Pan Satie jest codziennością? (Pan Satie)

Pan Satie jest codziennością? (Pan Satie)

Łamigłówka dla dorosłych i niezbadane otchłanie zmysłowych interpretacji utworów francuskiego kompozytora Erika Satie, w spektaklu dla najmłodszych dzieci. Pan Satie to spektakl dla najmłodszych widzów, jednak z powodzeniem może pełnić formę rozgrzewki intelektualnej dla każdego, kto lubi ćwiczenia rozwijające kreatywność. Ponieważ dzieciom, szczególnie tym najmłodszym, socjalizacja rodzinna i szkolna jeszcze nie zawęziła horyzontów, bez trudu odnajdują się w przestrzeni spektaklu. Dorosły zaś, gdy napotyka zbyt jasną oczywistość, może być narażony na nudę. Ale to tylko pretekst do zainicjowania rozmowy.

Przedstawienie rozgrywa się w bliskim kontakcie z widzem. Scena – biała papierowa mata na planie prostokąta – przypomina nieco wybieg dla modelek. Otoczona jest z dwóch stron widownią, krótszy bok wyznacza otwarte pianino.

I to właśnie pianino jest tu głównym aktorem. Dzięki temu, że nie jest zabudowane, młody widz ma możliwość zobaczyć ciąg przyczynowo-skutkowy. Bynajmniej nie tylko w relacji klawisz – dźwięk, ale rozciągnięty na aktorów: klawisz – dźwięk – ruch.

Wygrywane melodie bazują na utworach fortepianowych Erika Satie. Muzyka jest subtelna, nastrojowa i przepełniona zamysłem najznakomitszej kompozytorki – ciszy. Ta zaś nigdy nie jest bezwzględna. Pełno w niej dźwięków. Słychać taniec powietrza wykonywany przez szuranie zmiętej kartki, darcie, swobodne opadanie, falowanie długiej białej płachty, która mogła być żaglem, obłokiem, czymkolwiek, co sobie wyobrazimy.

Spektakl zaciera pozorny podział na abstrakcyjność i figuratywność. To, co zdaje się  niezrozumiałe, przeplata standardem, na przykład miękka płachta papieru służy zabawie „A ku ku! Tu jestem”, którą wydają się przeprowadzać ustawione na jej przeciwległych końcach aktorki. Innym razem zgniatanie i zwijanie owej płachty stanowi element być może ważniejszy niż próba zasugerowania, co widz ma w tym widzieć: linę, po której stąpa aktorka, czy węża?

Taki zabieg jest wizualnym realizowaniem utworów muzycznych, które są idealnym sposobem na utrzymanie uwagi młodego widza, będącego przecież jeszcze w wieku „gąbki chłonącej świat całym sobą”. Pragnienie wychwycenia schematu, kalki, powtarzalności, czegoś, co jest znane i przez to bezpieczne, bezproblemowe, zostaje zrealizowane. Natomiast, gdy powtarzalność sięga zenitu, czyli punktu utraty zainteresowania, przedstawienie, jak utwór muzyczny zaskakuje nowością i znów prowadziwidza w znajomy rewir. Jest formą transu abstrakcji z figuratywnością.

Nieme, lecz uważne śledzenie przez dzieci działań na scenie, następowało do momentu swobodnego przepływania po skojarzeniach, mniej lub bardziej kurczowo zaczepianych w rzeczywistości spektaklu. Błogi stan kreatywnego pobudzania przerwało pojawienie się… łódeczki z papieru. Wydawałoby się, że jest to tak oczywisty element, że aż nudny. Każdy przecież robił w dzieciństwie statki z papieru. I każdy rodzic nauczył tego swoje dziecko. Tymczasem po sali rozległo się głodne wiedzy pytanie: „co to?”. Po chwili, gdy ciekawość została zaspokojona, przedstawienie znów wróciło do etapu abstrakcji, by w efekcie wyjść do wspólnego działania, do energii dartego papieru, turlanej piłki i wspólnej zabawy po spektaklu.

Pan Satie to spektakl bazujący na tym, co ludzki mózg lubi najbardziej –skontrastowaniu białego papieru i strojów aktorek z żółtymi łódeczkami i czerwonymi czapeczkami, a także symetrii i porządku objawiających się w postaci dwóch podobnych do siebie aktorek oraz na możliwości rozpoznania znanych elementów, ułożenia ich w całość. To również szersza perspektywa, która w tym spektaklu może objawiać się jako symultaniczność akcji, ruchu scenicznego, itp., co umożliwia zebranie większej ilości danych.

A także metafora rozciągająca się na cały spektakl, którą możemy odczytać w ten sposób, że Pan Satie to fale akustyczne, wrażenia słuchowe, dźwięk, rytm, muzyka oraz cisza. Pan Satie to świat dźwięków, na początek ten najbliższy, od którego zaczyna się przygoda poznawania. Później ten odleglejszy, zależny od człowieka i całkowicie pozbawiony jego kontroli. Pan Satie to wyobraźnia – bo tylko od niej zależy, na jaki obraz przełożymy muzykę.

 

Sabina Lewicka, Teatralia Rzeszów

Internetowy Magazyn „Teatralia” nr /2015

 

Festiwal Teatrów Ożywionej Formy MASKARADA, Rzeszów 9-15 maja 2015
Teatr Atofri w Poznaniu
Pan Satie
scenariusz, reżyseria, opracowanie muzyczne: Beata Bąbińska, Monika Kabacińska
współpraca artystyczna: Bogdan Żyłkowski

scenografia i kostiumy: Elżbieta Cios

muzyka: Erik Satie

obsada: Beata Bąbińska, Monika Kabacińska

premiera: grudzień 2010

fot. materiały Teatru Atofri