Najlepiej pociągnąć za sobą nie rozmową, tylko świadectwem (cykl Kuratorzy)

Najlepiej pociągnąć za sobą nie rozmową, tylko świadectwem (cykl Kuratorzy)

Z Lidią Bogaczówną, zastępcą przewodniczącej oddziału Związku Artystów Scen Polskich w Krakowie, rozmawia Katarzyna Dreszer

Jak zaczęła się Pani przygoda z ZASP-em na stanowiskach kierowniczych?

Nagle i niespodziewanie. Nigdy tego nie chciałam. Siedem lat temu Leszek Świgoń, mój poprzednik urzędujący przez sześć lat, nie zgodził się na następną kadencję. Zaczęto namawiać mnie. Nie chciałam nawet o tym słyszeć, uważałam, że się na tym nie znam, nie mam takich ambicji. Po miesiącu nalegań zgodziłam się z nadzieją, że i tak nikt mnie nie wybierze. I, ku mojemu przerażeniu, zostałam wybrana. Nie wiedziałam, co robić, w którym kierunku iść. Wszystko zależało ode mnie. Zaczęłam od Wydziału Kultury, chciałam się dowiedzieć, czy są jakieś możliwości współpracy. Pracujące tam panie bardzo mi wtedy pomogły. Cierpliwie tłumaczyły, w czym możemy uczestniczyć, o jakie granty się starać, do jakich nagród się zgłaszać, co i jak wypełniać. A potem wylądowałam w Radzie Programowej w Warszawie i, jeżdżąc tam i z powrotem, wymyślałam w pociągu, co zrobić, żeby ten ZASP krakowski jakoś ożywić. I mam nadzieję, że to ożywienie się udaje. Mogłam teraz spokojnie wycofać się na pozycję wice, na czele stoi moja koleżanka z grupy, Basia Szałapak.

Co zmieniło się przez okres Pani urzędowania w Związku Artystów Scen Polskich?

Naszego urzędowania. Przez te siedem lat staliśmy się najlepszym oddziałem w Polsce. Pierwszym, który wprowadził dialog obywatelski w sektorze kultury. Jesteśmy chyba jedynym teatrem w Polsce (Teatr im. Juliusza Słowackiego), w którym działa Rada Pracowników. Niedawno Olgierd Łukaszewicz (prezes krajowego ZASP-u – przyp. K.D.) powierzył mi stworzenie i przewodniczenie komisji do monitorowania sytuacji ekonomicznej i socjalnej artystów scen polskich. Sytuacja naszego zawodu jest tragiczna, już dawno tak źle nie było – zaczyna przypominać czasy przed powstaniem ZASP-u, czyli ponad dziewięćdziesiąt lat temu. To ZASP spowodował w nowopowstałej Polsce, że aktorstwo stało się zawodem. I musimy tego bronić. Władze dążą do urynkowienia teatrów, co jest na razie niemożliwe. Jesteśmy za biedni, nie mamy sponsorów, którzy zainwestują w kulturę, takich na miarę amerykańską. Teatr musi spełniać funkcję społeczną, kształtować kulturę narodu, edukować od małego. Krzyczeliśmy, że jak wejdziemy do Unii Europejskiej, to stracimy odrębność kulturową, a w ogóle o nią nie dbamy. Coraz więcej młodych absolwentów wyższych szkół artystycznych jest bezrobotnych, zmniejsza się zespoły w teatrach instytucjonalnych. Pozostają teatry offowe, a one nie mają z czego żyć – z biletów się nie da. Tu gra się z miłości do sztuki. Można zwracać się jako NGO o granty, startować w konkursach ofert, ale organizacji jest coraz więcej, a pieniędzy coraz mniej. Ktoś musi więc zadbać o młodych na rynku. Ustawa o instytucjach kultury, która weszła w życie w zeszłym roku, jest dla nas w wielu punktach niekorzystna, ale byłaby bardziej, gdyby nie ZASP. Udało się wykreślić choćby zapis, że aktor powinien być wyłącznie na umowie sezonowej. O pierwszą umowę o pracę mógłby starać się dopiero po piętnastu latach. Czyli na przykład o kredytach nie ma mowy. Umowa sezonowa po prostu wygasa, nie można nawet udać się do sądu pracy. Ministerstwo Cyfryzacji proponuje częściowe odebranie nam praw autorskich. Wiele oszczędności w tej chwili odbywa się kosztem artystów. Władze i społeczeństwo nie mają rzetelnej wiedzy o sytuacji artysty-wykonawcy. Wiedzę o nich czerpie się głównie z tanich kolorowych gazetek, goniących za skandalem i opisujących życie tzw. celebrytów, wiecznie tych samych. Dlatego ZASP chce dotrzeć do jak największej liczby tancerzy, aktorów, solistów operowych z ankietą pod hasłem Olgierda Łukaszewicza: „Artysto polski, powiedz nam, z czego żyjesz”. Z niej dowiemy się, jaka jest naprawdę ich sytuacja bytowa, materialna, na co sobie mogą pozwolić, jaki jest ich największy problem w tym zawodzie itd., czy mają gdzie mieszkać, bo i to bywa luksusem. Wiedzę tę przekażemy decydentom. Druga ankieta jest skierowana do organizatorów, czyli tych, którzy mają pod sobą instytucje kultury. Chcemy dowiedzieć się, jakie mają wyobrażenie o sytuacji artystów sobie podległych, czy mają w ogóle taką wiedzę i skąd ją czerpią. I po trzecie – ankiety do wyższych szkół artystycznych, badające czy na przykład w związku z dostosowaniem naszego systemu do systemu bolońskiego nie warto byłoby dodać zajęć z pedagogiki. Obecnie bardzo trudno o etat w teatrze, a aktor z wykształceniem pedagogicznym, może trafić do szkół, domów kultury. Z rozmów z panią Minister Edukacji Narodowej Krystyną Szumilas dowiedzieliśmy się, że jest projekt przywrócenia wychowania artystycznego w szkołach. Oczywiście wielu aktorów pracuje w domach kultury, przy liceach czy szkołach podstawowych, ale jakby na boku, za pieniądze z komitetu rodzicielskiego, a nam chodzi o to, żeby dać człowiekowi zawód i ubezpieczenie. Przecież większość artystów jest w ogóle nieubezpieczonych, bo ich na to nie stać. Rozmawiałam z Anią Cieślak, która przyznała, że nie da się przetrwać samodzielnie na rynku, jeżeli się nie ma za plecami kogoś, kto będzie bronił, walczył. Swoje nazwisko daje też Jerzy Trela. Chcemy, by znani koledzy pociągnęli za sobą innych. To ogromna praca, która teraz nas czeka. Ale są też przyjemniejsze – wymyśliłam Nagrodę Loży, Nagrodę Syzyfa, znalazłam sponsorów. A wręczamy je w krakowskim Klubie Aktora „Loża” w Międzynarodowym Dniu Teatru, którego obchodzenie w naszym Oddziale zapoczątkowałam parę lat temu.

Na czym dokładnie polega specyfika tych nagród?

Nagroda Loży jest po to, by uhonorować młodych zdolnych aktorów do trzydziestego roku życia, z wyłączeniem Krakowa. Młodzi wychodzą ze szkoły i wszyscy myślą, że będą grać w Narodowym. Potem okazuje się, że rzeczywistość jest niestety inna. Mają duże szczęście, jeżeli w ogóle dostaną etat w mniejszych teatrach, w mniejszych ośrodkach – Rzeszów, Tarnów, Kielce czy Teatr Witkacego w Zakopanem – bo to jest nasz teren. I kto o nich będzie wiedział? Jedynie lokalna prasa. A oni są warci pokazania w Polsce. W związku z tym wymyśliłam Nagrodę Loży – to jest statuetka i dwa tysiące złotych. Ale to też prestiż – nagroda, którą młodzi aktorzy mogą sobie wpisać w CV, napiszą o nich gazety. W tej chwili wysyłamy listy do dyrektorów, a dyrektorzy sami nominują. W tym roku było aż ośmioro nominowanych. Nagroda Syzyfa to natomiast nagroda dla wszystkich tych, którzy bezinteresownie pracują społecznie na rzecz naszego środowiska. Na początku byli to wyłącznie aktorzy, a teraz ta nagroda zaczęła się rozszerzać na ludzi spoza naszego stowarzyszenia. Tę nagrodę przyznaję ja, później ktoś to przejmie i będzie wręczał ją według swojego uznania.

Podobno niewielu młodych aktorów wstępuje do ZASP-u. Czy to zaczyna się zmieniać?

Niewielu wstępuje do ZASP-u, bo nikt im nie mówi, że istnieje coś takiego. Skąd mają się dowiedzieć? W związku z tym zapoczątkowałam tradycję, zresztą dzięki mojemu najstarszemu synowi, Andrzejowi. Kończąc szkołę teatralną napisał pracę magisterką na temat: „Etyka w zawodzie aktora”. Zainspirowała go Etyka Konstantego Stanisławskiego z 1954 roku, którą dostałam po zmarłej cioci, także aktorce. Andrzej zapytał, jak to możliwe, aby uczyć aktorów metody Stanisławskiego bez wstępu, bez klucza, czyli bez tej książki. Wszystkie inne dzieła Stanisławskiego mają nowe wydania, a to nie. I mój syn zaszczepił we mnie myśl, żeby Etykę wznowić. Zadzwoniłam do Rafała Skąpskiego, dyrektora Państwowego Instytutu Wydawniczego, który miał do niej prawa autorskie. ZASP dał na to pieniądze i udało się. Napisałam list do Leszka Kołakowskiego z prośbą o napisanie nowego wstępu, ale niestety zmarł 2–3 tygodnie później. Uprosiłam więc Tadeusza Gadacza. Teraz na naszym terenie wszyscy studenci pierwszego roku dostają od ZASP-u w prezencie tę książeczkę, z imienną prośbą, żeby nigdy nie zapomnieli o ideałach. Ponadto do absolwentów wysyłamy listy gratulacyjne, witając ich w gronie zawodowców, zapraszamy do ZASP-u, tłumaczymy, co ZASP daje. Najlepiej pociągnąć za sobą nie rozmową, tylko świadectwem, czyli tym, co się robi.

Zauważałam, że jest tendencja wśród młodego pokolenia artystów, żeby tworzyć grupy, które walczyłyby o ich prawa, ale takie grupy do tej pory nie przetrwały długo. Dlaczego?

Nie wiem. Może orientują się po chwili, że to ciężka praca i nie starcza sił czy zapału? A może nie mają czasu, bo muszą walczyć o przetrwanie? W zeszłym roku Strzępka i Demirski zapoczątkowali z Jackiem Poniedziałkiem ogromny ruch, przyłączyli się do nas, po czym wszystko właściwie spełzło na niczym. Trzeba ogromnej motywacji, żeby za darmo oddawać olbrzymią część swojego życia. Ja mam motywację – jestem matką dwóch młodych aktorów i dlatego mam w domu pełno ich kolegów, przyjaciół, i żal mi, kiedy widzę, jak się szarpią, jak przepada taki potencjał. Gram z młodymi w Teatrze Barakah – offowym teatrze na Kazimierzu, mam więc doświadczenie z teatru instytucjonalnego i offowego. Przez to mogę działać na szerszej płaszczyźnie.

Na jakie wsparcie od ZASP-u mogą liczyć aktorzy?

ZASP jest organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi – aktorzy mogą liczyć na bezpłatną opiekę prawną. Ze względu na drapieżną sytuację na rynku – umowy o dzieło są często niezgodne z prawem – półtora roku temu zrobiliśmy szkolenie z umów po to, by młodzi ludzie czytali je ze zrozumieniem i wiedzieli, co podpisują. Wydaliśmy nawet broszurkę, do której zawsze można sięgnąć. Oprócz tego pomagamy aktorom materialnie w trudnych sytuacjach życiowych i zawodowych. Podejmujemy się mediacji pomiędzy zespołem a dyrektorem, jeśli występują konflikty czy zwolnienia. Jesteśmy również pierwszą organizacją na „linii frontu” ustawodawczego – oprotestowujemy, prosimy, błagamy, tłumaczymy, dajemy opinie prawne, walczymy o zachowanie jakiegoś standardu tego zawodu. Należymy czynnie od paru lat do EuroFIA (Europejska grupa Międzynarodowej Federacji Aktorów – przyp. K.D.). Organizacje i stowarzyszenia są dwojakiego rodzaju – introwertyczne i ekstrawertyczne. My do tej pory przez dziewięćdziesiąt lat byliśmy introwertyczni, czyli zbieraliśmy składki i w ramach nich świętowaliśmy jubileusze, dawaliśmy ordery itd. Chodziło przede wszystkim o prestiż i dobre towarzystwo. Ale czasy się zmieniły i w związku z tym musimy być ekstrawertyczni. Od kiedy jestem w ZASP-ie muszę uczyć się ustaw, uchwał, regulaminów, statutów. Chcemy wywalczyć kartę praw aktora, bo żartujemy, że zmiany ustaw mogą doprowadzić do chowania nas za murami miasta.

A czy w tej walce wzoruje się Pani na modelach zagranicznych?

Olgierd Łukaszewicz wzoruje się na teatrze niemieckim, ponieważ tam wiele lat pracował i te teatry są mu bliskie. Zapraszany do wspólnych dyskusji Daniel Olbrychski twierdził z kolei, że świetny jest wzorzec francuski, bo najwięcej czasu spędził tam. Natomiast ja, nie mając ich doświadczenia, kieruję się zdrowym rozsądkiem i intuicją. Kieruję się logiką, co niby się kłóci z myśleniem artystycznym, ale ta logika pozwala mi sprawnie działać. Jednak druga część mojej duszy, artystyczna, płacze nad każdym biednym staruszkiem, który ma osiemset złotych emerytury i pisze do ZASP-u w poniżeniu prośbę o zapomogę, pokazując rachunki za leki na tysiąc złotych miesięcznie. Dążę do tego, żeby ci ludzie zachowali godność człowieka, żeby nie byli na marginesie, w głębokim zapomnieniu. Kiedyś napisałam taki felieton, że jak Pan Bóg w Polsce chce kogoś ukarać, to go obdarowuje talentem. Ciągle słyszę, że artysta jest darmozjadem, bo niczego nie wytwarza. Artysta wytwarza ogromnie dużo, wytwarza kulturę narodu. W tej chwili wszyscy narzekają, łącznie z politykami, że nastąpił upadek obyczajów, języka, moralności. A przełożenie jest proste – tłamsi się kulturę. Jeśli ktoś dostał talent, ukończył państwowe szkoły wyższe, ogromnie elitarne – do każdej szkoły dostaje się dwadzieścia osób na około tysiąc dwieście kandydatów – to ci młodzi mają prawo sądzić, że to początek ich wielkiej przygody ze sztuką. A tu okazuje się, że to koniec, po studiach jest kopniak i radź sobie, jak chcesz, zmieniaj zawód. Nikogo nie obchodzi, co się dzieje z tak ogromnym potencjałem.

Czy dyrektorzy teatrów są chętni do współpracy z ZASP-em?

To zależy od dyrektora. Niektórzy trochę boją się ZASP-u. ZASP nie jest związkiem zawodowym, może opiniować, a dyrektor może się zgodzić z tą opinią, ale nie musi. Jednak jest to już jakaś platforma dialogu. Niektórzy dyrektorzy, jak na przykład Krzysztof Orzechowski (dyrektor Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie – przyp. K.D.) rozumieją, że działamy dla dobra tej samej instytucji, a nie przeciwko sobie. Wszystkim nam zależy na tym, żeby po prostu teatr funkcjonował dobrze. Jeżeli teatr ma problemy na przykład z dotacją, idziemy wspólnie – dyrektor, ZASP, i związki zawodowe. Marszałek już się przyzwyczaił. Jesteśmy silną grupą i możemy dialogować. Mało kto wie, że w Polsce obowiązuje dyrektywa Unii Europejskiej o zinstytucjonalizowanym sektorowym obywatelskim dialogu z 2004 roku. Krakowski ZASP jako pierwszy w Polsce zapoczątkował ten dialog w sektorze kultury. W Krakowie ZASP jest w grupie inicjatywnej Komisji Dialogu Obywatelskiego. Naprawdę nie ma się czego bać, nie chcemy konfliktów, przecież jedziemy na tym samym wózku. W ZASP-ie mamy również sekcje dyrektorów, reżyserów, estrady, krytyków, dramatu, teatrów muzycznych, tańca, więc jesteśmy grupą reprezentatywną. Nie chcemy nikogo wykluczyć.

Na stronie internetowej ZASP-u znalazłam notatkę o potrzebie nowego porozumienia społecznego w sprawie teatrów i filharmonii. Na czym to ma polegać?

ZASP uczestniczył w spotkaniach Komisji ds. Kultury i Dziedzictwa Narodowego Związku Województw RP. Marszałkowie mają pod swoją jurysdykcją teatry, opery, filharmonie i powinni znać specyfikę tych instytucji, które zasadniczo różnią się od „fabryki gwoździ”. Celem tego porozumienia jest utworzenie wspólnej platformy badania, analizowania i ocen obecnego stanu instytucji kultury. Bez pełnej, aktualnej wiedzy o nakładach ponoszonych na coraz bardziej zróżnicowane formy działalności kulturalnej, trudno nią dobrze zarządzać. Takie porozumienie chcemy nawiązać też z prezydentami miast, jesteśmy po rozmowach z Prezydentem Poznania Ryszardem Grobelnym, który stoi na czele związku prezydentów miast – jest zainteresowany.

A najbliższym zadaniem jest, jak Pani wspomniała na początku, walka z ustawami…

Może nie walka, a dialog na temat odpowiednich zapisów w ustawie o cyfryzacji. Chcemy rozmawiać z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego o przygotowaniu pedagogicznym aktorów. Ważne są rozmowy z Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej na temat umów sezonowych. Nie powinno być tak, że jedni podlegają pod stosunek pracy, a inni nie. Potrzebny jest dialog. W ZASP-ie też, na temat zmiany statutu – trzeba go przystosować do nowych czasów.

Kiedy ostatnio był zmieniany?

Trzy lata temu, ale to były tylko kosmetyczne poprawki. Teraz głównie za sprawą Olgierda Łukaszewicza dialogujemy na wielu płaszczyznach, bardzo chcemy zmienić oblicze ZASP-u. Konieczna jest dyskusja programowa, w którym kierunku mamy dalej iść. Do tego wszystkiego potrzeba wielu ludzi dobrej woli, bo jesteśmy stowarzyszeniem, więc praca u nas to praca społeczna.

Dziękuję za rozmowę.
Lidia Bogaczówna – aktorka filmowa, teatralna i telewizyjna, absolwentka PWST w Krakowie. Zaczynała w Teatrze Stu, m.in. w Szalonej lokomotywie. W latach 1982–86 występowała w Teatrze Bagatela. Obecnie aktorka Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie i Teatru Barakah na Krakowskim Kazimierzu. Widzom telewizyjnej Dwójki znana m.in. z roli Helusi w programie rozrywkowym Spotkanie z Balladą. W latach 2006–2010 Przewodnicząca Oddziału ZASP w Krakowie, od 2010 zastępca przewodniczącej. W 2009 roku odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi, w 2010 odznaką „Honoris Gratia”. W 2012 Laureatka konkursu „Profesjonaliści Forbesa”, Laureatka Nagrody za Kreację Aktorską i Nagrody Publiczności na Festiwalu Małych Form w Szczecinie (1986). Od 1992 stale współpracuje z Zygmuntem Koniecznym, prowadzi także programy telewizyjne, koncerty, jest lektorką.
fot. Piotr Stolarczyk