirosław Baka, Aleksandra Konieczna, Agata Załęcka, Przemysław Sadowski, Grażyna Wolszczak
premiera: 11 maja 2014
fot. materiały teatru