Nienawiść do nienawiści (Wszyscy Polacy, jedna rodzina)

Nienawiść do nienawiści (Wszyscy Polacy, jedna rodzina)

Bartosz Żurowski proponuje widzom Teatru Polskiego we Wrocławiu dramat swojego autorstwa Wszyscy Polacy, jedna rodzina. Porusza w nim aktualną problematykę polskiego sporu, z którym możemy się spotkać, włączając dowolny kanał telewizyjny czy informacyjną lub społecznościową stronę internetową. Po jakiejkolwiek stronie byśmy nie stali, nawet jeśli ustawialibyśmy się nad lub pod podziałami, trudno nie zauważyć szaleństwa, jakie ogarnęło dzisiejszą opinię publiczną. Żurowski stara się pokazać ten konflikt – wtłaczający w swoje trybiki i wysługujący się w dyskursie problemami politycznymi Europy, świata, Kościołem katolickim i przekonaniami politycznymi Polaków. Do kogo jednak taki tekst trafia? Czy odnosi się faktycznie do obydwu stron sporu o politykę naszego kraju, i w którym miejscu szali można go postawić, gdy po jednej stronie są kontrowersja i przejaskrawienie, a po drugiej – wierny obraz rzeczywistości?

Głównym atutem tekstu, jak również reżyserowanego czytania w Teatrze Polskim, jest gra z przesadą i parodią. Oto do siedziby zarządu stacji telewizyjnej przychodzi młody reżyser z pomysłem: chce nakręcić reality show o syryjskich uchodźcach asymilujących się w polskim społeczeństwie. Pomysł kontrowersyjny z założenia po chwili zamienia się w próbę walki z nienawiścią, próbę (może nieudolną i skazaną na zginięcie w okrutnym systemie mediów publicznych) przekonania społeczeństwa, że można dać odmiennej kulturze szansę – metodami dla tego społeczeństwa bliskimi, przystępnymi. Plan ten spotyka się oczywiście z blokadą wyobrażalnie najgorszej telewizyjnej zaściankowości: okrutnej, pełnej hipokryzji, poświęconej mamonie – jednym słowem takiej, w jaką widz jest w stanie uwierzyć (w końcu właśnie tak wyobrażamy sobie ludzi, którzy wypuszczają na antenę kolejną wersję Trudnych spraw). Spotkanie zamienia się w prześmiewczy, błazeński dyskurs polityczny: obśmiewa się media, przedstawicieli Kościoła, dziennikarzy, twórców, a nawet młodych-zbuntowanych. Wykpiwa wulgarnie i obscenicznie, ale przez to jakże współcześnie! Widz ma wrażenie, że aktorzy mówią komentarzami spod artykułów o uchodźcach, z obu stron barykady co jakiś czas jedynie próbując przemycić do tych sztampowych, ale zatrważających poziomem nienawiści, zdań resztki własnej osobowości. Pomiędzy postaciami przechadza się zatroskana sytuacją Matka Boska: nie w niebieskiej skrojonej na wzór europejski sukience, ale w upiętych na włosach chustach.

Mocny przekaz został w Teatrze Polskim ujęty w ramę dosyć nieudolnego performansu (jak przyznał sam reżyser – aktorzy mieli tylko jedną próbę). Ruch sceniczny wydawał się wręcz improwizowany, ale wykonawcy, nawet w sytuacji szczątkowego przygotowania, radzili sobie całkiem nieźle. Zaplanowana natomiast była oprawa scenograficzna: z jednej strony sceny widzieliśmy symboliczne studio telewizyjnych wiadomości, z drugiej – kaplicę, w której przez pewien czas przebywała Matka Boska. Na środku tron Królowej telewizji: skórzana, błyszcząca kanapa. Spektakl nagrywano na żywo dwiema kamerami, z których obraz wyświetlano za aktorami. Zabieg nawiązujący do motywu medialności poza owym odniesieniem nie wnosił jednak wiele do przedstawienia, w którym właśnie tekst, a nie to, co widzimy, był najważniejszy i dopracowany.

Żurowskiemu udało się pokazać na scenie idiotyzm naszych czasów, tak wielki, że pozazdrościliby go nawet czołowi absurdyści. Nasz absurd codzienny, widoczny, „polski”, ten, z którym (przynajmniej w teorii) możemy coś zrobić. Celem reżysera nie wydaje się jednak potężna walka, ale unaocznienie tego, jak jest dziwnie, wulgarnie, nieprzemyślanie, jak bardzo nie kontrolujemy naszych słów, jak bardzo nie wiemy, za kim i po co idziemy. Bardzo poważnie nawołuje do refleksji i wyszydza mowę nienawiści. Co ważne, zostaje postawiona jasna i właściwie niemożliwa do obalenia teza: na naszych oczach dzieją się rzeczy, które są złe, które krzywdzą, ponieważ wynikają z głupoty nienawiści.

Warto jednak zastanowić się nad tym, czyją refleksję chce wzbudzić twórca. Bo dramat, pomimo ukazywania absurdalności rzeczywistości, niestety i tak pogłębia podziały. Bo oto MY klaszczemy, MY rozumiemy żart, MY wiemy, że stwierdzenia padające ze sceny są głupkowate, MY czujemy się dobrze w naszym inteligenckim świecie, który pogardza różnicami, ksenofobią i brutalnym dyskursem ruchów narodowościowych. A tam są ONI kibole, ONI niewyedukowani, ONI nietolerancyjni, ONI dziennikarze-twórcy opinii publicznej, ONI manipulatorzy. Dostaliśmy mocną i bezkompromisową „prawdę”, ale nie zaproszenie do dialogu. Postulat, że mowę nienawiści trzeba obśmiewać, wyszydzać i krytykować w każdym możliwym miejscu podany jest z przekonaniem, że powinien dotrzeć do nich – Innych, których nienawidzimy.

 

Zuzanna Zajt, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 155/2015

Teatr Polski we Wrocławiu

Bartosz Żurowski

Czynne poniedziałki czytanie Wszyscy Polacy, jedna rodzina

reżyseria: Bartosz Żurowski

muzyka: Bogumił Misala

czytają: Sylwia Boroń, Teresa Sawicka, Agata Skowrońska, Janka Woźnicka, Adam Cywka, Marian Czerski, Dariusz Maj, Michał Mrozek, Adam Szczyszczaj

 

Zuzanna Zajt – absolwentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Aktualnie mieszka w przeróżnych środkach transportu. Zawodowo przekonuje dziesięciolatki, że teatr to coś zupełnie innego niż „takie kino, tylko że gorsze”