Nie-spektakle nie-tańca (tajemnicza rzecz, powiedział e.e. cummings*)

Wycinek twórczości Very Mantero zaprezentowany podczas tegorocznej edycji Krakowskich Reminiscencji Teatralnych można określić jako mikrokolekcję strategii negatywności. Niemożliwość, nieobecność, niechcenie i tym podobne słowa stanowią fundament tego eksperymentalnego świata. W dwóch na trzy niespełna dwudziesto-minutowe prezentacje brakuje też wyraźnego domknięcia. Siła dramaturgii ustępuje niemocy improwizacji.

Z ciemności bardzo powoli wyłania się najpierw zarys głowy, a następnie całej sylwetki, by wreszcie naszym oczom ukazała się hybryda kobiety i fauna. Tak rozpoczyna się zmysłowy performens tajemnicza rzecz, powiedział e.e. cummings*. To rodzaj hołdu dla Josephiny Baker, ekscentrycznej tancerki pochodzenia afroamerykańskiego, zwanej też Czarną Wenus. Kiedy oświetlenie pozwala wreszcie przyjrzeć się rysom twarzy performerki, można rozpoznać stylizację à la lata 20. i 30. ubiegłego wieku, czyli czasy, gdy Baker zdobyła światową sławę. O wiele bardziej niejednoznaczna wydaje się pozostała część kostiumu. Wygląda na to, że ciało Mantero nie tyle jest ubrane, co pomalowane specjalną farbą (możliwe, że to kolejna gra – nie-nagość), a na stopach zamiast butów ma… kopyta. Może być zarówno żeńską wersją satyra, jak i dosyć odległą aluzją do przechadzek Baker ulicami Paryża z gepardem u boku. Zresztą sama tancerka bywała często porównywana do egzotycznego zwierza.

Ponadto ten ubiór sceniczny podporządkowuje sobie ciało artystki – kopyta wymagają wzmożonej, nieustającej pracy nad utrzymaniem równowagi. Chwiejąca się sylwetka kobiety chwilami wywołuje różne odczucia – od lekkiego znużenia powtarzającym się, niefrasobliwym ruchem, do niemal współczucia komuś, kto sam sobie narzucił rygory niemożliwe do wypełnienia.

Działanie performerki ogranicza się do wyrzucania z siebie wspomnianych już słów – zaprzeczeń, negacji, ogólnego rozpadu. Niektóre (jak ślepota lub smutek) ogrywa bardziej ilustracyjnie, inne z kolei akcentuje tylko werbalnie. Jej francuski brzmi obco i nawet nie stara się zbudować z widzami iluzji dialogu. W tym przypadku sztuka staje się zaporą – niewidzialną, ale też nieprzekraczalną ścianą między Mantero a publicznością. Performens urywa się w pewnym momencie. Światła na widowni zapalają się, a obsługa prosi o opuszczenie sali i udanie się na przerwę przed kolejnym pokazem.

Jako druga zostaje zaprezentowana etiuda taneczna Może powinna najpierw tańczyć, a potem myśleć. Tym razem Vera Mantero stara się uwieść publikę zwiewną sukienką i refleksją na temat nieustannego przepływu czasu. Przestrzenią akcji jest umowny kwadrat wyznaczony przez cztery zwisające z sufitu serpentyny zakończone kawałkami wosku umieszczonymi bezpośrednio nad czterema lampami naftowymi. Artystka zapala lampy zaraz po wejściu na scenę i tym samym wykonuje coś w rodzaju gestu wyzerowania zegarka lub odwrócenia klepsydry. Inaczej mówiąc – ustanawia swój własny czas. Ale znowu – wszelkie interpretacje dozwolone, a o wyodrębnieniu wyraźnego końca można tylko pomarzyć, bo performens wcale się nie kończy – jak pewnie byśmy chcieli – z chwilą stopienia wszystkich kawałków wosku.

Najciekawsza jest w każdym razie relacja między tańcem a muzyką. W najbardziej tradycyjnym podejściu melodia stanowi ułatwienie dla tancerza. W najbardziej przewrotnym – dźwięk dobiera się jako absolutne przeciwieństwo do działań tańczącego i tym samym stawia się go w sytuacji jawnej konfrontacji. A tu mamy do czynienia z eksperymentem, gdzie na rzucone wyzwanie Mc Kenziego: „Perforuj albo…” muzyka skłania się raczej ku nieokreślonemu wielokropkowi. Ruby, My Dear ballada jazzowa skomponowana przez Theloniousa Monka, która sączy się z głośników, nie jest ani sprzymierzeńcem, ani tym bardziej wrogiem Matero. Po prostu trwa określoną chwilę, kończy się, powraca za jakiś czas. Podobnie jak sekwencje w układzie choreograficznym Portugalki.

Eksperymentalne trio zamyka Olimpia, czyli performatywny traktat o sztuce inspirowany myślą francuskiego malarza i rzeźbiarza, Jeana Dubuffeta. Na tle zaprezentowanych wcześniej wypowiedzi artystycznych ta ostatnia wyróżnia się specyficznym poczuciem humoru i o wiele bardziej narracyjnym podejściem do tematu. Performerka wystylizowana na Olimpię, bohaterkę najsłynniejszego chyba obrazu Maneta, zza kulis wciąga na scenę łóżko, aby dopełnić ożywienia malarskiego arcydzieła. Wypowiada przy tym – w dużym uogólnieniu – sądy o współczesnej kulturze, które same w sobie mogłyby brzmieć niezbyt już świeżo (premiera odbyła się w 1993 roku), ale ratuje je forma. I zawadiacka Mantero, starająca się wygrać z uporczywą sennością podczas pozowania do obrazu, by w finale i tak spaść z łóżka.

O ile po tych trzech solowych próbkach twórczości Portugalki można stwierdzić, że nie boi się ona balansowania na granicy koncepcji dzieła otwartego, eksperymentu i pretensjonalnej amatorszczyzny, o tyle pisząca te słowa boi się podsumowania. Trudno przecież żądać syntezy tego, co programowo dąży do rozpadu.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 111/2014

19 Krakowskie Reminiscencje Teatralne, Kraków, 4-12.10.2014

tajemnicza rzecz, powiedział e.e. cummings*

koncepcja i wykonanie: Vera Mantero
charakteryzacja: Alda Salavisa (pierwowzór rysunku: Carlota Lagido)
rekwizyty: Teresa Montalvăo
projekt oświetlenia: Joăo Paulo Xavier
realizacja światła: Bruno Gaspar
kierownictwo produkcji: Culturgest, Lisbon, 1996; Homage to Josephine Baker
wsparcie: Casa da Juventude de Almada, Forum Dança, Re.Al / Amascultura

premiera: 1996

 

Może powinna najpierw tańczyć, a potem myśleć

koncepcja i wykonanie: Vera Mantero
obsługa planu: André Lepecki
projekt oświetlenia: Joăo Paulo Xavier
realizacja światła: Bruno Gaspar
muzyka: Ruby, My Dear by Thelonious Monk
kostiumy: Vera Mantero
wsparcie finansowe: Instituto da Juventude
wsparcie: Companhia de Dança de Lisboa

premiera: Pós d’Arte, 1991

 

Olimpia

na podstawie Asphyxiating Culture Jeana Dubuffeta

koncepcja i wykonanie: Vera Mantero
projekt oświetlenia: Joăo Paulo Xavier
realizacja światła: Bruno Gaspar
tekst: Jean Dubuffet
muzyka: Excerpts of Bakma Pygmy music, Cameroon
premiera: 1993

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii – UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.