I am the passenger (Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku)

Agnieszka Glińska w Dwóch biednych Rumunach mówiących po polsku, według debiutanckiego dramatu Doroty Masłowskiej, serwuje nam narkotyczno-groteskową podróż wraz z tytułowymi bohaterami, gdzie nic nie jest takie, jakie powinno być. Jakie byśmy chcieli, żeby było.

Na początku trochę nie wiadomo jak Dżina i Parcha (Agnieszka Pawełkiewicz i Marcin Januszkiewicz) znaleźli się w podróży. I raczej nas to nie zajmuje. Wydają się oni bowiem tylko projekcją kierowcy, który opowiada dwóm policjantom o tym, jak został napadnięty i wykorzystany przez dwóch Rumunów. Historia, utrzymana w groteskowym, i komicznym tonie, bardziej ośmiesza samego kierowcę niż jego dwóch pasażerów. Pojawia się też rozbieżność pomiędzy tym, co słyszymy od niego, a tym, co robią Rumuni. Ciekawe jest to, że bardziej lubimy i ufamy tym drugim. Powstaje rozdźwięk pomiędzy naszym życiowym doświadczeniem, które kwestionowałoby wiarygodność ich stwierdzeń i doświadczeń, a tym, co wydarza się na scenie. Kierowca (świetna Monika Krzywkowska) grubą kreską rysuje portret typowego nienawidzącego Polaka, zupełnie podważając jego wiarygodność: prezentuje cały wachlarz przerysowanych gestów rozpaczy, włącznie ze spazmatycznym szlochem, wijąc się przy podłodze. Aż ciężko się nie zaśmiać.

Groteskowość przedstawionego świata jest aż przesadna. Spektakl gubi rytm, spada tempo akcji, wkrada się zmęczenie. Dżina i Parcha po raz kolejny rozmawiają o tym, czy uprawili seks zeszłej nocy, co stało się z dzieckiem (czy dziewczyna zaprowadziła go do przedszkola, czy wciąż tam jest, czy może jej matka zabrała je do domu), albo dlaczego oddali kierowcy pięć tysięcy. Stoją i czekają albo jadą nie wiadomo gdzie.

W którymś momencie zadałam sobie pytanie – czy to aby nie mentalna podróż na haju? Nie ma tu przecież samochodu, ulicy, rzeczonych pieniędzy, tylko ściana – niby jak na poddaszu,ale sprawiająca wrażenie, jakby zaraz miała spaść i przygnieść bohaterów. Kobiety mają piersi i wąsy, a mężczyźni chodzą w szpilkach – oczywiście z wyjątkiem Rumunów. Co jeśli Dżina i Parcha nie są Rumunami, a Polakami, którzy wyszli właśnie z tematycznej imprezy przebieranej? Co jeśli Parcha jest aktorem serialowym i jutro rano musi być w pracy, a teraz nawet nie wie, gdzie przebywa? Świadomość wydarzeń ostatniej nocy nie przychodzi do bohaterów jak objawienie. Oni nie starają się usprawiedliwić swojego wybryku. Za to – jak kierowca na samym początku – będą próbowali odegrać swoją tragedię. Bezskutecznie.

Zazwyczaj takie groteskowe postaci, jak tytułowi Rumuni, od początku podszyci są smutkiem. Parcha i Dżina nie od razu o nim wiedzą. Jakby świadomość samotności i wiecznego niespełnienia dopiero do nich dotarła. Są jak papierowe laleczki w miniaturowym teatrzyku. Niby nieistotni, niewidoczni, śmieszni, a jednak marzący o lepszym życiu, o miłości. Zazwyczaj nie wiedzą, co powinni powiedzieć, jak zareagować, czy wysiąść z samochodu zdradzonej i pijanej kobiety, czy może lepiej jeszcze chwilę jej towarzyszyć. Oni zostaną, ale ta podróż i tak nie skończy się dobrze.

Julia Lizurek, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 119/2014

7 Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia 2014

Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Warszawie

Dorota Masłowska

Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku

reżyseria: Agnieszka Glińska

scenografia: Magdalena Maciejewska

kostiumy: Agnieszka Zawadowska

muzyka: Jan Duszyński

reżyseria światła: Jacqueline Sobiszewski

charakteryzacja: Tomasz Matraszek, Bożena Jóźwiak

fryzury: Paweł Kaleta

obsada: Marcin Januszkiewicz, Agnieszka Pawełkiewicz, Monika Krzywkowska, Dorota Landowska, Modest Ruciński

premiera: 16 września 2013

Julia Lizurek, rocznik 1990, studentka wiedzy o teatrze, poszukiwaczka poezji w życiu i w teatrze.