Niech Ci się zdaje, że to było dobre (Murzyn warszawski)

Niech Ci się zdaje, że to było dobre (Murzyn warszawski)

Najnowsza produkcja Teatru Wybrzeże w reżyserii Adama Orzechowskiego zapowiadała się świetnie. Komedia Antoniego Słonimskiego Murzyn warszawski powróciła bowiem na scenę po ponad siedemdziesięcioletniej nieobecności. Przed zajęciem miejsca na widowni, z podekscytowaniem można było zadać sobie kilka pytań. Czy tekst dobrze osadzi się we współczesności, czy może problemy międzywojnia absolutnie nie wpisują się w znaną nam codzienną rzeczywistość? A może warsztat literacki Słonimskiego utracił swój potencjał? Sztuka była przecież chętnie oglądana przez publiczność przed wybuchem II wojny światowej, później o niej zapomniano, jak się jednak okazuje nie bezpowrotnie. Na teatralną scenę komedia trafiła ponownie pod pretekstem zgłoszenia spektaklu do konkursu Klasyka Żywa, co dało nadzieję, że tekst na scenie nie będzie jedynie odkopanym reliktem przeszłości. Możliwość wysłuchania napisanego barwną polszczyzną utworu Słonimskiego, który obfituje w niebanalne odniesienia do literatury i sztuki, jest powodem, dla którego warto wybrać się na to przedstawienie. Niestety, jednym z niewielu

Realizacja Orzechowskiego jest jak balonik, który nie pęka niespodziewanie. To nie ten rodzaj balonika. Z tego zostaje jedynie spuszczane powietrze. Początkowo sprawia on jednak imponujące wrażenie. Napięcie rośnie od pierwszych chwil. Zanim widownia zajmie swoje miejsca, jest czas na delektowanie się wspaniałą scenografią Magdaleny Gajewskiej, która zaskakuje prostotą pomysłu. Na scenie tylko kilka mebli z pierwszej połowy XX wieku. Na ścianie wisi odwrócona Menora monstrualnej wielkości. Szczególną uwagę zwraca maskotka leżąca na kanapie, która finalnie okazuje się kotem i to nie byle jakim, bo interaktywnym! Notabene pod koniec przedstawienia jest ona już bardziej męcząca niż zabawna. A wszystko to w zamkniętym białym pudełku. Laboratoryjną galerię przecinają dwa czerwone pasma, które symbolizują polskość. Na nich wyświetlone są okładki książek. Wszystkie tytuły dotyczą Polski i Żydów. Światła rozwarstwiają przestrzeń, która wcale nie jest tak sterylna, jak to się początkowo wydaje. Nie ma wątpliwości, czego dotyczy spektakl. A idąc dalej, jakie problemy towarzyszą głównemu bohaterowi…
Hertmański, a poprawniej Hertman, marzy o tym, by być poważanym w swoim środowisku. Mieszka ze swoją rodziną w Warszawie. Jako właścicielowi księgarni wydanie córki za urzędnika MSZ-u, pozwoliłoby mu na dożywotni szacunek i wysoki status w społeczeństwie. Niespodziewanie otrzymuje spadek po nielubianym bracie, który zajmował się prowadzeniem domu publicznego w Ameryce. Pieniądze, które zarobione zostały w niechlubny sposób, wprowadzają w rodzinie zamęt. Hertmański opornie daje się przekonać do przyjęcia spadku. To jednak tylko pozorny opór, ponieważ szybko przyzwyczaja się do roli bogacza, nie otrzymując jeszcze obiecanej sumy. Snuje plany o porzuceniu swojego obecnego życia. Zaczyna od obdarowywania znacznymi sumami instytucji, z którymi powiązane są poważane w świecie politycznym persony. Główny bohater, zarozumiały i samolubny, próbuje imponować swoją wiedzą oraz obyciem towarzyskim.. Głęboko zanurzony w romantycznych ideologiach, czyta Pana Tadeusza czy Konrada Wallenroda, a co więcej – recytuje fragment Testamentu Juliusza Słowackiego. Co z tego, że jednak zostanie po nim ta siła „feralna”, a nie „fatalna”. Kondek nie uznaje także wycieczek córki do Zachęty, chociaż „za młodu nie było obrazu, którego nie rozpoznałby z zamkniętymi oczami”.
Postacie reprezentują przekrój społeczeństwa. Od małomiasteczkowej ciotki z Mławy po francuskiego arystokratę. Ważniejsze od knucia intrygi przez głównego bohatera, są zarzuty stawiane wobec społeczeństwa. Wydają się być prawdami generalnymi, ponadczasowymi. Przede wszystkim ludzie zapatrzeni są w Zachód. Szczególnie ważne zdają się kontakty z zagranicznymi urzędnikami, studia we Francji czy tylko odwiedziny szwagra w mieście. Większość bohaterów lubi się obracać w towarzystwie umiejscowionym o szczebelek wyżej niż oni na drabinie społecznej. Nie ma znaczenia, jak zostanie się potraktowanym, ponieważ „tam” jest zawsze lepiej niż „tu”.Zarządzający miastem również starają się podwyższyć standard życia, zlecając wykonanie remontów, jednak, niestety, tylko z zewnątrz… Obwinione zostaje także
społeczeństwo, które niepotrzebnie zawraca głowę rządzącym, zwracając się do nich ze swoimi błahymi problemami. Fragment „ministrowie wcześnie wstają, bo chcą być dłużej ministrami” zgrabnie oddaje zadufanie i zapatrzenie w siebie tych wyżej postawionych, co rozbawia widownię. Poruszona zostaje też kwestia homoseksualizmu, która pojawia się w wątku znajomości między synem głównego bohatera i odwiedzającym go przyjacielem domu .
Smutnie widziana jest Polska oczami Słonimskiego. U niego każda postać należy potencjalnie do grupy wykluczonych. Do każdej z nich przypisane są problemy, które jednak rozmywają się u Orzechowskiego. W jego reżyserii tekst traci swoją wymowę. Szkoda, bo można było mocniej wyostrzyć problematykę utworu w zabawny, a nie groteskowy, mocno przerysowany sposób. Aktorzy karykaturalnie przedstawiają swoje postaci, niezgrabnie biegając po scenie. Spektakl, szczególnie w drugiej części wydaje się przydługi, co czyni go nierównym i bez tempa. Dzieje się tak mimo towarzyszącej muzyki, w dużej części granej na żywo, której zadaniem było utrzymanie wartkości akcji. Nie pomagają także akrobatyczne figury – pokaz umiejętności syna Hertmańskiego. Problem polega na tym, że nie można temu przedstawieniu ani nadać miana fatalnego, ani wspaniałego. Jest po prostu nijakie, z nierozwiniętym pomysłem, który mógł być przepisem na sukces. Można jednak podążać za ulubioną radą Poli Hertmańskiej „niech Ci się zdaje, że…” to było dobre.

Natalia Osińska, Teatralia Trójmiasto
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 145/2015

Teatr Wybrzeże w Gdańsku
Antoni Słonimski
Murzyn warszawski
reżyseria: Adam Orzechowski
scenografia: Magdalena Gajewska
muzyka: Marcin Mirowski
obsada: Joanna Kreft-Baka, Katarzyna Z. Michalska, Marzena Nieczuja-Urbańska, Krzysztof Gordon, Michał Jaros, Maciej Konopiński, Jarosław Tyrański, Piotr Witkowski
premiera: 17 lipca 2015
fot. materiały teatru