Nasza Mała Apokalipsa (Apokalipsa)

Nasza Mała Apokalipsa (Apokalipsa)

Michał Borczuch w najnowszym spektaklu Apokalipsa w Teatrze Nowym przywołuje postaci Piera Paolo Passoliniego i Oriany Fallaci i zestawia je ze współczesnym problemem naszej części świata. Otóż pojawia się tu coraz więcej przybyszów z południa i wschodu skuszonych wizją życia w dostatniej, choć chaotycznej Europie. Wokół obojga Włochów narosło wiele mitów i anegdot, jednak do czego służą oni polskiemu reżyserowi? Przede wszystkim do postawienia dość oczywistej tezy o zmianie charakteru reakcji europejskich klas średnich i wyższych na dziejące się na świecie zło.

Choć Passolini (Krzysztof Zarzecki) i Fallaci (Halina Rasiakówna) w znaczący sposób różnili się od siebie poglądami i formami ekspresji, to oboje funkcjonowali jako intelektualne sumienie Włoch i Europy. Spektakl rozpoczyna się od sceny ostatniego wywiadu reżysera, w którym głosi swój sprzeciw wobec powszechnej edukacji w Europie, czyniącej z nas „masę bezmyślnych gladiatorów”. Fallaci przedstawiona jest jako silna i zdecydowana dziennikarka, która wierzy w swoją misję przekazania „prawdy” o świecie. Jej sądy są ostre, jednoznaczne i nie pozostawiają marginesu wątpliwości.

Borczuch zestawia tę dwójkę: oboje świat naprawdę boli, oboje chcieliby znaleźć rozwiązanie. Trzeba przyznać, że choć reżyser ucieka się do prostych środków, udaje mu się dotknąć istoty naszych współczesnych zachowań opartych o tzw. slaktywizm. Zamiast zastanowić się nad przyczynami nierówności społecznych, motywacjami polityków do prowadzenia wojen czy istotą działań nowoczesnych terrorystów – uciekamy się tylko do zbierania wody dla dzieci w Afryce za pomocą „lajków” na Facebooku, albo wspieramy chorych na stwardnienie zanikowe boczne poprzez akcję Ice Buckett Challenge. Reżyser nabija się z naszych rozmów o polityce opartych na przejrzeniu nagłówków w portalach informacyjnych. Każdy na widowni mógł przejrzeć się w lustrze, słysząc rozmowę między dwójką aktorów przerzucających się frazami takimi jak „Na tej Ukrainie to hardcore. Co będzie jak do nas przyjdzie wojna?” albo „O ja, a jak Kaczyński dojdzie do władzy? Masakra, weź przestań”.

Gdzieś między swoistym weltschmerzem Passoliniego a biernym zaangażowaniem znajduje się postawa Kevina Cartera (Jacek Poniedziałek). Fotograf znany ze sportretowania sępa, który czyhał na wycieńczoną z głodu małą Sudankę, zastanawia się nad sensem swojej pracy. Choć ma świadomość, że poprzez dokumentowanie wojny, śmierci czy głodu nie zmieni wiele, to ma nadzieję, że jego zdjęcie zwróci uwagę i zmusi kogoś do działania. Płonne nadzieje.

Poza główną myślą przedstawienia warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki Borczuch podchodzi do Passoliniego, który fascynuje go dużo bardziej niż Fellaci. Podczas wywiadu w pierwszej scenie pozwala mu mówić dużo i na wiele tematów. Choć pojedyncze myśli mają sens, całość jego wypowiedzi przypomina intelektualny chaos, zbiór wielu myśli, które nie układają się w logiczną całość. Passolini sportretowany jest jako wieczny myśliciel, ale bardziej skupiony na samej czynności myślenia niż na wnioskach z niego płynących. Sam przyznaje, że artysta jest nieprzystosowany do życia. Z równowagi potrafi wytrącić go nawet zmiana rozkładu jazdy pociągów, gdyż wywraca do góry nogami znaną i zaakceptowaną przez niego rzeczywistość. Borczuch ma do swojego bohatera szacunek, ale podchodzi do niego także z dozą dystansu i ironii. Idealnie zostaje to ukazane w sekwencjach filmowych, stylizowanych na twórczość Passoliniego, jednak w przerysowanej, groteskowej formie. W pewnym momencie włoski reżyser, zmęczony ciągłym zadawaniem pytań i szukaniem odpowiedzi, przekracza granicę ekranu i staje nagi przed swoim bohaterem Giuseppem. Ten zamiast zrozumienia oferuje mu koszulę, spodnie i bieliznę. Każe mu wziąć się za siebie. Pozostawia artystę w poczuciu całkowitego zagubienia. Dokładnie w takim samym stanie Borczuch pozostawia swoich widzów.

Apokalipsa nie daje łatwych odpowiedzi. Pozostajemy z pytaniami, czy dla ludzi o pokroju Passoliniego jest dziś jeszcze miejsce. Czy jesteśmy w stanie zdobyć się na aktywną reakcję na zmieniający się wokół nas świat, czy będziemy go wciąż oglądać i komentować zza ekranu komputera?

Mateusz Jażdżewski, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 112/2014

Nowy Teatr w Warszawie

Apokalipsa

reżyseria: Michał Borczuch

obsada: Bartosz Gelner, Marek Kalita, Jacek Poniedziałek, Piotr Polak, Marta Ojrzyńska, Krzysztof Zarzecki, Sebastian Łach, Halina Rasiakówna

premiera: 29 września 2014

fot. mat. teatru