Osiedle języka (Paw królowej)

Osiedle języka (Paw królowej)

Poniedziałkowy spektakl pokazany z okazji Dni Sztuki Współczesnej wyraźnie przypadł do gustu białostockiej publiczności. I do serca. Choć z podsłuchanych na widowni szeptów wychwyciłam stwierdzenie, że „ten spektakl jest chyba bardziej dla młodzieży”, to jednak myślę, że Paw królowej w reżyserii Pawła Świątka przemawia do każdego, kto da się porwać wartkim potokom słów.

Kiedy publiczność wchodzi do uczelnianej auli UwB, aktorzy siedzą już na scenie i wydają z siebie symfonię nieartykułowanych dźwięków. Ubrani są w białe stroje do tenisa, jakby wśród zielonkawej, pokratkowanej scenografii, przypominającej trochę łazienkowe kafelki, a może przestrzeń wirtualnej gry – jakby w tym niedookreślonym zielonym pudełku lada moment miał się rozegrać mecz. I poniekąd właśnie tak się dzieje. Aktorzy odbijają między sobą wyrazy i zdania jak piłki, a dynamiczne i precyzyjne gesty nadają im właściwy kierunek i pomagają trafiać do celu, do bramki, do widza.

Dramaturg Mateusz Pakuła w scenicznej adaptacji wyeksponował dwa wątki Pawia i dwie powiązane ze sobą postaci: Patrycję Pitz, dziewczynę tak brzydką, jakby „ojciec z nią na spacer do Czarnobyla chodził” i Stanisława Retro, piosenkarza zmagającego się ze spadkiem popularności. Jednak to nie postaci są tu najważniejsze ani ich historie. Leitmotivem spektaklu jest żywioł języka, osiedlowa mowa ukazana przez Masłowską w gargantuicznym krzywym zwierciadle.

Z owym żywiołem aktorzy poradzili sobie znakomicie. Przesadna dykcja, w której przemycany jest slang z blokowisk, łączy się z energią i hiphopowym rytmem, wpisanym w tekst powieści. Kwestii każdego z bohaterów towarzyszy momentami „akompaniament” pozostałych, tworzony z onomatopeicznych odgłosów – dzięki temu w istocie mamy do czynienia ze swego rodzaju piosenką. A piosenka ta, jak słyszymy w zdaniu refrenicznie powtarzanym przez Małgorzatę Zawadzką, „powstała za pieniądze z Unii Europejskiej. Ma na celu integrację osób tępych w społeczeństwie”. Nawet wulgaryzmy, którymi przepełniony (chciałoby się rzec – nabrzmiały) jest spektakl, mają swoje autoironiczne uzasadnienie: służą przyciągnięciu uwagi widza, „który w przeciwnym wypadku na spektakl wcale by nie przyszedł”.

O cienką linię wulgarności i kiczu ociera się także gra aktorska. Te zabiegi – świetnie zresztą dopracowane – sprawiają, że spod rytmicznej treści inkrustowanej tu i ówdzie częstochowskim rymem wyłania się wyrazisty obraz zdegenerowanej współczesności, świata z plastiku, styropianu i blachy falistej.

W przenoszeniu obszernej formy powieściowej na scenę można wiele pominąć. Oglądając Pawia królowej miałam wrażenie, że Pakuła i Świątek, choć skupili się na fragmencie, na wybranych wątkach – nie pominęli niczego. Wyssali esencję.

Katarzyna Łupińska, Teatralia Lublin
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 104/ 2014

29. Dni Sztuki Współczesnej w Białymstoku
Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
Dorota Masłowska
Paw królowej
reżyseria: Paweł Świątek
adaptacja i dramaturgia: Mateusz Pakuła
scenografia: Marcin Chlanda
obsada: Paulina Puślednik, Małgorzata Zawadzka, Szymon Czacki, Wiktor Loga-Skarczewski
premiera: 27 października 2012
fot. Piotr Cierebiej