Nie urzekła mnie, Kostek, twoja historia (Morfina)

Nie urzekła mnie, Kostek, twoja historia (Morfina)

Wbrew temu, co odpowiada ci na pytanie o urzekanie jedna z twoich kochanek, nie jest to historia jakich wiele. Bo i żaden z ciebie bohater na piedestale czy kamień na szaniec. Z jednej strony uciekasz więc od stereotypu, Kostek, ale z drugiej pławisz się w nim jak w twojej złociutkiej morfinie.

Oczywiście wszystko z gracją i elegancją, puszczamy do siebie oczko, tutaj to tylko taka gra, zabawa, o czym dobitnie przypominają nam toaletki rozstawione po obu stronach sceny, przy których przebierają się i zmieniają role aktorzy. Od tego jest przecież fantazja, żeby się bawić, a tę masz iście ułańską, ale i po ułańsku ograniczoną do wódki, używek, dziwek i mamusi. I dlatego właśnie jesteś bohaterem historii jakich wiele, czy raczej historii jakich wiele kolektywnym wysiłkiem pamiętania i przypominania sobie wymyśliliśmy, choć raczej nie wydarzyły się one naprawdę.

Jedna z orbitujących dookoła Kostka kobiet, Panna Jadzia, wypowiada (słowami Swietłany Aleksijewicz) chyba jedną z najważniejszych w tym przedstawieniu kwestii: „Jest rok 1950. Jestem nauczycielką historii. Lekcja pierwsza: Nigdy nie wiemy wszystkiego do końca. Nie znamy wszystkich przeżytych uczuć, całej prawdy. O żadnym wydarzeniu. Pięć lat temu umarła wojna”. A co dopiero można powiedzieć o wydarzeniach, które miały miejsce 75 lat temu? Niewiele wiemy na pewno. Tym bardziej, że Morfina to tak naprawdę głównie opowieść o dwudziestoleciu, które właśnie na naszych oczach rozpada się jak domek z kart. Pozostało z niego życie wyobrażone, niemal natychmiast zawłaszczone, a czasem wręcz wytworzone przez popkulturę: dancingi, Ziemiańska, Tuwim, piękne kobiety i tchnąca dziś urokiem bezpowrotnie utraconego czasu moda.

W tej zabawie w odtwarzanie i tworzenie minionego nie może zabraknąć elementów kluczowych: wojska polskiego, wizyty w Adrii, zapomnianych już właściwie, ale (właśnie!) promieniujących czarem dekadencji narkotyków takich jak opium i tytułowa morfina, no i oczywiście muzyków i szansonistki z barwnym piórem w kapeluszu, ewentualnie lisem na ramieniu. Pięknie wystylizowany zespół Chłopcy kontra Basia pełni tu zresztą kluczową rolę – odmierza tempo akcji, zapewnia podkład nie tylko muzyczny, ale w niektórych scenach wręcz całą ścieżkę dźwiękową, łącznie z tętnieniem końskich kopyt i odgłosami dawania sobie po twarzy. Bo co Polak i bon vivant może robić, jak nie dawać w mordę facetowi, z którym zdradza go kobieta? Oczywiście tortury to już specjalność niemieckiej strony Kostkowej genealogii.

W takim pięknym obrazku nie może zabraknąć kobiet. To właśnie one kształtują życie głównego bohatera, a wszystkie są równie dopasowane do niemal archetypicznych ról i zmitologizowane, co cała przedwojenna otoczka. Mamy więc nadopiekuńczą, tłamszącą mężczyzn matkę, oziębłą żonę marzącą o roli wdowy po bohaterze i dziką, nieokiełznaną kochankę-prostytutkę (Salome). Z kolei konspiracyjna działaczka Dzidzia co prawda nieco wyłamuje się z tego trójkąta bermudzkiego, ale za to niebezpiecznie przypomina dziewczynę Bonda. Nieco zinfantylizowanym postaciom kobiecym reżyserka przeciwstawia dosłownie infantylnego Konstantego. W jednej ze scen Paweł Smagała zostaje zastąpiony przez małego chłopca, który w rozbrajający sposób przyznaje się do słabości do morfiny, wódki i kobiet oraz prowokacyjnie stwierdza „nie przeszkadza mi, że na mnie patrzycie”. Taki właśnie jest urok Kostka – widzimy jego niedojrzałość i oportunistyczne zachowania, ale jednocześnie jest on w pewien dziecięco uroczy sposób szczery.

Nie do końca jest jednak tak, że to my patrzymy na Kostka – raczej oglądamy świat jego oczami. Dlatego właśnie postaci są czasem karykaturalnie wykrzywione i sprowadzone do prostych, wygodnych szufladek, w których umieścił je bohater. Palącym problemem jest dla niego kwestia przynależności narodowej – ta bowiem jest na tyle skomplikowana, że nie daje się tak łatwo zrozumieć i usystematyzować. Fabuła sprowadza się właściwie do coraz bardziej gorączkowego poszukiwania odpowiedzi na pytanie: „co należy zrobić?”. Kostek jest jednak niezdolny do podjęcia decyzji przy wykluczających się wzajemnie, napierających na niego różnorakich zobowiązaniach wynikających z bycia Polakiem, Niemcem i Ślązakiem, mężem, synem i kochankiem. Wybiera więc brak wyboru, złoty pyłek morfiny, która w drugiej części przedstawienia destabilizuje kompletnie wszelkie pozory fabularności, jeszcze bardziej odrealniając sceniczną rzeczywistość.

Ewelina Marciniak inscenizuje rzeczywistość wyobrażoną, wydobytą ze świadomości bohatera i popkulturowych wyobrażeń na temat tamtej epoki w o wiele bardziej ironiczny sposób niż czynił to Szczepan Twardoch. Jej spektakl nie jest zresztą wierną adaptacją powieści, a raczej wielopiętrową fantazją na temat fantazji wykreowanej przez pisarza. Świadome używanie konwencji teatralnej nie ratuje jednak Morfiny przed ugrzęźnięciem w banale.

 

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 155/2015

 

Teatr Śląski im. S. Wyspiańskiego w Katowicach

Morfina

reżyseria: Ewelina Marciniak

adaptacja i dramaturgia: Jarosław Murawski

scenografia i reżyseria światła: Katarzyna Borkowska

kostiumy: Katarzyna Borkowska, Paula Grocholska

choreografia: Dominika Knapik

muzyka: Chłopcy Kontra Basia (Barbara Derlak, Marcin Nenko, Tomasz Waldowski / Michał Heller)
realizacja światła: Maria Machowska / Szymon Adamczyk
realizacja dźwięku: Mikołaj Lichtański / Mirosław Witek
maski wilków: Aleksandra Stawik
asystent reżyserki: Anna Kadulska
inspicjentka: Dagmara Habryka
suflerka: Anna Wesołowska
obsada: Konstanty (Paweł Smagała), Dzidzia (Aleksandra Fiełek), Salome (Agata Woźnicka), Hela/Panna Alicja (Anna Kadulska), Iga/Panna Jadzia/Zosia (Natalia Jesionowska), Matka / Czesławowa Paszkowska / Łubieńska (Violetta Smolińska), Ojciec / Peszkowski / Inżynier / Efik (Artur Święs), Jacek / Sturmführer Merkel / Hermann / Chochoł / Alfred (von) Konieczny (Mateusz Zaniecki), Kalabiński / Drugi / Płeszczyński (Bartłomiej Błaszczyński), Młody (Karol Huget)
premiera: 8 listopada 2014

fot. M. Fielek

Aleksandra Spilkowska – ur. 1992, studentka krytyki literackiej i wiedzy o teatrze, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.