Nieoczekiwana harmonia (Paradiso)

Nieoczekiwana harmonia (Paradiso)

„Rzeczy na przestworze / Są we wzajemnym ładzie; to jest modła / Dająca światu podobieństwo Boże” – informuje Dantego Beatrycze, wprowadzając go do Raju. Michała Borczucha bardziej niż harmonijna struktura interesują raczej wszelkie od niej odstępstwa, próby wprowadzenia nowych, często alogicznych porządków poznania. W końcu sama niebiańska przewodniczka przyznaje, że„często forma nie pokrywa / Umyślonego od artysty wzoru, / Bowiem materia jest nieposkromiona”. Artysta-reżyser pozwala przypadkowi działać na własnych prawach, w delikatny sposób utrzymując jednak ramy formalne.

Paradiso jest projektem, w którym profesjonalni aktorzy współpracują z osobami z autyzmem związanymi z ośrodkiem Farma Życia. Scena ma stanowić miejsce spotkania i próby połączenia różnych sposobów postrzegania świata. Rozpoczyna się ono od powoli rozwijającej się sceny gry w skojarzenia. Autystyczni bohaterowie (Michał Krzysztof Cichy, Kamil Mroczkowski, Albert Jeżowski, Mariusz Zemanek, Grzegorz Wołkowicz, Stanisław Lampa, Damian Baca) proszeni są przez jednegoz aktorów (Paweł Smagała) o wymienianie po kolei potrawy, broni, święta kościelnego… Za każdym razem dochodzi nowy element. Podobnym trybem przedstawienie toczy się aż do końca. Układ kolejnych improwizowanych epizodów przypomina dobór kategorii z tej gry – nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Łączy je właściwie tylko miejsce akcji (hotel Paradiso) i szczątkowa fabuła. Z Boskiej komedii i niemal obsesyjnego poszukiwania przez Dantego ładu we wszechświecie pozostaje coś na podobieństwo punktów orientacyjnych, które stanowią powracające jak mantra motywy: dziewięć pięter, nawiedzony pokój 105, alkoholizm dyrektora hotelu… Wytrwałe powtarzanie pewnych kwestii buduje wrażenie stałości i chroni bezczasową, nielinearną akcję od zanurzenia się w kompletnej abstrakcji.

Profesjonalni aktorzy przyjmują tu pozornie role przewodników, ale bynajmniej nie są na scenie po to, aby zapewnić publiczności jasny i prosty przekaz. Co więcej, są w równym stopniu prowadzeni przez uczestników projektu, którzy często sami wyznaczają ścisłe granice improwizacji. Na przykład, gdy jeden z nich zostaje poproszony przez klientkę hotelu (Marta Ojrzyńska) o zagranie sonaty Mozarta, odpowiada, że zrobi to dokładnie o 20.18. Aktorka po kilku minutach improwizowanego monologu wyraźnie nie ma już więcej pomysłów na zapełnienie czasu, więc wierci się nerwowo na krześle, wyczekując na arbitralnie wyznaczoną godzinę. Dopiero gdy usłyszymy pierwsze takty, zaczyna obracać się w takt muzyki, jak figurka na pozytywce – następuje zgranie się dźwięku z obrazem. Chwilowa harmonia okazuje się tym bardziej urzekająca po czasie niezręcznego oczekiwania.

Bazowanie na różnego rodzaju skojarzeniach dotyczy nie tylko struktury fabularnej, ale także wizualnych znaków scenicznych. Scenografia autorstwa Doroty Nawrot stanowi idealne tło i dopełnienie dla improwizowanych sekwencji. Opiera się na zbudowaniu minimalnego zarysu przestrzeni, wymagającej od widza uruchomienia wyobraźni. Działania aktorów i otaczające ich przedmioty dopełniają się wzajemnie, i nawet kiedy słowa wydają się dziwnie niedopasowane do rzeczywistości, udaje się utrzymać chwiejną równowagę między absurdem a powagą.

Nad tym odrealnionym światem scenicznym dominuje biały, półkolisty obiekt o postrzępionych brzegach. Przypomina chmurę albo wewnętrzną stronę czaszki. Konstrukcja przemawia niekiedy kobiecym głosem (Beatrycze?). Niewyjaśnione zjawiska dźwiękowe stanowią jak gdyby przypomnienie o instancji wyższej, istniejącej gdzieś poza dziewięciopiętrową, uporządkowaną hierarchią hotelu Paradiso. Pod koniec przedstawienia fenomen kobiecego głosu zastępuje inny, wymykający się przyzwyczajeniom odbiorczym widzów. Aktorzy zostają zachęceni do wydawania nieartykułowanych dźwięków do mikrofonu. Dźwięk i drgania, jakie on wytwarza, prowadzą do eksploracji alternatywnych sposobów percepcji skupiających się na doznaniach emocjonalnych i zmysłowych. Spektakl kończy się ostatecznym zerwaniem logiki fabularnej. Dyrektor każe umarłym aktorom powstać („teraz truchło będzie grać muzykę”) i dołączyć do improwizowanego koncertu na niecodziennych instrumentach. Nieco wcześniej usłyszeliśmy sonatę Mozarta. Widzowie mają ją wciąż w pamięci, a w porównaniu z nią finałowe granie wypada jak kakofonia. Jednak z pozornego dźwiękowego chaosu po chwili wyłania się niespodziewany porządek. Z Paradiso jest podobnie – również trzeba wykazać się odrobiną cierpliwości i ochoty, aby móc zanurzyć się w nietypowej atmosferze spektaklu.

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 108/2014

Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie
Paradiso
reżyseria: Michał Borczuch
dramaturgia: Tomasz Śpiewak
kostiumy i scenografia: Dorota Nawrot
reżyseria światła: Jacqueline Sobiszewski
obsada: Dominika Biernat, Marta Ojrzyńska, Paweł Smagała
uczestnicy warsztatów: Michał Krzysztof Cichy, Kamil Mroczkowski, Albert Jeżowski, Mariusz Zemanek, Grzegorz Wołkowicz, Stanisław Lampa, Damian Baca
Farma Życia: Maria Bozowska-Bolak
premiera: 21 czerwca 2014
fot. Tomasz Wiech

Aleksandra Spilkowska – ur. 17.08.1992, studentka wiedzy o teatrze, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.