Mrożek: zaktualizowano (Vatzlav)

Mrożek: zaktualizowano (Vatzlav)

Sławomir Mrożek jest dramatopisarzem, o którym teatr nie zapomina. Jego teksty wyjątkowo często wystawiane są na polskich scenach, reżyserzy wciąż odczytują je na nowo, uaktualniają, szukają w nich kolejnego dna, kolejnych sensów, morałów. Za poszukiwania wziął się także Michał Kmiecik – młody reżyser z dużymi ambicjami i potrzebą kontestacji zastanej rzeczywistości. Sięgnął po Vatzlava. I wystawił go nie byle gdzie – w Teatrze Nowym w Łodzi, dokładnie 36 lat po premierze tegoż tekstu w adaptacji Kazimierza Dejmka

Fakt raczej symboliczny, bo niewielu pewnie znajdzie się widzów, którzy tamtego Vatzlava dokładnie pamiętają i mogą dokonać porównania. Bardziej realnym odniesieniem zdaje się tutaj przedstawienie zrealizowane dla Teatru Telewizji w 1989 roku. Pamiętam jak z wypiekami na twarzy oglądałam ową inscenizację, niewiele wówczas rozumiejąc z treści, ale zachwycając się stroną wizualną spektaklu. Kilkanaście lat później wiem już, że powinnam zapomnieć o baśniowych iluzjach i osiemnastowiecznej stylistyce, która królowała na tamtej scenie. Dzisiaj scena jest niemalże pusta. Tak, jak chciał tego Mrożek w didaskaliach do Vatzlava. Scenografia składa się z trzech czarnych ścian, na których wiszą „trofea” myśliwskie Nietoperza, a pomiędzy którymi stoi tylko fotel, kilkanaście tandetnych plastikowych krzeseł ogrodowych i konsoleta dj’ska. Od frontu zamyka ją półprzezroczysta gaza. Zmaterializowana czwarta ściana, przez którą podglądamy bohaterów. Równie chętnie aktorzy sprawdzają, co dzieje się po drugiej stronie. Jak wygląda świat, gdy wejdzie się na drzewo i spojrzy z odmienionej perspektywy na to, co nieco dalej, niż pod własnymi stopami. Okazuje się, że nieciekawie.

Utopia nigdy nie ma szans zostać wcieloną w życie, oświeceniowe ideały łamią się jak zapałki, self-made man jest równie nierealny jak feniks powstający z popiołów, ciężką pracą ludzie się nie bogacą, a słowa „równość” i „sprawiedliwość” na zawsze pozostaną tylko elementami haseł wyborczych i sennymi fantazjami społeczników i komunistów-marzycieli. Tak sztukę Mrożka odczytuje Kmiecik. Tak rzeczywistość jawi się w oczach dwudziestodwulatka, który postanawia o tym odpowiedzieć poprzez spektakl. Reżyser daje pstryczka w nos wszystkim tym, którzy teksty Mrożka fanatycznie łączyli z szarą i smutną epoką PRL-u. Pokazuje, że teraz nie jest szaro: mamy gadżety popkultury, hip-hop, wolność słowa, dostęp do wspaniałej kultury amerykańskiej. Nie jesteśmy już zaściankiem, oglądamy zagraniczne filmy i kopiujemy utarte w nich wzorce . Ale wciąż jest smutno. Bo jeden system upadł, a my zostaliśmy nakarmieni marzeniami, których podstawowym składnikiem były puste kalorie. Rozbolały nas brzuchy, rozbolały głowy, w których ktoś wywołał zamęt, ale ludziom nie zaczęło żyć się lepiej. Konkluzją do spektaklu Kmiecika może być powiedzenie: „same shit, different day”. Czyli w tłumaczeniu literackim: nic nowego.

Reżyserowi trzeba przyznać, że oburza się w bardzo interesujący i twórczy sposób. Do interpretacji Mrożka nie podchodzi w sposób wtórny, naśladując inne wybitne przedstawienia na podstawie dzieł dramatopisarza. Oglądając Vatzlava czujemy, że jest to autorskie dzieło, od początku do końca przemyślane i zaprojektowane przez tę samą osobę. Dzieło niezwykle dojrzałe, które mimo skomplikowanej formy, zachowuje klarowny przekaz. Nie każdemu przypadnie do gustu Mrożek w wersji hip-hopowej, powtarzanie do znudzenia tych samych fraz, wycinanie niektórych postaci, łączenie innych w jedną i rozszczepianie jeszcze innych. Nie każdemu spodoba się miecz świetlny rodem z Gwiezdnych wojen, nie każdy polubi projekcje wyświetlane na gazie z przodu sceny. Jeśli ktoś czuje się przywiązany do wersji Vatzlava z 1989 roku, może nie być zachwycony uproszczeniami na scenie i umownością scenografii.

Jednak, jak wiadomo, nie da się dogodzić wszystkim. Mnie ten uwspółcześniony Vatzlav niezwykle się podoba. Może dlatego, że podobnie jak reżyser nie doświadczyłam PRL-u, nie mam sentymentu do tamtych czasów, nie mam pojęcia, jak mogli czuć się miłośnicy sztuk Mrożka w chwili, gdy jego dzieła zostały „uwolnione” spod jarzma cenzorów. Nie doświadczyłam tego wszystkiego empirycznie, ale uczestnicząc w życiu kulturalnym, społecznym i politycznym współczesnej Polski, czasami czuję się, jakbym urodziła się co najmniej 15 lat wcześniej. Wspomnienia epoki PRL-u odmieniane są przez wszystkie przypadki w każdej możliwej życiowej sytuacji. I powiem szczerze, że mam już tego dość. Spektakl w reżyserii Kmiecika to powiew świeżości, który pozwala złapać oddech w dotychczas zatęchłym temacie. To nadzieja na to, że najmłodsze pokolenie twórców oderwie się od schematów i opowie o własnych doświadczeniach, nawet jeśli nadal będzie na nie narzekać. Na to czekam.

Sandra Kmieciak, Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 145/2015

Teatr Nowym im. Kazimierza Dejmka w Łodzi

Sławomir Mrożek

Vatzlav

reżyseria, scenografia, światła: Michał Kmiecik

muzyka: Robert Piernikowski

kostiumy: Julia Kosmynka

video: Michał Januszaniec

inspicjent: Hanna Molenda

obsada: Malwina Irek, Wojciech Bartoszek, Gracjan Kielar, Marek Lipski, Konrad Michalak, Bartosz Turzyński, Robert Piernikowski (gościnnie)

premiera: 19 czerwca 2015

fot. Sandra Kmieciak

Sandra Kmieciak – z wykształcenia doktor nauk humanistycznych, z zamiłowania fotograf, w praktyce specjalista ds. promocji. Główne dziedziny jej zainteresowań to: sztuka współczesna, teatr multimedialny, teatralizacja i performatyzacja Internetu.