Ograniczenie mentalne nie ma płci (Rondo)

Ograniczenie mentalne nie ma płci (Rondo)

Sześć kobiet, którym po złączeniu sił nie brakuje już niczego – ani urody, ani wiedzy, ani nawet środków finansowych – zakłada nowoczesne pismo o kobietach, dla kobiet i redagowane wyłącznie przez kobiety. I tak na oczach widzów na małej scence Teatru KTO wzniosłe idee wykrzywiają się i potwornieją w zetknięciu z „tu i teraz”. Rodzi się utopia. Trochę różniąca się środkami wyrazu od tych męskich, patriarchalnych, ale jednakowo bezmyślna, żerująca na czarno-białych, krzywdzących podziałach.

Spektakl rozpoczyna się i kończy scenami intensywnych, zrytmizowanych ćwiczeń gimnastycznych. Widzimy ubrane na sportowo główne inicjatorki nowego, kobiecego pisma: Irenę, młodą, ambitną dziennikarkę bezskutecznie poszukującą pracy (w tej roli Justyna Orzechowska), oraz dojrzałą, pewną siebie i swoich radykalnie feministycznych przekonań, a przy tym bogatą Ewę (Marta Zoń). Te energiczne, chwilami prowokacyjne wygibasy bez wątpienia stanowią klamrę kompozycyjną, ale trudniej już określić jej charakter. Wydarzenia dziejące się pomiędzy ćwiczeniami sugerują dosyć gorzkie, choć z pewnością niejedyne, odczytanie. Otóż rzeczywiste byłyby jedynie chwile spotkań w sali gimnastycznej, a prowadzenie magazynu kobiecego i wszystkie perypetie z tym związane to mrzonki kobiet, które na moment oderwały się od codzienności przynoszącej tylko liczne frustracje. Stąd też uzasadniony wydaje się zbiorowy wybuch śmiechu w ostatniej scenie. Może to nerwowy chichot skrywający niemoc i świadomość, że powrót do przykrej codzienności jest nieunikniony? A może odwrotnie: oczyszczający śmiech? Bo czasem pozostaje tylko śmiech.

Postaci są wyraźnie przerysowane, a kobiecość i skontrastowana z nią męskość, którą uosabia wielotwarzowe i wielopostaciowe Multiindywiduum (Michał Orzyłowski), potraktowane stereotypowo. Po dłuższej chwili męczy piskliwość kobiecych głosów, a Multiindywiduum nawet w ciemności razi samczym prostactwem. Ale chyba właśnie o to chodzi – o przejaskrawienie, doprowadzenie pewnych cech do granic (nie)możliwości. Po to, aby w tym ludzkim monstrum widz mógł zobaczyć swoje własne, choć tu wyostrzone, ograniczenie i mielizny mentalne.

W samym tekście sztuki Bogusława Schaeffera wyczuwalny jest duży dystans do zagadnień feminizmu czy szowinizmu, nie brakuje też ironicznego mrugnięcia okiem i sprytnego przesunięcia rozstrzygnięć na widza, tak aby uniknąć pułapki arbitralności. Krótko mówiąc, Schaeffer daje nam lekcję krytycznego myślenia podaną lekko i zabawnie. Ale tekst sztuki to jedno, a spektakl żyje w końcu własnym życiem. Jakie jest to życie, które widzimy w Rondzie Piotra Bikonta?

Odwołując się do metaforyki drogowej – Rondo trafiło na rondo i najwyraźniej trudno mu z niego wyjechać, czyli wrócić do najprostszych form i czystego aktorstwa, bez nadmiernej egzaltacji, krzyku, pisku i rzucania krzesłami. Najbardziej zapętliły się najmłodsze aktorki (skądinąd w ogólnym rozrachunku zasługujące na brawa), przekraczając niestety chwilami granicę między teatralną ekspresją a amatorską „szczerością”. Z drugiej strony przyjemnie było przyglądać się aktorkom na stałe związanym z Teatrem KTO, Marcie Zoń i Grażynie Srebrny-Rosie, które stanęły przed sporym wyzwaniem, ponieważ od dłuższego czasu pracują w teatrze operującym innymi środkami wyrazu niż słowo.

Wreszcie pora na to, co najbardziej interesuje czytelnika – potencjalnego widza, a co jest zmorą recenzentów. Chodzi oczywiście o odpowiedź na pragmatyczne pytanie: czy warto się wybrać? Mogę tylko zapewnić, że kolizja (artystyczna) nie grozi.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 58/2013

Teatr KTO w Krakowie

Rondo

Bogusław Schaeffer

reżyseria: Piotr Bikont

scenografia: Aleksander Janicki

obsada: Anna Kamykowska, Justyna Orzechowska, Agata Słowicka, Grażyna Srebrny-Rosa, Katarzyna Maria Zawadzka, Marta Zoń, Michał Orzyłowski

premiera: 2 lutego 2013

fot. Bartek Cieniawa

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii UJ, od 2008 roku związana z Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.