(Nie) być jak kura (Kury)

(Nie) być jak kura (Kury)

Gród Kraka lub – jak wolą niektórzy – Smogu zyskał nową scenę. Czysta reForma – Teatr Odwrócony wprawdzie nie spadł nagle z nieba, zespół działa już od jakiegoś czasu w różnych częściach Krakowa (między innymi w pomieszczeniach należących do Szkoły Tańca LoftToDance oraz przy Halickiej, w Pokoju Mirona B.). I nie tylko Krakowa. Natomiast siedzibą przy ulicy Smoleńsk 22, gdzie odbyła się premiera Kur, artyści cieszą się dopiero od października 2013 roku.

Jakkolwiek rozwodzenie się nad miejscem prezentacji przedstawień może wydawać się bezzasadne, zapewniam, że w tym przypadku warto pochylić się nad tą kwestią. Otóż nowa przestrzeń, znajdująca się w niepozornej kamienicy, dowodzi, jak ograniczenia lokalowe potrafią zmotywować do niekonwencjonalnych rozwiązań. Salę, a właściwie większy pokój, pomalowano w połowie na czarno (najbardziej komfortowa barwa dla teatru), a w połowie pozostawiono białą, by z kolei tę część wykorzystać jako naturalny ekran do wyświetlania projekcji. Sprytnie poradzono sobie także z niewielką liczbą reflektorów – wykorzystano cień do wytworzenia wrażenia wielowymiarowości.

Aktorzy (Szymon Budzyk, Radosław Sołtys) od początku znajdują się na scenie. Dokładniej – w drewnianej klatce. Niemal automatycznie więc nasuwa się skojarzenie z tytułowymi kurami. I tym tropem można podążać aż do finału przedstawienia. Tym bardziej, że raz po raz uwidaczniają się kurze motywy: ekspresja aktorska imitująca ptasi ruch (w pamięć zapada zwłaszcza hipnotyzujący Szymon Budzyk), projekcja przedstawiająca zarzynanie kury, rekwizyty wykonane z tekturowych palet po jajkach. Jednak widz równie szybko orientuje się, że ta produkcja bazuje na czymś więcej niż prostej analogii ogłupiałego, sterowanego społeczeństwa do pierzastego, hodowlanego stadka. Od pierwszych minut pojawiają się tematy, które wracają w nowych wariantach i odmiennych kontekstach. A przede wszystkim wraca problem wolności i ujarzmienia jednostki, nie tylko przez zewnętrzne siły czy oprawcę.

 

Nie bez powodu realizatorzy powołują się na obraz jaskini Platona. Tym gestem dają do zrozumienia, że chcą zainicjować dialog o zniewoleniu, które jest – niczym łańcuchy z platońskiej metafory – ciężarem spraw doczesnych, niejednokrotnie wyolbrzymionych, nakładanych na własne życzenie. Nigdy więc nie staniemy się wolnymi ludźmi, jeśli nie poznamy prawdziwego świata. „Być wolnym” znaczy mniej więcej tyle, co nie ulegać pozorom. Ale prawda – ta stara, piękna idea – wciąż pozostaje nieuchwytna.

 

Bohaterowie wydostają się z klatki, pragną dotrzeć do Ściany Świata, miejsca, gdzie wszystko się wyjaśni. To jednak kolejna utopia poznania. Rzeczywistość najwyraźniej została skonstruowana na obraz i podobieństwo… cebuli. Aktorzy więc, z wiarą i cynizmem na przemian, warstwa po warstwie, obierają świat ze złudzeń. A przynajmniej tak im się wydaje. Grają tak, żebyśmy i my, widzowie, nabrali przekonania, że prawda jest o łupinkę dalej. Ale już scena, kiedy jeden mężczyzna nakłania drugiego do wykonywania serii bezsensownych ćwiczeń fizycznych po to, by nauczyć się latać, gasi tę iskrę optymizmu. Ostatecznie artyści wzniosą się w powietrze. Albo to tylko piękny sen. Spektakl broni się bowiem jak może od udzielenia odpowiedzi. Zresztą słusznie – bezczelnością byłoby rozwiązywać kwestie egzystencjalne trapiące ludzkość praktycznie od zarania dziejów w czasie około godzinnego przedstawienia.

 

Kury z jednej strony bazują na opowiadanej linearnie historii z motywem przewodnim podróży jako poznania – siebie i prawdy o świecie. Jednocześnie pojawiają się elementy kolażu, utkanego po części z klasyki literatury (m.in. z Dziadów Mickiewicza, Dżumy Camusa, Boskiej komedii Dantego), po części – jak tylko mogę się domyślać – z własnych doświadczeń i poglądów omawianych na próbach.

Na koniec raz jeszcze można sięgnąć po kurzą metaforykę i stwierdzić, że Czysta reForma – Teatr Odwrócony trafił się Krakowowi jak ślepej kurze ziarno. To przytyk w kierunku władz decydujących o rozdzielaniu środków na kulturę. Małe zespoły artystyczne działające w obrębie trzeciego sektora, które nie mają szans z dużymi instytucjami dotowanymi przez miasto, niejednokrotnie stają się dostarczycielami pełnowartościowego ziarna. Nie wiem tylko, czy przełyki kur będących najbliżej kurnika są jeszcze w stanie je przetworzyć bez niepożądanych efektów ubocznych. Teatr ten ma w każdym razie pomysł na ciekawą formę uzyskiwania przychodów ze spektakli. „PAY WHAT YOU WANT – płacisz po spektaklu tyle, ile uważasz” – informują materiały promocyjne. Trzeba przyznać, że to konfrontacyjna postawa i może się okazać, że dezaprobata widzów będzie finansowo odczuwalna. Ale po pierwszym spotkaniu z Czystą reFormą jestem spokojna – wykluwa się coś interesującego, z chęcią będę śledzić proces opierzania.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 86/2014

Czysta reForma – Teatr Odwrócony w Krakowie

Kury

reżyseria: Zmicer Chartkou (Białoruś)

scenografia i kostiumy: Lech Kolasiński/Dasha Zaichenko (Białoruś)

muzyka: Paulina Załubska

obsada: Szymon Budzyk, Radosław Sołtys, I. Klata, Karolina Emilia Fortuna (gościnie)

premiera: 18 stycznia 2014

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii  UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.