Nieśmieszne (Dyktanda)

Nieśmieszne (Dyktanda)

Scenę Teatru Barakah zamieszkały dziwaczne twory z Dyktand Stanisława Lema. Wykolejone, trochę śmieszne, ale przede wszystkim straszne indywidua, np. patologiczny chłopiec z wyrokiem za torturowanie lokomotyw, jaszczur cierpiący na wodogłowie oraz padaczkę, zamachowiec z czekoladowym rewolwerem, a także kat, co o wisielcach najbardziej lubi gadać przy kapuśniaku, oraz namiętna cukierniczka, która karmiła kozy tak, by ich bobki zamieniały się w śliwkowe pralinki. Jeszcze długo można by wymieniać pozostałych odmieńców i straceńców. Tylko że przedstawienie Any Nowickiej nie jest o żadnym z nich.

Bohaterowie spektaklu zdają się odklejeni od czasu. Odziani w szaro-fioletowe kostiumy bliscy są zmutowanym robalom. W niedookreślonej przestrzeni, którą wypełniają (opowiadane tylko) ściółki leśne, dzikie trawy sawann, więzienne posadzki i obozowe prycze czwórka owadopodobnych aktorów wygina się do rytmu językowych (po)łamańców Lema. Ortograficzne wygibasy zostają przełożone na mowę ciała, a dość makabryczny absurd kolejnych opowiastek przenika do wizualnej warstwy Dyktand – serie odrealnionych układów choreograficznych wtórują narracyjnemu szaleństwu. Nowicka nie zrobiła jednak spektaklu o niesamowitości zdań i fabuł autora Solaris.

Nie trudno zauważyć paradoks – pani reżyser jest blisko pisarza, a jednocześnie nie tyle go czyta, co reinterpretuje. Tworzy bowiem opowieść daleką od tych, które można by przepisać do szkolnych zeszytów (nawet jeśli wzięłoby się bardzo dużą poprawkę na czarny humor). Jej Dyktanda to tragikomiczna ilustracja hasła „nadzorować i karać”. Absurdalność albo – jak kto woli – abstrakcyjność poszczególnych historyjek nie przysłania wpisanej w nie grozy, którą Nowicka uwypukla bardziej niż samą groteskę. Czyni to, tworząc psychodeliczną atmosferę – jej aktorzy odgrywają nie tylko poszczególne postaci/kreatury, ale też samo wrażenie osaczenia. Powielane, nakładające się na siebie odrealnione głosy, nadmierna potliwość ciał czy nieomal obsesyjnie powtarzane schematy gestów – to wszystko sprawia, że prędko opuszczamy świat Lemowskiego imaginarium, i przenosimy się do pozaliterackiego piekła. Do piekła systemów.

Powykręcani, koślawi, poprzyklejani do kafelkowych ścian aktorzy od początku nie wróżą happy endu. Co prawda w spektaklu nie dzieje się nic złego – to, co okropne wydarzyło się wcześniej i zostaje powtórzone jedynie na poziomie opowieści. A jednak przedstawienie jest mocne, można nawet powiedzieć, że porażające. Zadziałał bowiem pewien stary trik – językowe bóle (tu także w znaczeniu dosłownym, bo jak wiadomo ortografia bywa torturą) zostały uwznioślone realnym bólem ciał. Ciał, które są zarazem niesamowite i doświadczające. Niesamowitość wiąże się ze wspominanym już odrealnieniem – obserwujemy „nieludzkie” przegięcia i zastygnięcia, nienaturalne komplikacje. Obok estetyki nadzwyczajności mamy zaś poetykę doświadczenia i wystawianie na pokaz tego, co bliskie fizyczności abiektualnej. Ból staje się zatem podwójnie uobecnionym – poprzez jego udramatyzowanie z jednej i obnażenie z drugiej strony. Pojawiają się dwa rodzaje cierpienia – to właściwe opowieści (możemy je sobie wyobrazić) i to przypisane danemu „tu i teraz” (nie musimy go sobie wyobrażać, ponieważ „zjawia się” przed nami). Namacalność drugiego sprawia, że następuje przesunięcie akcentów – z absurdalności odgrywanych, z niezmiennym aktorskim geniuszem, scenek na absurdalność rzeczywistości. Dyktanda Nowickiej są bowiem przykładem sztuki krytycznej. To kpina z idei idealnego, ujednoliconego społeczeństwa i komiczna, co nie znaczy, że płytka, synekdocha systemów, w których jednostka nie przewyższa rangą robala.

Chociaż komizm jest dominantą perypetii kolejnych (anty)bohaterów, przedstawienie paradoksalnie okazuje się mało śmieszne. Złożone w dziwaczną całość opowiastki o masakrach i traumach stają się metaforą opresji i stanu permanentnego, chociaż najczęściej nieuświadomionego zagrożenia, i dalej – przemocy maskowanej troską. Reżyserka dotyka też problemu niejednoznacznego statusu ofiar, które łatwo mogą zmienić się w oprawców (mechanizm aż nazbyt dobrze znany z historii). Trzeba by się bardzo postarać, by spotęgowaną groteskowość i nonsens świata wykreowanego przez Nowicką odczytać jako atrakcyjny dowcip.

Alicja Müller, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” 109/2014

Teatr Barakah w Krakowie

Stanisław Lem

Dyktanda

reżyseria, adaptacja i przygotowanie muzyczne: Ana Nowicka

muzyka: Maciej Jabłoński

scenografia: Monika Kufel

kostiumy: Kajetan von Kazanovsky

choreografia: Tomasz Foltyn

obsada: Monika Kufel, Anna Piróg-Karaszkiewicz, Paweł Plewa, Paweł Wolsztyński

premiera: 27 czerwca 2014

Alicja Müller, rocznik 1991, studentka filologii polskiej, z „Teatraliami” związana od 2010 roku. Miłośniczka absurdu i dadaistów.