Pakerzy i filozofowie

Pakerzy i filozofowie

Sebastian Krysiak dostrzega strachy dnia codziennego, wyczuwa lęki umykające filozofom i matematykom. Na scenie Teatru Nowego niepokój można zobaczyć. Ani gołe lale na ścianie, ani beznadziejnie powtarzalny rytm podnoszonych sztang nie są w stanie go zgnieść. To niepokój tych, przed którymi świat stanął ruchomym piaskiem i rozplenionym sensem.

Spektakl Niepokoje został oparty na motywach Niepokojów wychowanka Törlessa Roberta Musila. Bohaterowie austriackiego powieściopisarza uczęszczali do szkoły z internatem dla kadetów – był to swoisty mikrokosmos, w którym „produkowano” prawdziwych (twardych) mężczyzn. Krysiak problem polityki płci traktuje jeszcze bardziej dosłownie – akcję przenosi, po prostu, do siłowni, czyli w przestrzeń istnienia supersamców. Jego chłopcy są naprawdę super, ponieważ nie tylko potrafią całkiem sporo wycisnąć, ale wiedzą, co nieco o filozofii i doskonale rozumieją hasło „nadzorować i karać”. Przeciwieństwo idealnego – twardego faceta to soft male albo, według określenia jungistów, „fruwający chłopiec”. Charakteryzuje go szeroko rozumiana „dziewczęcość”. Takim bohaterem jest Basini (Kosma Szyman), na którego inności został zawiązany jeden z głównych wątków dramatycznych spektaklu Krysiaka.

Niepokoje są teatralną egzemplifikacją działania mechanizmu kozła ofiarnego. Basini został przyłapany na kradzieży i za to skazany na słowno-cielesne tortury. Jednakże, ogłoszona przez przywódcę grupy – Reitinga (w tej roli oszałamiająco prostacki i szorstki Maciej Charyton), wina chłopca, mimo nieomal doskonałej próby zamaskowania niepewności, wciąż nie jest jednoznaczna. Zakłopotani i na wskroś przerażeni rozgrywającym się wokół nich spektaklem okrucieństwa ziomkowie, w końcu zgodnie powtórzą pytanie: „ A co jeśli to nie on kradł?”. Winowajca został wybrany jako przypadkowy członek wspólnoty – tzw. „nikt”. Siła przypadku nie była jednak zupełnie autonomicznym warunkiem sądu – otóż: Basini odznaczał się innością, jego wyraźnie zarysowany homoseksualizm jawił się jako świadectwo dotknięcia pewną – w tym wypadku społeczną – ułomnością, a to wystarczyło, by okrzyknąć go zdrajcą. Tak znaleziono żywy obiekt do rozładowywania młodzieńczych napięć i ustanowiono brutalną solidarność samozwańczych panów.

W zarysowanym powyżej konflikcie najbardziej wątpliwa wydaje się moralność Törlessa (świetny Bartłomiej Kwiatkowski), który – mimo że nie uczestniczy bezpośrednio w kaźni kolegi – okazuje się głównym antybohaterem spektaklu. Na miano to zapracowuje nieugiętą pasywnością wobec zła. Gra bezradność wobec okrucieństwa – ależ to wygodne! – wrzeszczeć z wytrzeszczonymi oczami i pozostawać niesłyszalnym. A może rzeczywiście, chce zapobiec cierpieniu, chociaż wie, że nie da mu się zapobiec i dlatego podnosi swój heroiczny krzyk, ale poza niego nie wychodzi. I patrzy. I dalej nic nie robi. Zapaćkał tylko szarość codzienności obsesyjnym jazgotem niepokoju. Łoskot wyrzutów sumienia (nawet najszczerszych) nie uczyni go wolnym od winy. Nie, ten bohater nie jest bez skazy.

Przy okazji niepokojów Törlessa Krysiak porusza problem niewystarczalności języka. Bohater wrzeszczy: „POMOCY!”, ale nikt nie pojmuje jego wołania. Tak słowa mijają świat. Czy język może ocalić sens? Ale jak ocalić sens, skoro nie da się go zobaczyć i wszystko jest „do dupy”? Rozważania na temat istoty cierpienia, tożsamości czy seksualności okazują się równie nierozstrzygalne i abstrakcyjne, jak dumanie nad fenomenem liczb urojonych.

Niestety, mimo niemalże namacalnej obecności niepokoju, wiele scen spektaklu rozpływa się gdzieś między czterdziestym brzuszkiem a osiemdziesiątym wypchnięciem sztangi. Niepotrzebnie reżyser łagodzi, studzi komizmem druzgoczące napięcia – licho dygoczą (nawet nie takie głupie) żarciki między wersami porażającego studium okrucieństwa. To aktorzy przywracają konkretną dotkliwość spektaklu – warto przypomnieć ich nazwiska: Maciej Charyton, Sebastian Grygo, Karol Kubasiewicz, Bartłomiej Kwiatkowski, Kosma Szyman. Ciężko będzie zapomnieć ich niepokojące, mroczne, wypalające spojrzenia.

Nierówny spektakl stworzył debiutant Szymon Krysiak, ale niejednokrotnie zdołał strapić – chociażby uwypuklonym bezsensem cierpienia, bo dlaczego niby zapomniano o męczarniach „złodzieja”, a w historii okolicznej społeczności zapisał się ćpun-myśliciel, co to w malignie pociągiem do Koszalina pojechał? Może stało się tak, ponieważ na Basiniego słów po prostu zabrakło, a o narkomanach przecież nawet piosenki powstają.

Alicja Müller, Teatralia Kraków
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 51/2013

Teatr Nowy w Krakowie

Niepokoje

na motywach Niepokojów wychowanka Törlessa Roberta Musila

tłumaczenie: Wanda Kragen

reżyseria, scenografia, adaptacja: Sebastian Krysiak

dramaturgia, adaptacja: Martyna Lechman

kostiumy: Piotr Popiołek

produkcja, reżyseria światła: Marek Kutnik

choreografia: Mikołaj Mikołajczyk

obsada: Maciej Charyton, Sebastian Grygo, Karol Kubasiewicz, Bartłomiej Kwiatkowski, Kosma Szyman

premiera: 9 marca 2013

Alicja Müller, rocznik 1991, studentka filologii polskiej, z „Teatraliami” związana od 2010 roku. Miłośniczka absurdu i dadaistów.