Obudź mnie, jak już się pojawi

Obudź mnie, jak już się pojawi

Spektakl, którego główną postacią jest osoba nieobecna na scenie, musi nieść ze sobą na tyle dużą dawkę emocji i psychologii, aby ten brak zrekompensować. Przebudzenie, zrealizowane w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, nie radzi sobie z tym wyzwaniem. Akcję poprzedzającą pojawienie się głównego bohatera można było umieścić w notce programowej i oszczędzić widzom tym samym ładnych kilku minut drzemki.

Punktem wyjścia dla scenicznej opowieści jest historia Adama (Marcin Sianko), chłopaka, który zaginął podczas zagranicznej podróży. Dodatkowej dramaturgii dodaje fakt, że w tym samym czasie, w miejscu, gdzie prawdopodobnie przebywał mężczyzna, dokonano zamachu terrorystycznego. Akcja rozgrywa się w domu, w którym zrozpaczeni rodzice (Hanna Bieluszko, Maciej Jackowski) nie mogą pogodzić się ze stratą ukochanego dziecka. Mieszkanie jest bardzo surowe, urządzone skromnie, wręcz sterylnie. Scenografię można odczytać zatem jako zimne, pozbawione życia miejsce, którego ktoś pozbawił żaru, ciepła nadającego sens tej przestrzeni.

Pierwsza część spektaklu skupia się na relacjach matka – ojciec, żona – mąż. To świetna okazja, by pokazać, jak pustka po stracie syna może, paradoksalnie, całkowicie wypełnić czyjeś życie. Niestety, zaprzepaszczono tę szansę. Owszem, oboje rodzice uzasadniają wszystkie swoje zachowania zaginięciem Adama, ale głosy te wybrzmiewają niezwykle blado. W poszczególnych scenach brakuje przede wszystkim psychologicznej prawdy. Pomimo usilnych starań bohaterów nie udaje się nawiązać porozumienia z widownią, nie powstaje energetyczna nić, przez którą przepływałyby emocjonalne impulsy. Pomaga pojawienie się ekstrawaganckiej wróżki Joyce (Ewa Worytkiewicz), ale nie trwa to długo. Dlaczego? Bo gdy przybywa na ziemię pod pretekstem szamańskiej wizji (podobno zlokalizowała Adama), jej konwulsje przypominają raczej nocne zmagania z trudami udanego wesela niż zachowanie tajemniczej prorokini w trakcie widzenia.

Oprócz wymienionych na scenie pojawia się również Gordon (Feliks Szanert), dziadek Adama, były minister, który wyjątkowo wiarygodnie radzi sobie z utratą wnuka. Poza nim poznajemy jeszcze młodą, piękną dziennikarkę Joannę (Agnieszka Judycka). To kolejna, po mającym się ukazać Adamie, najlepsza kreacja spektaklu. Joanna jest bezwzględna, potrafi w pełni wykorzystać wszystkie swoje atuty (fizyczne i intelektualne), by przekształcić rodzinną tragedię w świetnie sprzedający się materiał telewizyjny. Manipuluje matką i dziadkiem, wodzi za nos zarówno ich, jak i widownię.

Wreszcie nadchodzi długo wyczekiwana wiadomość – Adam się odnalazł. Następuje prawdziwe przebudzenie. Wiercenie na krzesłach ustaje, pojawia się On. Mimo że wymodlony moment okazuje się dla matki i ojca kompletną katastrofą (chłopak jest łudząco podobny do Adama, ale to nie on), nie-Adamowi to nie przeszkadza – nie wie, kim jest, ponieważ stracił pamięć; usiłuje więc zawładnąć umysłami wszystkich bohaterów.

Mężczyzna wprowadza się tymczasowo do rodziców Adama. Obojgu bardzo zależy na tym, by chłopak odzyskał pamięć – w końcu ma przy sobie plecak z osobistymi rzeczami ich syna. Od tego momentu zaczyna się dramat z krwi i kości. Każda scena z udziałem nie-Adama jest bardzo ciekawa, operuje dużą dawką emocji (widać postać chłopaka podziałała mobilizująco na resztę obsady). Szczególnie może się podobać sposób, w jaki przybysz rozgrywa swoją cichą wojnę z całym otoczeniem. Posługuje się drobnymi, ale niezwykle istotnymi dla całej rodziny sztuczkami, powoli doprowadza wszystkich do obłędu. Po pewnym czasie nie wiemy, czy naprawdę stracił pamięć, czy tylko udaje. Być może przybył tu specjalnie, w tylko sobie znanym celu.

Manipulacje, aluzje i słowne gierki doprowadzą w rezultacie do długo oczekiwanego finału. Jak to się wszystko kończy? Zdradzać nie warto, można przyjść na spektakl. Najlepiej zaraz po upłynięciu pierwszej godziny.

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” nr 45/2013

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Przebudzenie

Shelagh Stephenson

przekład: Klaudyna Rozhin

reżyseria: Paweł Szumiec

scenografia: Marek Braun

kostiumy: Jolanta Łagowska

muzyka: Aleksander Brzeziński

projekcje: Wojciech Kapela

obsada: Hanna Bieluszko, Agnieszka Judycka, Ewa Worytkiewicz, Maciej Jackowski, Marcin Sianko, Feliks Szajnert

premiera: 8 grudnia 2012

fot. archiwum teatru

Piotr Gaszczyński – rocznik 1987. Absolwent filologii polskiej oraz teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku. Miłośnik groteski pod każdą postacią, fan Manchesteru United i czarnej kawy.