Niedośniony amerykański sen (The City)

Niedośniony amerykański sen (The City)

Esther Greenwood zawsze wiedziała, że zostanie pisarką. Z małego zapyziałego miasteczka przeprowadzi się do Nowego Jorku i tam spełnią się jej marzenia. W scenerii drogich butików, luksusowych apartamentów, w towarzystwie znanych i sławnych ludzi, zacznie śnić swój amerykański sen. Jak zapewne nikt, kto rusza w podobną drogę, by chwycić szczęście za nogi, nie spodziewa się, jak szybko sielanka może przerodzić się w koszmar.

Esther Greenwood jest bohaterką monodramu Marty Ruszkiewicz The City, a także powieści Sylvii Plath Szklany klosz. Powieści uznanej za autobiograficzną w dorobku pisarki, w której opisuje stany emocjonalne, jakie towarzyszą jej chorobie psychicznej. Właściwie stwierdzenie, że opisuje ona swoje stany emocjonalne, nie jest poprawne. Najlepszą ich charakterystyką jest bowiem brak opisu. Gdy przykładowo Esther dowiaduje się, że jej przyjaciółka powiesiła się, nie jest to w żaden sposób skomentowane, uczucia głównej bohaterki nie są opisane, nie towarzyszy im nawet jeden epitet. Gdy jednak poznaliśmy ją kilka lat wcześniej, jako radosną dziewiętnastolatkę, która właśnie przyjechała na staż do Nowego Jorku, była diametralnie inna. I chociaż już wtedy nieco separowała się od koleżanek z redakcji, była pełna zapału, nadziei.

Marta Ruszkiewicz najwyraźniej zdaje sobie sprawę z zasad, jakimi rządzi się ciekawie zagrany monodram. Najpierw więc próbuje zaskoczyć widza, później zaciekawić, rozbawić, następnie zasiać w nim niepokój, aż w końcu doprowadzić go do trzęsienia ziemi, które zburzy jego dotychczasowe przekonania na temat tego, co widzi. Wszystko po to, aby widz nie znudził się obserwując przez godzinę jedną dziewczynę miotającą się po pustawym pokoju. Aktorka jest przekonująca w roli Esther, która  przybyła do wielkiego miasta i szukała w nim swojego miejsca pomiędzy hotelem, imprezą, kinem, fryzjerem, przyjęciem, hotelem a imprezą – i tak w kółko. W zabawny sposób, który bardzo silnie przykuwa uwagę widzów, opowiada o swoim pierwszym chłopaku, a następnie o tym, jak nie potrafiła podciąć sobie żył albo wybrać odpowiedniego miejsca na zawieszenie stryczka. Poważnie robi się dopiero w momencie, gdy dowiadujemy się, że Esther jest w szpitalu psychiatrycznym, gdzie poddawana jest elektrowstrząsom. Śmiech ma w tym spektaklu zagłuszyć pustkę emocjonalną, nie ma jednak być na nią lekiem, raczej nieskutecznym substytutem. Lekiem są dla Esther nieskuteczne, ale misternie planowane próby samobójcze, które powtarza systematycznie. Odwracają jej uwagę od monotonnego życia pod szklanym kloszem, pod którym znajduje się w odizolowaniu od innych ludzi, problemów i emocji jakie te niosą ze sobą. Nie wiem czy celowym zabiegiem Marty Ruszkiewicz było granie w jednej tonacji przez cały spektakl, czy miało to podkreślać wewnętrzne spustoszenie w bohaterce, która nie jest w stanie poprawnie emocjonalnie reagować na to, co dzieje się wokół niej, więc reaguje cały czas tak samo. Być może ów zabieg miał podkreślać fakt, że Esther opowiada o różnych wydarzeniach ze swojego życia z perspektywy czasu i perspektywy choroby. Jeśli tak, to brakowało mi w nim nuty neurotyczności, powściągliwości, atmosfery niepokoju, niedostępności. Ruszkiewicz gra non stop względnie szczęśliwą pannę z dobrego domu. Ratuje ją świetnie napisany tekst Sylvii Plath, który jest na tyle wymowny, że nie ma potrzeby naddawania do niego zbyt wiele. Gdyby nie to, powstałby dramat na motywach Seksu w wielkim mieście oczami pacjentki oddziału psychiatrycznego. Ani nie byłoby to zabawne, ani refleksyjne.

Warto wspomnieć, że spektakl grany jest w języku angielskim. Twórcy motywują ów zabieg tym, że ich dzieło ma być skierowane m.in. do studentów którzy w ramach programu Erasmus odwiedzają Łódź i nie znajdują w niej oferty kulturalnej dla siebie. Polecam spektakl nie tylko osobom płynnie posługującym się tym językiem. The City będzie zrozumiały także dla osób próbujących swoich sił w starciu angielszczyzną, jednak odradzam go osobom, które nie posługują się nim w ogóle. Jest on bowiem, jak to monodram, nieco przegadany, działania nie zawsze są redundantne w stosunku do słów, chwilami intuicyjnie nie sposób domyślić się, „o co chodzi”. Osobiście żałuję też, że spektakl miał swoją premierę w końcowej fazie sezonu teatralnego. Z przyjemnością obserwowałabym, jak rozwija się, co się w nim zmienia, jak dojrzewa. Niestety, kilka wieczorów z nim jakie jeszcze przed widzami, to nieco za mało. Mam tylko nadzieję, że w przyszłym sezonie znajdzie on swoje miejsce w jakimś innym teatrze, gdy deski Studyjnego zostaną zajęte przez nowy rocznik studentów Wydziału Aktorskiego Filmówki.

Sandra Kmieciak, Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 95/2014

Teatr Studyjny w Łodzi

The City

Monodram na motywach powieści Szklany klosz Sylvii Plath

reżyseria: Izabela Aleksandrowicz

obsada: Marta Ruszkiewicz

premiera: 28 marca 2014

fot. mat. teatru