Natura kontra ministerstwo (Ziemianie)

Natura kontra ministerstwo (Ziemianie)

Wrocławski Teatr Lalek zaskakuje ostatnio pewnym eksperymentem – robi teatr zaangażowany dla dzieci. W  Ziemianach twórcy nie tylko dają młodemu widzowi lekcję ekologii, ale również wprowadzają go w lekko przerysowaną rzeczywistość, gdzie demoniczny minister środowiska, cytując biblię, zezwala na wycinkę lasów i zabijanie żubrów. Jedni powiedzą – aktualne i prawdziwe, inni zauważą – po co to wprowadzenie w świat poglądów politycznych potrzebne jest sześciolatkowi?

Przedstawieniu w reżyserii Leny Frankiewicz na pewno nie można odmówić siły wyrazu. Już od pierwszego obrazu scenicznego wiemy, że nie oglądamy chałturniczej eko-bajki, w której wesołe kwiatki będą nam opowiadać, że trzeba segregować śmieci. Świat Ziemian to ponure miejsce po środowiskowej zagładzie – wśród pni umarłych drzew, brudnej wody, gór śmieci i kłębów zanieczyszczonego powietrza błąka się ostatnia pszczoła na ziemi. Obraz robi bardzo mocne wrażenie również na dorosłym widzu, przede wszystkim dzięki scenografii Michała Dracza, w której nawet widownia nie siedzi na krzesłach, a na podestach będących częścią dekoracji. W ten sposób twórcy umieszczają widza w roli człowieka niewygodnie skulonego, siedzącego na zgliszczach świata – częściowo winnego jego zagłady.

Na historię Ziemian (tekst autorstwa Jarosława Murawskiego) składa się kilka wątków, opowiadanych przez personifikacje różnych aspektów przyrody. Na scenie występują oczywiście zwierzęta i rośliny, między innymi Pszczoła, Czapla i Gardenia, ale również upersonifikowane byty – Klimat, Smog czy stworzenie rozkładające śmieci. Tytułowi Ziemianie to więc wszyscy ci, którzy są częścią umierającego ekosystemu. Klimat się roztapia, Żubr zostaje zastrzelony, a nad Pszczołą wisi widmo śmierci i tym samym wyginięcia całego gatunku. Do ostatniej sceny widzowie utrzymywani są w poczuciu postępującej katastrofy, która rękami Ministra chce zmieść z powierzchni Ziemi wszelką naturę i przyrodę. Można mieć nadzieję, że taka wizja naprawdę skłania młode pokolenie do refleksji, zwłaszcza że aktorzy dają z siebie wszystko, aby widza wzruszyć. Przede wszystkim Anna Makowska-Kowalczyk jest wspaniałą Pszczołą, w każdej jej kwestii można usłyszeć jednoczesny smutek i duża dawkę nadziei na lepszą przyszłość. To wesoło-smutne wykonanie sprawia, że dostrzegamy, jak optymizm skazanej na wymarcie Pszczoły powstrzymuje przedstawiony świat przed zupełnym rozpadem. Obok bardzo dobrej pracy aktorów trudno jednak  nie zauważyć nietrafionych decyzji inscenizacyjnych, a zwłaszcza momentów przeszarżowania z postapokaliptyczną psychodelicznością użytych środków. Podczas przedstawienia następują chwile – zwłaszcza sceny zbiorowe – w których wszystkie postaci wykonują dziwaczne ruchy w stroboskopowym oświetleniu i oparach dymu lub wypowiadają niezwiązane z niczym, urwane zdania. Zupełnie jakby twórcy chcieli poczęstować młodego widza odrobiną współczesnego teatru dla dorosłych – a przynajmniej tymi najmniej w nim zrozumiałymi zabiegami reżyserskimi. Na to niedociągnięcie łatwo przymknąć oko, ale równie przeszarżowanym wątkiem jest też motyw „Ministra-Niszczyciela” – bardzo wyraziście i ciekawie zagranej przez Grzegorza Mazonia postaci. Sugestia, że władza i biurokracja niszczy środowisko jest dla dorosłego widza jasna już od momentu, w którym elegancki pan w garniturze z aktówką wchodzi na scenę – i taka prosta nienachalna aluzja w zupełności by wystarczyła. Jednak wątek władzy niszczącej środowisko stanowi oś spektaklu, gdyż minister to wcielony diabeł, który marzy o zniszczeniu wszystkiego, co naturalne i żywe. Nie jest to obraz daleki od rzeczywistości w jakiej przyszyło nam żyć, jednak nachalność tego wątku może być dla widza bardzo nużąca i nie wydaje mi się potrzebna w tej, jak sami twórcy nazywają spektakl, eko-bajce. Głównym przekazem przedstawienia nie staje się pochwała dbałości o przyrodę, dużo większy nacisk twórcy kładą natomiast na namawianie do  wielkiego buntu przeciwko strasznej władzy, która tą przyrodę niszczy. Historia kończy się dobrze – chociaż trudno znaleźć jakiś konkretny logiczny powód dla którego tak miałoby się stać. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, kwiaty zostają uwolnione ze szklanych więzień, pojawiają się nowe pszczoły, minister uznaje, że natura jednak jest warta ochrony, dzieci z widowni pomagają ożywić pnie drzew i przemieścić śmieci ze sceny do miejsca, w którym  nie będą widoczne.  Odrobinę szkoda, że na potrzeby happy-endu nie zmartwychwstaje brutalnie zamordowany żubr, ale chyba trzeba było zachować jednak resztki realizmu. Spektakl pozostawia właściwie dwoiste wrażenie – z jednej strony ciężko wybaczyć temu dziełu dziwaczne, dalekie od logiki, zabiegi fabularne i polityczną nachalność, z drugiej zasługuje na pochwałę za przekonującą i zostającą z widzem po spektaklu wizję świata po zniszczeniu przyrody.

 

 

Zuzanna Zajt, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 201 /2017

 

Wrocławski Teatr Lalek

Jarosław Murawski

Ziemianie

reżyseria: Lena Frankiewicz

scenografia: Michał Dracz

muzyka: Kamil Pater

choreografia: Izabela Chlewińska

obsada: Agata Cejba (gościnnie), Kamila Chruściel, Anna Makowska-Kowalczyk, Tomasz Maśląkowski, Grzegorz Mazoń

prapremiera: 08 kwietnia 2017

fot. mat. Wrocławskiego Teatru Lalek

 

Zuza Zajt – absolwentka krakowskiej teatrologii, aktualnie przebranżowuje się na plastyka we Wrocławiu.