Obraz bez komentarza

Obraz bez komentarza

Nie wiem, czy Annę Nowicką powinno się określać jako reprezentantkę teatru tańca. Krótki pokaz jej solowego występu the truth is just a plain picture. said bob. sytuuje się dokładnie tam, gdzie życzyliby sobie organizatorzy tegorocznej edycji festiwalu KRoki. Czyli pomiędzy światami.

Już od pierwszej minuty trzeba się pogodzić z faktem, że sprawdzone narzędzia interpretacyjne, opisujące zjawiska teatralne czy taneczne, nijak pasują do prezentacji Nowickiej. I nie jest to ten przypadek, gdy ręce opadają z powodu kondycji współczesnego teatru, który nie wnosi nic świeżego, inspirującego. Przeciwnie.

Absolwentka eksperymentalnej szkoły tańca SEAD w Salzburgu, Ernst-Busch/HZT w Berlinie oraz psychologii na Uniwersytecie Warszawskim, nie obwieszcza światu spektakularnego przepisu na nowy teatr. Zaprasza raczej do konfrontacji z pomysłem stanowiącym wypadkową jej własnych zainteresowań. Z wyczuciem prowadzi widza przez świat opowieści bez słów, gdzie działania i gesty nie nadymają się od nadmiaru znaczeń. Nie dochodzi też do przeciążenia w drugą stronę – żadne tam ezoteryczne rytuały nad rozwodnionym artyzmem. Rzeczy są dokładnie takimi, jakimi je widzimy. Podobnie skojarzenia. Tylko, że skojarzenia bywają szalenie indywidualne. I to właśnie zdaje się stać w centrum propozycji Nowickiej. Prawda – rozumiana też jako rzeczywistość – też jaka jest, każdy widzi. Niemniej przylega do niej ogromna sfera interpretacji, objaśnień, komentarzy i przypisów. Oraz całe oceany słów. Artystka nie tyle neguje ten naddatek, co go wycisza. Niech trwa sobie równolegle, czemu nie, ale już bezgłośnie. Niech pozostanie tylko zwykły obraz. Jego znaczenie zależy od oglądającego.

Scenografię tworzy biała mata rozciągnięta przez całą długość podłogi oraz średniej wielkości pudło i walizka oklejone folią aluminiową. A w głębi sceny, bliżej ściany, bezczelnie eksponuje się coś jeszcze. Zgadza się, to obnażone plecy zgiętej w pół performerki. Chcąc nie chcąc, stajemy się jednak uczestnikami gry w skojarzenia, w której nie ma dobrych lub złych odpowiedzi. Rozmywa się pewność, że przykurczona sylwetka kobiety ma wyłącznie dawać świadectwo doświadczeń zmysłowych tu i teraz, co byłoby bliskie idei performansu. Tutaj ciało staje się z jednej strony uprzedmiotowione, a z drugiej dopiero po tym zabiegu może wcielić się w konwencjonalną rolę teatralną. Trudno określić, czy to monstrum, karzeł, czy może też ogromy pająk. Wizualne zestawienie czarnych spodni i nagiego korpusu o jasnej skórze dostarczają pożywki dla wyobraźni. Artystka idzie jeszcze o krok dalej w nadaniu własnemu ciału autonomii. Na głowie ma perukę, która nie tylko zakrywa włosy, ale i zasłania całą twarz. Prosty zabieg, za to jak wymowny. Nic przecież tak nie stwarza człowieka, przynajmniej w zachodnioeuropejskim kręgu kulturowym, jak imię i twarz. Ciało-wykonawca z the truth… pozbawione jest jednego i drugiego. I paradoksalnie dopiero ogołocone ze wszystkiego, co najbardziej ludzkie, staje się wreszcie nie przedmiotem (bo to akurat żadne novum) a podmiotem artystycznym. Do funkcji narzędzia aktorskiego wraca dopiero, kiedy Nowicka prostuje kręgosłup i… zrzuca sztuczne włosy. Widzimy twarz. Potem otwiera jeszcze wspomniana walizkę, by wykreowanego właśnie człowieka dookreślić. Ubiera spódnicę – tak w jej świeckiej wizji stworzenia powstała kobieta.

Kluczowa kwestia, która wyraźnie interesuje artystkę, to zależność działań od przyjętej perspektywy. Inaczej rozkładają się akcenty, kiedy ciało przybiera hybrydyczną formę z początku występu, inaczej, gdy gra kobietę, wykorzystując całe kulturowe spektrum właściwe tej płci, w tym także elementy taneczne. Z zupełnie odrębnym budowaniem opowieści mamy znowu do czynienia, gdy tancerka bierze do ręki malutką kamerę. Filmuje zabawki przedstawiające bądź to popkulturowych herosów, bądź też laleczki wyobrażające ją samą. Wszystkie za to mają twarz zrobioną ze zdjęcia performerki. I znowu nie sposób uciec od gry w interpretacje, choć wykonawczyni konsekwentnie wstrzymuje się od komentarza, czy to werbalnego, czy innego.

Nie jest to może wydarzenie, po zobaczeniu którego pozostaje już tylko umrzeć spokojnie. Gdybym jednak pożegnała świat bez zetknięcia się z the truth…, miałabym poważną zaległość do nadrobienia w nowym wcieleniu.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 94/2014

Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego „KRoki”
Anna Nowicka
the truth is just a plain picture. said bob.
koncept, choreografia i wykonanie: Anna Nowicka
opieka artystyczna: Peter Pleyer
muzyka: Tian Rotteveel
realizacja techniczna: Łukasz Kędzierski
oprawa graficzna: Filip Gruber Bojovic
strona wizualna: Carito Maldonado, Juliane Brösemann
produkcja: Art Stations Foundation – spektakl powstał w ramach programu rezydencyjnego Solo projekt 2011 przy wspraciu Hochschulübergreifenden Zentrums Tanz Berlin (HZT)
premiera: 20 czerwca 2011

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii – UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.