Nie tu i nie teraz (Biesy)

Nie tu i nie teraz (Biesy)

Natalia Korczakowska, dyrektorka artystyczna warszawskiego Teatru Studio, po raz kolejny stawia wysoko poprzeczkę widzom i konfrontuje ich z wielką literaturą. Po, kontrowersyjnym i wzbudzającym wiele ambiwalentnych uczuć, spektaklu Berlin Aleksanderplatz reżyseruje Biesy. Wymagająca, absorbująca, subtelna, ale i pełna niejednoznaczności powieść o dziewiętnastowiecznej Rosji, w adaptacji Adama Radeckiego, zostaje przeniesiona na deski teatru. Jednak obejrzawszy Biesy pojawia się pytanie, czy dla widzów największym intelektualnym wyzwaniem rzeczywiście jest mistrzowska proza Fiodora Dostojewskiego, czy też spektakl należy zakwalifikować jako „szczególnie wymagający” ze zgoła innych powodów?

Dla widzów przybywających na nowy spektakl Teatru Studio dostępne są materiały promocyjne, w których znaleźć możemy przeprowadzony przedpremierowo wywiad z reżyserką. Czytamy w nim: „Nie ma sensu robić w teatrze ciągle tych samych rzeczy, zwłaszcza kiedy myśli się o nim jako o dialogu z rzeczywistością, a nie jak o muzeum konwencji nieaktualnych problemów i relacji społecznych”. Tymi słowami Korczakowska odpowiada na pytanie, czy swojej inscenizacji Biesów nie wolała oprzeć na, klasycznej już, adaptacji Alberta Camusa. Spodziewamy się więc sztuki zaangażowanej, refleksyjnej, świeżego ujęcia stu-pięćdziesięcioletniej powieści. Ma być przede wszystkim a k t u a l n i e, toteż nikt – świadomy obecnej sytuacji politycznej i społecznej – ze zrozumieniem spektaklu nie powinien mieć problemu. Niestety, starając się nadążyć za trzygodzinnymi Biesami Korczakowskiej (co dla widzów niezaznajomionych z powieścią jest niemalże niemożliwe), odnosimy wrażenie, że prezentowane dzieło sceniczne całkowicie dysonuje z założeniami reżyserki przedstawianymi chociażby we wspomnianym wywiadzie. Trudno do tego spektaklu odnieść się jednoznacznie, ująć jako spójną całość, gdyż on sam z pewnością takowej nie stanowi – zamiast wprost zachwycać czy rozczarowywać, pozostawia widzów skonfundowanymi, z nieodpartym wrażeniem, że gdzieś w procesie twórczym pojawił się poważny zgrzyt. W efekcie oglądamy spektakl, który jawi się jako mętny kolaż niejasnych odniesień i niezgrabnie dobranych fragmentów powieści.

Znając jedynie zapowiedź przedstawienia lub chociaż pobieżnie przyglądając się powieści, nietrudno domyślić się, że najnowsza produkcja Teatru Studio będzie poruszała temat powtórnie panoszących się we współczesnym świecie wielkich ideologii. Zostaną wypunktowane niebezpieczeństwa i skutki popadania we wszelkie ideowe manie, sprawdzane będą granice ludzkiej wolności, nie obejdzie się bez porównań do gwałtownie radykalizującego się społeczeństwa oraz skłonności do uwodzicielskich, pełnych obietnic słów i patosu po każdej stronie sceny politycznej. Jednak Korczakowska, podejmując temat w istocie niezwykle ważny i aktualny, wspierając się przy tym niebanalnymi przemyśleniami i analizą Dostojewskiego, realizuje go w sposób wyjątkowo banalny, płytki, niekonsekwentny. Chyba wbrew własnym założeniom stwarza spektakl zupełnie nieosadzony w historycznym kontekście, oderwany zarówno od świata współczesnego, jak i rzeczywistości rosyjskiej sprzed niemal dwóch wieków. Akcja nie rozgrywa się w żadnej konkretnej czasoprzestrzeni, co w tym przypadku nie jest przykładem postępowości i próby uniwersalizacji dzieła, ale chaosu. Scenografię stanowią trzy pleksiglasowe, ruchome bloki, rodem ze spektakli Warlikowskiego. Ich wnętrza urządzone są na modłę współczesnego minimalizmu – białe, zimne, z pojedynczymi akcentami w postaci miękkich, obrotowych foteli. Postacie swoim ubiorem również przynależą do dnia dzisiejszego. Biesy Korczakowskiej, zupełnie pozbawione klimatu oryginalnego dzieła, wciąż fabularnie próbują trzymać się powieści. W efekcie otrzymujemy szereg niespójnych, pozbawionych napięcia scen; czasami twórcy niezdarnie próbują puszczać do nas oko (jakoby sugerując, że w tym miejscu następuje analogia do współczesnej Polski), przez większość czasu jednak przedstawiając historię wytartą z pierwotnych znaczeń, której zapomniano przy tym dopisać nowe.

Spośród tego festiwalu zaledwie muśniętych odniesień i niepogłębionych kontekstów, nie sposób wyłuskać myśl przewodnią spektaklu. Uwagę mają szansę przykuć jedynie pojedyncze elementy, jak, na przykład, wzruszająca rozmowa o szczęściu i samobójstwie, odbywana pomiędzy Kiriłłowem (Robert Wasiewicz) a Stawroginem (Krzysztof Zarzecki) – gdzie w obracającym się samorzutnie pomieszczeniu, przy akompaniamencie onirycznej, współczesnej piosenki, pada stwierdzenie, że nawet ludzie szczęśliwi nie są szczęśliwi, ponieważ sami nie wiedzą o tym, że są szczęśliwi. Na wyróżnienie zasługuje Robert Wasiewicz, który pomimo kreacji bardzo podobnej do tej przedstawionej w Berlin Aleksanderplatz – zmanierowanego drag queen – ze swoją odmiennością od pozostałych rozkrzyczanych i rozdygotanych bohaterów, wydawał się przejmująco autentyczny. Słuchając jego nihilistycznych monologów, choć świadoma ich niezwykłej pretensjonalności, byłam gotowa przyjąć prezentowaną przez Kiriłłowa filozofię. Niestety, w ten sposób kwestia wolności do samobójstwa zupełnie przyćmiła galimatias pozostałych niewyraźnie zarysowanych wątków, co zapewne nie było nadrzędnym celem oglądanych Biesów.

Ich odbiór rzeczywiście stanowi nie lada wyzwanie, lecz nie ze względu na poważną wymowę dzieła, ale niemożność nadążenia za scenicznym chaosem i uchwycenia w przekazie jakiegokolwiek konkretu. Przemyśleń reżyserki nie sposób zanegować, lecz powstały na ich bazie spektakl jest chybiony i niestety nie trafia – w żadne tu i teraz.

Olga Ciężkowska, Teatralia Warszawa

Internetowy Magazyn "Teatralia", numer 230/2018

Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza

Fiodor Dostojewski

Biesy

reżyseria: Natalia Korczakowska

adaptacja: Natalia Korczakowska, Adam Radecki

dramaturgia: Adam Radecki

scenografia: Nicolas Grospierre, Olga Mokrzycka – Grospierre

reżyseria światła: Aleksander Prowaliński

kostiumy: Marek Adamski

muzyka: Marcin Lenarczyk, Wojtek Zrałek – Kossakowski

reżyseria video: Marek Kozakiewicz

efekty specjalne: Andrzej Słomiński

oobsada: Stanisław Brudny, Irena Jun, Tomasz Nosinski, Monika Obara, Anna Pruszyńska, Marcin Pempuś, Bartosz Porczyk, Halina Rasiakówna, Andrzej Szeremeta, Robert Wasiewicz, Ewelina Żak, Krzysztof Zarzecki, Mirosław Zbrojewicz, Karolina Feluch, Artur Karolak, Maria Pisera, Stanisław Przeździęk, Andrzej Słomiński, Elżbieta Smoderek, Julia Szewczyk

premiera: 26 stycznia 2018

fot. Krzysztof Bieliński

 Olga Ciężkowska – studentka Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych UW na kierunkach filozofia i kulturoznawstwo, recenzentka „Teatraliów”.