Nie mówimy jednym głosem (Jeden gest)

Nie mówimy jednym głosem (Jeden gest)

Wojtek Ziemilski nie poddaje się tendencji wpływania na postawy widza poprzez bezpośrednie atakowanie go. Społeczne zachowania zostają w Jednym geście skrytykowane w zupełnie inny, subtelniejszy, a przy tym zdecydowanie mocniej oddziaływający, sposób. Zamiast kierować ze sceny niemal agresywne zarzuty o bierność i obojętność na przedstawiane problemy – a taką ścieżkę wybiera obecnie wielu twórców teatralnych – reżyser ogranicza się do subtelnego uzmysławiania widzom, jakie trudności czyhają w życiu codziennym na jego bohaterów. Twórcy nie wyciągają palca, by wskazać na oglądających spektakl jako winowajców społecznej marginalizacji Głuchych, a w zamian za to zapoznaje publiczność z problematyką bycia osobą niesłyszącą w słyszącym społeczeństwie i pozostawia wiele miejsca do osobistych refleksji nad tym, co można w jego spektaklu zobaczyć i… usłyszeć.

Mając możliwość usłyszenia na wskroś autentycznych, pozbawionych zbędnego patetyzmu czy budowanych na siłę emocjonalnych zagrywek, relacji czwórki Głuchych zaproszonych do udziału w spektaklu, zostajemy niemalże bezdyskusyjnie zobligowani do postawienia sobie niełatwych pytań. Świadectwa, które płyną ze sceny – częściowo wymigane, częściowo wypowiedziane – nie pozwalają na obojętność. Ziemilski nie wzywa do rewolucji, do rzucenia się na ratunek wyobcowanym Głuchym, a jedynie (lub aż!) zachęca do ich wysłuchania i dostrzeżenia.

Chociaż esencją spektaklu są osobiste historie jego bohaterów, Ziemilski nie rezygnuje z tworzenia wokół nich ciekawego przedstawienia, nie odbierając tym samym zaproszonym przez siebie amatorom pełnoprawnego występu na scenie i bycia częścią teatralnego przedsięwzięcia. Sam daje tym samym dowód na to, że traktowanie osób pozbawionych słuchu na równi z ludźmi, u których wszystkie zmysły działają prawidłowo nie jest niemożliwe. Odmawiając sobie oraz bohaterom-aktorom Jednego gestu możliwości pójścia na skróty, udowadnia, że ryzyko może się opłacić.

Spektakl w znaczącej części stanowią monologi czwórki zaproszonych do udziału performerów – Jolanty, Pawła, Marty i Adama. Każdy z nich zmaga się z innym stopniem utraty słuchu, w innych okolicznościach został osobą Głuchą i w odmiennych warunkach uczył się języka migowego. Ziemilski gromadząc na scenie tak zróżnicowanych uczestników, zwraca uwagę na fakt, że nie da się społeczności Głuchych potraktować jako zbiorowości spójnej, zgodne w swych poglądach, doświadczeniach i potrzebach. Jedna wspólna cecha wysuwa się jednak w Jednym geście na plan pierwszy – marzenie o lepszej komunikacji pomiędzy światem słyszących i niesłyszących.

Podczas solowych występów każdy z performerów ma szansę opowiedzieć swoją historię, podzielić się doświadczeniami i przybliżyć swój punkt widzenia: ze sceny padają słowa oraz migi o wstydzie, o wykluczeniu i braku szacunku ze strony społeczeństwa czy o wzajemnych relacjach między Głuchymi. Kilkakrotnie podkreślona zostaje jednak rola spektaklu i rządzące nim prawa, które w znaczący sposób determinują to, jak intymne relacje uczestników korelują z formą wyreżyserowanego przedstawienia. Jeden z bohaterów spektaklu zwraca uwagę na osobę reżysera, wspominając w żartobliwy sposób, że tekst jego monologu był długo dopracowywany oraz rozbudowywany przez Ziemilskiego. W efekcie jego pierwotny autor potrzebuje nagrania wysłuchiwanego przy pomocy słuchawek, by nie pomylić się i powiedzieć wszystko, co ma do powiedzenia. Obnaża w ten sposób mechanizm teatralnej produkcji – motyw ten powtarza się jeszcze kilka razy i rzuca nowe światło na celowość powstawania projektu Jeden gest. Autentyczne historie, ich prawdziwi bohaterowie i na wskroś prawdziwy problem – głuchota – zostają uzupełnione tak, by stworzyły sceniczne wydarzenie.

Umowność teatralnej iluzji przybiera jednak w spektaklu Ziemilskiego nieco inną niż to zazwyczaj bywa formę, ze względu na zaangażowanie wiarygodnych uczestników, którzy wnoszą do niego własne świadectwa. W tym kontekście niezwykle ważna uwaga pada także z ust Marty – kolejnej z uczestniczek spektaklu – która wprost wyjaśnia, że z zewnątrz, z pozycji widza nie da się odróżnić tego, co jest jej opinią, a co intencją i innowacją reżysera. W podobny sposób definiuje swój udział w projekcie – nie czuje się reprezentantką Głuchych, nie otrzymała bowiem od nich takiego pełnomocnictwa i nie może uzurpować sobie prawa do mówienia w ich imieniu. To bardzo ważny i odważny zabieg, poprzez który Ziemilski zdaje się wyzbywać nadmiernej pychy i twórczej buty, by z pozycji wszechwiedzącego artysty nieść światu obiektywne przesłania. Reżyser jest świadomy – i stara się uświadomić to także widzom – że pracując nad Jednym gestem nie posiadł całej wiedzy o tym, co odróżnia świat Głuchych od świata ludzi słyszących ani nie pojął istoty głuchoty. Jeżeli w imieniu Głuchych nie może mówić Marta, tym bardziej nie może w ich imieniu mówić Wojtek Ziemilski – i na szczęście nie stara się tego robić.

Po indywidualnych występach performerzy ukrywają się za tekturową ścianką, w której zostają wycięte dziurki, pozwalające im na podglądanie publiczności oraz na wystawienie rąk, by mogli w kolejnej scenie posługiwać się miganiem. W tej części spektaklu dużą rolę odgrywa tłumaczka-lektorka, która kieruje odtwarzaną na scenie mini-lekcją języka migowego – a właściwie jego czterech odmian: polskiego, szwedzkiego, bułgarskiego oraz międzynarodowego (international sign). Podczas krótkiego instruktażu ujawnione zostają mniej lub bardziej subtelne różnice pomiędzy poszczególnymi regionalnie uwarunkowanymi gestami. Lekcja rozpoczyna się od liczb – różnorodność migowych znaków w czterech prezentowanych językach daje się zauważyć się już przy numerze 6. Po liczbach pokazane zostają także inne słowa, stanowiące podstawę dla komunikacji, takie jak „ja”, „my”, „zło”, „dobry” czy „razem”. Każde z zapowiedzianych przez tłumaczkę określeń pokazują kolejno wszyscy czterej performerzy. Wyjątek stanowi słowo „seks”, które pokazane zostaje na kilkanaście możliwych sposobów, a przeważająca ich część mogłyby zostać właściwie zinterpretowane nawet przez osoby nieznające żadnej z odmian migania. Wzbudzająca ogólną wesołość na widowni scena pokazuje, że ilość werbalnych zwrotów oznaczających seks można z powodzeniem przyrównać do mnogości wyrażających to samo znaczenie gestów. Twórcy spektaklu dotykają także pewnego tabu – o ile seks przestał nim być, o tyle życie seksualne osób niepełnoprawnych wciąż jawi się jako przedmiot dyskusji niełatwych i raczej niechcianych w publicznym dialogu.

Twórcy zupełnie powstrzymali się od komentowania historii opowiadanych na scenie – postawili przy ich pomocy za to wiele pytań, z którymi widz po wyjściu z sali zostanie pozostawiony sam sobie. W głowie utkwiła mi niespodziewana definicja domu – dom jest miejscem, w którym Głuchy nie potrzebuje tłumacza. W innych przestrzeniach, jak sąd, teatr, przychodnia lekarska czy sklep osoba niesłysząca wymaga pomocy osoby trzeciej w przezwyciężeniu bariery komunikacyjnej. . I jeszcze jedno zdanie, sformułowane wcale nie jako prośba czy wyrzut, ale działające z ogromną siłą: „Potrzebujemy, abyście znali podstawowe gesty języka migowego”. Podstawowe, to słowo klucz, bo brzmi ono w tym kontekście jako absolutne minimum, coś, co nie wymaga wielkiego zaangażowania, nakładu pracy ani czasu, a może przy tym w niewiarygodnie dużym stopniu ułatwić dialog i rozwiązać najbardziej palący problem niesłyszących i słyszących – brak komunikacji.

 

Katarzyna Mikołajewska, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 208/2017

9. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Dialog – Wrocław | 14-21.10.2017

Jeden Gest

Nowy Teatr w Warszawie

Reżyseria: Wojtek Ziemilski

Scenografia, współpraca reżyserska: Wojciech Pustoła

Reżyseria świateł: Artur Sienicki

Muzyka: Aleksander Żurowski

Kostiumy: Krystian Jarnuszkiewicz

Obsada: Marta Abramczyk, Jolanta Sadłowska, Paweł Sosiński, Adam Stoyanov

premiera: 24 września 2016

fot. Marcin Oliva Soto

Katarzyna Mikołajewska – rocznik 89. Absolwentka kulturoznawstwa ze specjalnością krytyka artystyczna. W teatraliach od 2010 roku. Recenzuje spektakle także dla artPapieru, Czasu Kultury i redaguje dział Teatr w „2Miesięczniku. Piśmie ludzi przełomowych”. Kiedy nie przesiaduje we wrocławskich teatrach lubi uprawiać turystykę teatralną, choć żałuje, że wciąż nie ma na to zbyt mało czasu.