Natasza, ty normalnie jesteś najfajniejszą dziewczyną na ziemi

Natasza, ty normalnie jesteś najfajniejszą dziewczyną na ziemi

O czym marzy rosyjska nastolatka? O wielkiej miłości. Co jest gotowa za nią oddać? Wszystko. Co trzeba zrobić z konkurentkami? Wyeliminować. Jarosława Pulinowicz w dwóch monodramach wystawianych wspólnie pod tytułem Marzenie Nataszy pokazuje dziewczyny o zupełnie różnym pochodzeniu i odmiennych warunkach życia, pragnące jednak tego samego, a w dążeniu do realizacji marzenia posługujące się mniej lub bardziej wyrafinowanymi metodami, raczej z gatunku „po trupach do celu”.

Przeglądając zdjęcia z różnych realizacji teatralnych Marzenia Nataszy, zazwyczaj dostrzec można podobny schemat inscenizacji: Natasza Banina, obowiązkowo w dresie, siedzi niedbale rozkraczona na krześle, Natasza Wiernikowa, ubrana w dziewczęcą sukienkę lub elegancki żakiecik, siedzi prosto, zakładając nóżkę na nóżkę. U Olega Bilika w jekaterynburskim Teatrze Kolady ma nawet diadem i maskotkę, podobnie jak w łódzkiej realizacji Nikołaja Kolady. Czasem dodaje się jeszcze trzecią Nataszę, piszącą list do platonicznej miłości, znanego muzyka, jednak już te dwie postaci wystarczają reżyserom, by pokazać rosyjskie społeczeństwo w pigułce. Społeczeństwo binarne, oparte na prostym kontraście, reprezentowane przez wychowankę domu dziecka, której zamordowano matkę, a także dziewczynkę z dobrego domu, córkę psycholożki z korporacji i wykładowcy języka angielskiego. Takie zestawienie trochę razi banałem, ale broni się sprawnością językową – styl wypowiedzi rzeczywiście wyraźnie odróżnia od siebie bohaterki, nadając im wyrazisty charakter, a monologom – mnóstwo humoru.

Obie postaci w realizacji Kolady bardzo sprawnie wykreowała Agnieszka Skrzypczak, wyraźnie różnicując Natasze. Łączyła je dziewczęca wstydliwość i nieporadność, skumulowane z fascynacją, które wyzierały raz po raz ze szczelnie zbudowanych skorupek charakteru, gdy opowiadały o swoich pierwszych miłościach. Dzieliło je znacznie więcej: Banina to prosta dziewczyna, przekręcająca co trudniejsze wyrazy, porywcza i twarda. Skrzypczak gra ją emocjonalnie, budując postać na kilku charakterystycznych postawach i ruchach, jak choćby nieznoszący sprzeciwu gest przywoływania przyjaciółki na naradę. Jak refren przewijają się w tym monologu słowa, które chciałaby usłyszeć od chłopaka: „Natasza, ty normalnie jesteś najfajniejszą dziewczyną na ziemi, weź wyjdź za mnie za mąż”. Ale też nie od byle jakiego chłopaka, nie od kolegi z bidula, ale od dziennikarza, który pisał o jej skoku z okna, a którego sobie „zaklepała”, bo – choć wcześniej oczywiście całowała się z chłopakami, przecież nie jest jakąś „dziamdzią” – to właśnie Walera jest jej pierwszym obiektem westchnień. Będąc z innego świata („on jest człowiekiem, jak to się mówi, wysokiej, kurde, kultury, że trzeba tam o muzyce, o filmach, tego”), miał być dla niej szansą na wielką miłość, welon, czekoladki i zazdrość koleżanek. Wiernikowa natomiast jest w wykonaniu Skrzypczak nieustannie krygującą się dziewczynką z dobrego domu, we wściekle różowej sukience i diademie księżniczki, dającą raz po raz buziaki (również różowej) maskotce słoniowi. Co chwilę szczerzy się w szerokim uśmiechu i potrząsa blond kitką, bijąc sobie brawo i chwaląc się milionem osiągnięć. Tworzy bohaterkę, której za bardzo nie da się polubić, natomiast łatwo ją wyśmiać, mimo że przecież odnosi sukces za sukcesem.

Można odnieść wrażenie, że krzywdę, jaką Natasza Banina wyrządziła „konkurentce” usiłuje się usprawiedliwić krzywdami wyrządzonymi jej przez los. Wiernikowa nie ma nic na swoje usprawiedliwienie, choć jej występek może wydawać się mniejszy (jedynie zagroziła chłopakowi, że musi wybierać między nią a inną Nataszą – dziewczyną z problemami narkotykowymi, którą wspierał; podczas gdy Banina zatłukła wraz z koleżankami dziewczynę Walery, którego przecież sobie „zaklepała”). Tymczasem obie bohaterki są w pewien sposób godne pożałowania – dziewczyna sukcesu, mająca wypełnioną każdą minutę dnia spełnianiem ambicji rodziców staje się kompletnie nieczuła na uczucia innych, dbając wyłącznie o własne zwycięstwo w każdej dziedzinie życia.

Monodramy napisane przez dwudziestokilkuletnią Pulinowicz są bardzo proste, momentami wręcz naiwne, a jednak (a może właśnie dzięki temu) – chwytliwe. I przede wszystkim – zdają się bardzo aktualne, chyba nie tylko w Rosji. Nie dziwi więc fakt, że teksty uczennicy Kolady biją rekordy popularności – nie jest to arcydzieło, ale rzecz sprawnie napisana i – w przypadku realizacji z łódzkiego Teatru im. Stefana Jaracza – dobrze zagrana.

Agnieszka Misiewicz, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 140/2015

VIII Spotkania Teatralne BLISCY NIEZNAJOMI, 26–30 maja

fot. Greg Noo-Wak