Na granicy istnienia (Moja pierwsza śmierć w Wenecji)

Śmierć oraz miłość – tak skrajne i różne, a jednak  pojawiają się w wielu dziełach równocześnie, tworząc kontrasty. Nie inaczej jest w debiucie reżyserskim Tomasza Cyza, który stworzył obraz wyciszony, jednakże przepełniony pustką i goryczą.

W ostatnim czasie o Tomaszu Mannie w Polsce zrobiło się głośno – wszystko za sprawą tegorocznej edycji Malta Festival, podczas której odbyła się prapremiera opery Czarodziejska góra w reżyserii Andrzeja Chyry, z muzyką Pawła Mykietyna i librettem Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk. Realizacja odniosła sukces  zarówno jeśli chodzi o opinie krytyków, jak i reakcje publiczności. Czy to samo czeka spektakl Tomasza Cyza?

Śmierć w Wenecji Tomasza Manna jest utworem krótkim, jednakże nie mniej ważnym w dorobku autora, porusza bowiem wątek homoseksualny.. Autorka dramatu, który posłużył za kanwę pracy Cyza – Justyna Bargielska, wykorzystuje tematy poruszone przez Manna, jednak konstrukcja, którą tworzy nie jest poświęcona jednej tylko postaci – oddaje głos także tym, które w oryginale nie otrzymały tego przywileju. Główny bohater to w noweli Gustaw von Aschenbach, u Bargielskiej określany jako A (Adam Ferency). Zabieg ten prowadzi do uniwersalizacji: A oznaczać może skrót od nazwiska, symbolizować grupę zawodową – artystów (jest nim właśnie postać grana przez Ferencego), ale też odnosić się do każdego człowieka, który mierzy się z podobnymi problemami: relacjami z osobami z bliskiego otoczenia, miłością (nie zawsze odbieraną przez innych pozytywnie), pracą, chorobami, śmiercią.

Przestrzeń sceniczna przepełniona została czerwienią – zarówno scenografia, jak i światło podkreślają znaczenie bardzo intensywnych barw, są one wyrazem obawy przed tym, co nadejdzie, ale i ciekawości związanej z obecnym stanem. Jesteśmy w Wenecji, a głównym problemem, który zostanie nam ukazany, jest śmierć – dowiadujemy się już na początku przedstawienia (to samo mówi nam tytuł, czy nie za dużo więc jednoznaczności?), kiedy to główny bohater zostaje uznany za martwego. „Ja przecież żyję” – zdaje się krzyczeć, jak gdyby nadal chciał walczyć o własną przyszłość, miał nadzieję na nadejście kolejnych zdarzeń. Te jednak – mimo, że przychodzą, wydają się być bardziej jego imaginacją niż rzeczywistością – powrotami do przeszłości, odwoływaniem się do własnej pamięci. Jesteśmy w przestrzeni nieodgadnionej, w której tkwią także tajemniczy Mężczyzna I, II i III, komentujący fakty z życia A – czy jest to miejsce graniczne, moment przejścia pomiędzy życiem i śmiercią, swego rodzaju czyściec, w którym konfrontujemy się z problemami, traumami? W kolejnych scenach pojawiają się postaci Matki oraz Tadzia (młody chłopiec, do którego bohater pałał platoniczną miłością) – istotnych dla A, będących jego fascynacją i utrapieniem, przynoszących zarówno gorycz, a także pragnienie doznania przyjemności. Jednakże każde z tych spotkań, rozmów, interakcji nie zmienia nic w życiu postaci – to raczej ciąg zdarzeń, nie łączących się ze sobą, zaznaczających, że życie bogate jest w różnego rodzaju doznania – pozytywne i negatywne, ukazujące jaki wpływ na bohatera mogą mieć osoby, z którymi się spotyka, jak i sytuacje, w których uczestniczy. Moja pierwsza śmierć w Wenecji to więc raczej ilustracja życia, jego wad i zalet, ukazanie jakie konsekwencje niosą za sobą poszczególne, podejmowane wybory i decyzje.

Inspiracją do stworzenia postaci Gustawa von Aschenbacha był dla Manna kompozytor Gustav Mahler. Nie dziwi więc, że w spektaklu Cyza wykorzystane zostały jego utwory – to podkreślenie inspiracji, a także nastroju poszczególnych scen. Jednakże nawet przepiękne fragmenty muzyczne (największy atut produkcji) nie zdołały uratować realizacji, która niestety do udanych nie należy. Przede wszystkim brak w niej żywiołowości, tempa, które nadałoby jej bardziej dosadnego wyrazu. Jednostajność jest tu z jednej strony uzasadniona: zaznacza moment, w którym znajduje się A, brak rozwiązań i pomysłów na przyszłość, pustkę – która niestety towarzyszy także widzowi. Poszczególne sceny Cyz skonstruował, wywołując wrażenie bezczynności, monotonii. Niespieszność dominuje, sekwencje przebiegają powoli, dłużąc się i rozwlekając. Spektaklu nie ratują nawet aktorzy – Adam Ferency czy Agnieszka Warchulska, którzy poprowadzeni reżysersko nie ukazują w pełni swoich możliwości, ich gra jest bardzo wyrafinowana, wprowadza rutynę.

Podobnie odczucia można mieć także w stosunku do zaprojektowania przestrzeni scenicznej. Scenografia przytłacza, sprawia wrażenie, że obraz ukazanego przez twórców świata wydaje ciasny – za mały, by pomieścić wszystkie rozterki i wątpliwości głównego bohatera. Poszczególne zabiegi – jak na przykład wprowadzenie w kilku momentach cieni, widocznych na ścianach konstrukcji scenograficznej czy kopanie grobu i zasypywanie go ziemią (ma to miejsce po lewej stronie sceny, przez większą część przedstawienia, jak gdyby reżyser chciał w ten sposób podkreślić sam temat nieuchronności śmierci), bardziej ciemiężą niż wprowadzają urozmaicenie czy zaznaczają istotę problematyki pracy. Podobnie jest z pauzami świetlnymi (zastosowaniem blackoutów), które wprawiają w poczucie dezorientacji, nie wiadomo bowiem, czy poszczególne wątki dobiegły już końca (a wraz z nimi cały spektakl), czy może poruszane będą nadal. Moja pierwsza śmierć w Wenecji to niestety zmarnowana szansa zmierzenia się z tematami ważnymi, z utworem kojarzonym także dzięki filmowi Luchino Viscontiego, którego inspiracja widoczna jest w scenicznym obrazie.  Sama interpretacja – choć dramaturgicznie interesująca, reżysersko okazała się nużącym podsumowaniem znanych nam już prawd dotyczących miłości i śmierci.

 

Marta Seredyńska, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 153/2015

 

Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy

Justyna Bargielska

Moja pierwsza śmierć w Wenecji

reżyseria: Tomasz Cyz

scenografia i kostiumy: Joanna Braun

reżyseria świateł: Ewa Garniec

muzyka i opracowanie muzyczne: Janusz Stokłosa

ruch sceniczny: Jacek Przybyłowicz

obsada:

Adam Ferency (A),Agnieszka Warchulska (Matka), Eliza Rycembel (Tadzio, Akademia Teatralna im. A. Zelwerowicza), Sławomir Grzymkowski (Mężczyzna I), Władysław Kowalski (Mężczyzna II), Mateusz Łapka (Mężczyzna III, Akademia Teatralna im. A. Zelwerowicza), Bogna Cyz, Hanna Hryniewicka (Siostry Tadzia)

premiera: 20 listopada 2015

fot. K. Chmura-Cegiełkowska

Marta Seredyńska – rocznik 1991, absolwentka Wiedzy o teatrze oraz Mediów Interaktywnych i Widowisk UAM, z „Teatraliami” związana od 2013 roku. Miłośniczka tańca i projektów kulturalno-animacyjnych.